24.11.2022, 05:46 ✶
Dora oblała się lekkim rumieńcem zawstydzenia, ale na całe szczęście śmiech Brenny poprawiał całą sytuację. Rozumiała, a przynajmniej na taką wyglądała i Dorze spadł z serca olbrzymi i okrutnie ciężki kamień.
- Jestem pewna, że drzewo będzie z ciebie również absolutnie czarujące. Może nawet będziesz mogła rozmawiać z innymi? - rzuciła, pytając ni to siebie, ni to jej, ni to lasu, nie precyzując kogo miała dokładnie na myśli - drzewa czy ludzi. Jej zdaniem, obie te opcje były równie ciekawe.
Nie oponowała, kiedy Brenna ujęła ją za łokieć. Ba! Przyjęła to nawet z ulgą, tym bardziej że przyjaciółka pociągnęła ją w kierunku odwrotnym do tego, gdzie jeszcze przed chwilą walczyły o życie. Definitywnie wolała pozostać w jednym, nienaruszonym kawałku, nie wspominając już o tym, że Longbottom życzyła tego samego.
- Na pewno nie byłoby aż tak źle - wyszeptała cicho, nie tyle nieśmiało chcąc zaprzeczyć opisowi, który przytoczyła kobieta, co nieco przytłoczona jego obrazowością. Brenna brzmiała trochę, jakby sobie to wszystko już zdążyła dokładnie przemyśleć, szczególnie ten ostatni fragment. Dora chciała, ale nieco bała się zapytać, czy faktycznie Greengrassowie karmili swoje drzewa innymi ludźmi, czy to może była tylko taka przenośnia odnośnie poprzedniej wzmianki o byciu świetnym nawozem.
- Pomyślimy, kiedy dotrzemy już do domu - pokiwała ochoczo głową, zgadzając się z nią w 200% procentach. Czym prędzej też obie kobiety skierowały swoje kroki w stronę posiadłości Longbottomów, wracając praktycznie po swoich śladach. Oczywiście, tylko dla ostrożności.
- Jestem pewna, że drzewo będzie z ciebie również absolutnie czarujące. Może nawet będziesz mogła rozmawiać z innymi? - rzuciła, pytając ni to siebie, ni to jej, ni to lasu, nie precyzując kogo miała dokładnie na myśli - drzewa czy ludzi. Jej zdaniem, obie te opcje były równie ciekawe.
Nie oponowała, kiedy Brenna ujęła ją za łokieć. Ba! Przyjęła to nawet z ulgą, tym bardziej że przyjaciółka pociągnęła ją w kierunku odwrotnym do tego, gdzie jeszcze przed chwilą walczyły o życie. Definitywnie wolała pozostać w jednym, nienaruszonym kawałku, nie wspominając już o tym, że Longbottom życzyła tego samego.
- Na pewno nie byłoby aż tak źle - wyszeptała cicho, nie tyle nieśmiało chcąc zaprzeczyć opisowi, który przytoczyła kobieta, co nieco przytłoczona jego obrazowością. Brenna brzmiała trochę, jakby sobie to wszystko już zdążyła dokładnie przemyśleć, szczególnie ten ostatni fragment. Dora chciała, ale nieco bała się zapytać, czy faktycznie Greengrassowie karmili swoje drzewa innymi ludźmi, czy to może była tylko taka przenośnia odnośnie poprzedniej wzmianki o byciu świetnym nawozem.
- Pomyślimy, kiedy dotrzemy już do domu - pokiwała ochoczo głową, zgadzając się z nią w 200% procentach. Czym prędzej też obie kobiety skierowały swoje kroki w stronę posiadłości Longbottomów, wracając praktycznie po swoich śladach. Oczywiście, tylko dla ostrożności.
Koniec sesji
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.