Gerry spoglądała z podziwem i lekką zazdrością na cylinder, który wylosował Theseus. - Kurde, będziesz w nim wyglądał niesamowicie.- Sama by go chętnie przymierzyła, ale nie będzie już dramatyzować. - Weź pokaż, jak w nim wyglądasz, proooooszę!- Zamrugała oczami i spoglądała na Fletchera z miną Nie możesz mi odmówić. Miała nadzieję, że jej urok osobisty na niego zadziała.
- Nie wierzę, on ma takie ukryte właściwości?- Teraz to już jej się w ogóle zrobiło przykro, że nie miała tyle szczęścia. Obserwowała jak przyjaciel wkłada rękę do środka i wyciąga ją pełną słodyczy. - Masz zamiar być taki samolubny?- Westchnęła teatralnie. - No tak, czego innego się mogłam po Tobie spodziewać, ale jak zeżresz je wszystkie i będziesz jęczał, że Cię brzuch boli z przejedzenia, to nie przychodź do mnie! - Wtedy mu przypomni o tym, że nie chciał się z nią dzielić. W sumie chyba zbyt szybko go wyjaśniła, bo chwilę później miała już w dłoni kapelusz i wyciągała z niego cukierka, którego od razu zjadła, był bardzo słodki. - Ciekawe, czy to maj jakieś limity.- Rzekła przegryzając cukierek.
- Nie miałam tyle szczęścia co Ty, trafiłam na świecznik, nie wydaje się być jakiś niesamowity, co najwyżej będę mogła nim komuś przyfasolić w głowę.- Pomachała złotym świecznikiem, który dzierżyła w dłoni. Ruszyli więc dalej przed siebie, gotowi korzystać z innych atrakcji tego miejsca.
Trafili na Szaloną Sally. Thes najwyraźniej znał mężczyznę, który chwilę przed nimi losował jeże. Przystanęła tuż obok przyjaciela, może wypadałoby się przedstawić? Nie czekała na to, aż zrobi to Thes, bo miałą świadomość, że u niego różnie bywało z ogładą. - Jestem Geraldine, miło mi poznać.- Wyciągnęła dłoń to drugiego Fletchera, którego nie znała, zrobiła to jeszcze nim losował jeże.
Poczekała aż mężczyźni skończą losować z kosza Sally, po czym sama wsadziła łapę, gotowa spotkać się z przeznaczeniem.
Nie
Tak
Tak