24.01.2024, 21:37 ✶
— No to chyba nie warto — wymamrotał niezadowolony z takiego obrotu spraw. Załatwienie sobie kopii tych dokumentów musiało być czasochłonne, a nie chciał dziewczynie utrudniać życia. Szarpnął za naszyjnik, odrywając tym samym zawieszkę od łańcuszka. — Niech to cholera weźmie...
Zaczął obracać maleństwo między palcami. Liczył, że będzie w stanie transmutować wizerunek kruka w kopię Edgara. Wprawdzie ten prawdziwy buszował obecnie na zewnątrz, ale nie powinien stać się zazdrosny. Bądź co bądź, transmutowany ptak nie pozostanie tu zbyt długo. Rabastan już miał sięgnąć po różdżkę, gdy dziewczyna ponownie się odezwała. Jej uwaga połechtała nieco jego ego, ale także sprawiła, że poczuł się nieco skonfundowany.
Jasne, nazwisko i status krwi robiły swoje, bo dzieciaki z prominentnych rodzin znacząco wybijały się z tłumu, ale żeby go kojarzyć z twarzy czy imienia? Prędzej spodziewał się czegoś takiego po Rudolfie lub Bellatriks. Bądź co bądź, to oni wiedli prym w Ślizgońskiej paczce. Tylko skąd jest ona, pomyślał, czując, że powoli zaczyna tracić kontrolę nad sytuacją.
Lestrange nie szukał na siłę towarzystwa, toteż twarze, jakie mijał na szkolnych korytarzach, szybko mu powszedniały i znikały z pamięci. Zwłaszcza w późniejszych latach, gdy jego pozycja w Hogwarcie nieco się ugruntowała, nie widział większego sensu w tym, aby interesować się, kto konkretnie uczy się w niższych rocznikach. Na pewnym etapie edukacji każdy po prostu zajmował się swoim najbliższym kręgiem znajomych i własnymi sprawami. Może mijali się po prostu podczas codziennych posiłków w Wielkiej Sali?
— Kojarzysz? — Zamrugał parokrotnie, odchylając się lekko w bok, aby jeszcze raz przyjrzeć się dziewczynie. — Emm... Zajęcia z Zielarstwa z Hufflepuffem?
To był strzał w ciemno, ale może okaże się trafny? Dalej opierał się na tym, że Peppa kojarzyła mu się z cechami typowymi dla sporej części Puchonów. Żółci często byli obiektem żartów pośród znajomych Rabastana, więc może... O nie, nie, nie. Nawet ja nie mam takiego pecha, postanowił Rabastan, odsuwając od siebie tę myśl. To nie tak, że nad kimkolwiek się znęcał w ten sposób, jednak... Każdemu zdarzały się jakieś podśmiechujki z kogoś, przez jakąś zabawną sytuację. To, że spotkałby kogoś takiego po latach i zamknął z nim w windzie, byłoby wyjątkowo niefortunnym splotem zdarzeń.
— Och, a więc jesteśmy kuzynostwem! — Uśmiechnął się beztrosko, nie słysząc na szczęście, jak serce Peppy pęka na milion małych kawałeczków. — Moja matka wywodzi się od Potterów. Rosalie, kojarzysz może?
Rodzicielka tuż po ślubie zdystansowała się od swoich krewnych, jednak dalej utrzymywała z nimi kontakt. Wprawdzie trudno było utrzymać mocne więzy ze wszystkimi - dystans i różnice poglądowe robiły swoje - jednak kobieta była całkiem nieźle rozeznana w tym, jakie zmiany zachodzą pośród gałęzi drzewa genealogicznego Potterów. Lestrange nachmurzył się nieco. Zaledwie miesiąc temu spotkał się z Brenną Longbottom, również kuzynką, a teraz natykał się na kolejną? Cóż za zbieg okoliczności.
Zaczął obracać maleństwo między palcami. Liczył, że będzie w stanie transmutować wizerunek kruka w kopię Edgara. Wprawdzie ten prawdziwy buszował obecnie na zewnątrz, ale nie powinien stać się zazdrosny. Bądź co bądź, transmutowany ptak nie pozostanie tu zbyt długo. Rabastan już miał sięgnąć po różdżkę, gdy dziewczyna ponownie się odezwała. Jej uwaga połechtała nieco jego ego, ale także sprawiła, że poczuł się nieco skonfundowany.
Jasne, nazwisko i status krwi robiły swoje, bo dzieciaki z prominentnych rodzin znacząco wybijały się z tłumu, ale żeby go kojarzyć z twarzy czy imienia? Prędzej spodziewał się czegoś takiego po Rudolfie lub Bellatriks. Bądź co bądź, to oni wiedli prym w Ślizgońskiej paczce. Tylko skąd jest ona, pomyślał, czując, że powoli zaczyna tracić kontrolę nad sytuacją.
Lestrange nie szukał na siłę towarzystwa, toteż twarze, jakie mijał na szkolnych korytarzach, szybko mu powszedniały i znikały z pamięci. Zwłaszcza w późniejszych latach, gdy jego pozycja w Hogwarcie nieco się ugruntowała, nie widział większego sensu w tym, aby interesować się, kto konkretnie uczy się w niższych rocznikach. Na pewnym etapie edukacji każdy po prostu zajmował się swoim najbliższym kręgiem znajomych i własnymi sprawami. Może mijali się po prostu podczas codziennych posiłków w Wielkiej Sali?
— Kojarzysz? — Zamrugał parokrotnie, odchylając się lekko w bok, aby jeszcze raz przyjrzeć się dziewczynie. — Emm... Zajęcia z Zielarstwa z Hufflepuffem?
To był strzał w ciemno, ale może okaże się trafny? Dalej opierał się na tym, że Peppa kojarzyła mu się z cechami typowymi dla sporej części Puchonów. Żółci często byli obiektem żartów pośród znajomych Rabastana, więc może... O nie, nie, nie. Nawet ja nie mam takiego pecha, postanowił Rabastan, odsuwając od siebie tę myśl. To nie tak, że nad kimkolwiek się znęcał w ten sposób, jednak... Każdemu zdarzały się jakieś podśmiechujki z kogoś, przez jakąś zabawną sytuację. To, że spotkałby kogoś takiego po latach i zamknął z nim w windzie, byłoby wyjątkowo niefortunnym splotem zdarzeń.
— Och, a więc jesteśmy kuzynostwem! — Uśmiechnął się beztrosko, nie słysząc na szczęście, jak serce Peppy pęka na milion małych kawałeczków. — Moja matka wywodzi się od Potterów. Rosalie, kojarzysz może?
Rodzicielka tuż po ślubie zdystansowała się od swoich krewnych, jednak dalej utrzymywała z nimi kontakt. Wprawdzie trudno było utrzymać mocne więzy ze wszystkimi - dystans i różnice poglądowe robiły swoje - jednak kobieta była całkiem nieźle rozeznana w tym, jakie zmiany zachodzą pośród gałęzi drzewa genealogicznego Potterów. Lestrange nachmurzył się nieco. Zaledwie miesiąc temu spotkał się z Brenną Longbottom, również kuzynką, a teraz natykał się na kolejną? Cóż za zbieg okoliczności.