24.01.2024, 22:33 ✶
Och tak, głupi byłeś i jesteś, że zaprzątasz sobie głowę dawną miłostką, powiedziałaby mu, gdyby umiała czytać w myślach. Sęk w tym, że Imogen - pomimo wszelkich dokładanych w tej materii starań - tego nie potrafiła. Mierziło ją to okrutnie, bezlitośnie uwierało zwłaszcza samotnymi wieczorami, kiedy na wpół przytomna ze zmęczenia oczekiwała na powrót Augustusa. Och, jakże chciałaby wiedzieć, co oznaczało jego uciekające spojrzenie, kiedy z troską w głosie pytała go, gdzie był. Bo przecież się o niego troszczyła, bo chciała dla niego jak najlepiej.
Przede wszystkim jednak chciała go mieć pod kontrolą. Nie wystarczało, że mąż niemalże zawsze robił wszystko, czego Imogen sobie zażyczyła (była pewna, że w kwestii wyprowadzki prędzej czy później także jej ulegnie - znała już sposoby, jak zmiękczyć jego serce); musiał stawiać ją i dzieci na piedestale w każdej okoliczności, być dla nich, dbać o ich bezpieczeństwo. Nie mogła żyć w tej ciągłej niepewności; potrzebowała utwierdzenia w przekonaniu, że wciąż do siebie należą po tylu latach małżeństwa. Zanim ich los nie został przypieczętowany wolą rodziców, ktoś inny zajmował miejsce w jego sercu, wiedziała to, przecież w innym wypadku zwróciłby na nią uwagę już wcześniej, chociażby wtedy, gdy wiedzieni młodzieńczą dumą obściskiwali się w szafie na miotły tuż po tym, jak znaleźli się po obu końcach butelki. Ale teraz, teraz już należał do niej, to właśnie jej ślubował aż po grób i wypełnienia tej przysięgi od niego wymagała.
Nie wzbraniała się przed jego dotykiem, przynajmniej nieszczególnie asertywnie. Pozwoliła mu się objąć, przytuliła policzek do jego torsu, zamknęła oczy i wsłuchała się w rytm jego serca. Ono bije dla mnie, pomyślała z triumfem. Powinna mu wybaczyć? A raczej, powiedzieć, że wybaczyła? Bo nie zapomni nigdy, wczorajsza sytuacja miała pozostać jatrzęjąca raną na dumie Imogen.
— Już dobrze, mój kochany — odpowiedziała cicho, ujmując jego twarz w smukłe dłonie. Spojrzała mu w oczy z łagodnym uśmiechem kontrastującym z jej mokrą od łez twarzą — Nie opuszczę cię, nigdy cię nie opuszczę, wiesz przecież. Nadal jednak uważam, że powinniśmy pomyśleć o własnym lokum… — chwyciła go rękę i poprowadziła jego dłoń na swój brzuch, wciąż płaski, choć w najbliższych tygodniach miało się to zmienić — Tu już jest trochę ciasno, a po nowym roku będzie nas więcej. Rozważysz to chociaż?
Spojrzała na niego błagalnie, a zaraz potem się odsunęła. Nie dlatego, że nie chciała bliskości; to mała Beatrice domagała się uwagi, wyciągając swoje małe rączki w stronę Imogen. Ostrożnie więc wyjęła córkę z krzesełka i przytuliła. Mała natomiast natychmiast znalazła sobie nową zabawkę w postaci łańcuszka i włosów matki. Nie skarżyła się, gdy drobna, choć bardzo silna dziecięca rączka pociągnęła ją za kosmyk; zdawała się do tego przywyknąć.
— Kim tak naprawdę jest dla ciebie Avelina Paxton? — zapytała niby od niechcenia, najbardziej neutralnie jak tylko potrafiła, próbując w tym czasie rozluźnić uścisk dziecięcych palców na srebrze. Zaraz potem wbiła w Augustusa badawcze spojrzenie. Gdyby była tylko aptekarką, u której się zaopatrywał w eliksiry, nie zachowałaby się tak wobec niego. Przecież nie chciałaby stracić klienta. Gdyby była tylko aptekarką, nie byłby tak pobłażliwy.
Przede wszystkim jednak chciała go mieć pod kontrolą. Nie wystarczało, że mąż niemalże zawsze robił wszystko, czego Imogen sobie zażyczyła (była pewna, że w kwestii wyprowadzki prędzej czy później także jej ulegnie - znała już sposoby, jak zmiękczyć jego serce); musiał stawiać ją i dzieci na piedestale w każdej okoliczności, być dla nich, dbać o ich bezpieczeństwo. Nie mogła żyć w tej ciągłej niepewności; potrzebowała utwierdzenia w przekonaniu, że wciąż do siebie należą po tylu latach małżeństwa. Zanim ich los nie został przypieczętowany wolą rodziców, ktoś inny zajmował miejsce w jego sercu, wiedziała to, przecież w innym wypadku zwróciłby na nią uwagę już wcześniej, chociażby wtedy, gdy wiedzieni młodzieńczą dumą obściskiwali się w szafie na miotły tuż po tym, jak znaleźli się po obu końcach butelki. Ale teraz, teraz już należał do niej, to właśnie jej ślubował aż po grób i wypełnienia tej przysięgi od niego wymagała.
Nie wzbraniała się przed jego dotykiem, przynajmniej nieszczególnie asertywnie. Pozwoliła mu się objąć, przytuliła policzek do jego torsu, zamknęła oczy i wsłuchała się w rytm jego serca. Ono bije dla mnie, pomyślała z triumfem. Powinna mu wybaczyć? A raczej, powiedzieć, że wybaczyła? Bo nie zapomni nigdy, wczorajsza sytuacja miała pozostać jatrzęjąca raną na dumie Imogen.
— Już dobrze, mój kochany — odpowiedziała cicho, ujmując jego twarz w smukłe dłonie. Spojrzała mu w oczy z łagodnym uśmiechem kontrastującym z jej mokrą od łez twarzą — Nie opuszczę cię, nigdy cię nie opuszczę, wiesz przecież. Nadal jednak uważam, że powinniśmy pomyśleć o własnym lokum… — chwyciła go rękę i poprowadziła jego dłoń na swój brzuch, wciąż płaski, choć w najbliższych tygodniach miało się to zmienić — Tu już jest trochę ciasno, a po nowym roku będzie nas więcej. Rozważysz to chociaż?
Spojrzała na niego błagalnie, a zaraz potem się odsunęła. Nie dlatego, że nie chciała bliskości; to mała Beatrice domagała się uwagi, wyciągając swoje małe rączki w stronę Imogen. Ostrożnie więc wyjęła córkę z krzesełka i przytuliła. Mała natomiast natychmiast znalazła sobie nową zabawkę w postaci łańcuszka i włosów matki. Nie skarżyła się, gdy drobna, choć bardzo silna dziecięca rączka pociągnęła ją za kosmyk; zdawała się do tego przywyknąć.
— Kim tak naprawdę jest dla ciebie Avelina Paxton? — zapytała niby od niechcenia, najbardziej neutralnie jak tylko potrafiła, próbując w tym czasie rozluźnić uścisk dziecięcych palców na srebrze. Zaraz potem wbiła w Augustusa badawcze spojrzenie. Gdyby była tylko aptekarką, u której się zaopatrywał w eliksiry, nie zachowałaby się tak wobec niego. Przecież nie chciałaby stracić klienta. Gdyby była tylko aptekarką, nie byłby tak pobłażliwy.
![[Obrazek: 55rG7le.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=55rG7le.png)
please, dance with me in the dark