25.01.2024, 03:53 ✶
Septima nigdy nie przeklinała. Dlatego “co tu się kurwa odpierdala do najjaśniejszej panienki” z jej ust nie padło. Ale gdzieś przemknęło po odmętach rzekomo nieskażonego umysłu, niewypowiedziane nawet wtedy, gdy Agatha rozkładała się przed nimi jak ten cały kotlet barani na ruszcie, o którym myślała Lorraine (czyżby leglimentka wkroczyła do jej umysłu?!)(była bardzo piękna i Ollivanderówna nie miałaby nic przeciwko...).
Macmillanowie nie byli normalnymi ludźmi i Septima zdążyła do tej dziwności przywyknąć; na sabatach trzymała dystans, wymigując się od rozmów o orgiach i węgorzach (nigdy nie wnikała).
A skoro o ekscentryzmie mowa, ciepły sztorm wspomnienia zawładnął nagle jej ciałem.
—Timmy, oni tak zawsze pajacują. Myślisz, że dlaczego matka trzyma się z nimi na taki dystans, co?
— Ten koktajl nie wyglądał przecież tak źle...
— DZIEWCZYNO JAKI KOKTAJL, TO BYŁA KREW.
Nauczyła się wstydzić własnego serca – tego, jak łatwo miękło pod uciskiem dłoni i siniaczyło się o pręty żeber, jak pąsowiało za każdym razem, gdy gardło wypełniało jej się łzami. W Hogwarcie, po liturgiach gnębień mniejszych i większych, płacz potrafił dusić ją za mostkiem, zbierać się w kącikach oczu i przesiąkać na zewnątrz, bo jej ciało zawsze było zbyt kruche, by utrzymać w sobie emocje, których nie potrafiła nazwać. Świat był zbyt wielki, a jej szkliły się źrenice za każdym razem, kiedy przypadkiem spoglądała mu w oczy – ocierała łzy brzegiem rękawa, za każdym razem pochylając głowę i patrząc w dół na swoje dłonie, ale dzieciaki i tak przypierały ją do ściany i śmiały się, że jest beksą i Pinokiem. Lata później coś się zaczęło w niej domykać, acz płochliwy atawizm wstydu pozostał w niej na stałe. Głos już tak rzadko miękł w gardle, a w kącikach oczu nie zbierała się wilgoć. Współczuła Sarze, ale ewidentnie nie na tyle, aby podejść i ją pocieszyć, bo przecież i tego nie potrafiła zrobić.
Może naprawdę była Pinokiem?
— Pamiętaj, gdyby coś podejrzanego się działo, zmywaj się stamtąd, dobra? Licz tylko na siebie. No i na mnie, jak chcesz.
Wycofywała się już powoli, gotowa opuścić to przeklęte miejsce, niespieszne kroki kierując z dala od ołtarza. I wtedy też zobaczyła Leviathana, którego do tej pory nie zauważyła. Dreszcz irytacji przebiegł po jej kręgosłupie; zatrzymała się, zaciskając piąstkę i gibając na bok, od wianka, tudzież magii, którą kapłanki im zapodały na początku zebrania — Timmy jeszcze bardziej zirytowała się na myśl, iż Macmillanowie specjalnie rozmydlili ludzkie zmysły, tak jakby mieli nadzieję, że schlani nie będą się wtrącać do ich boskiej błazenady i pewnie mieli rację. Nawet gdyby wystrugano ją na bohaterkę, to z szumem w głowie nie dałaby im żadnego wybitnie intelektualnego wykładu na temat możliwości przeprowadzania takich rytuałów (skoro już musieli wypierać się nauki...) w sposób etyczny i bezpieczny. Świat szedł do przodu, to 1972 a nie cholerne Salem, ludzie!
Wtedy też odezwał się kuzyn Murtagh, chociaż nie była pewna czy był tym samym kuzynem, którego znała od bobasa.
Jeśli chcesz śmierci tej nocy, to spróbuj odebrać moje życie
Kucnęłaby z przejęcia i głębokiego niedowierzania, ale nie dane jej było nawet przemielić poprawnie tego heroicznego monologu, bo kolejny odezwał się...ten kaletnik?! Jeszcze jego tu brakowało. Nie znała dwóch, groźnie wyglądających mężczyzn, z których młodszy odezwał się do Isobell, ale zastanowiła ją kobieca bierność, która zdawała się sparaliżować uczestniczki obrządku. Z jej słabego, acz absolutnie ważnego, doświadczenia, mężczyźni nie trawili słownych konfrontacji, na pewno lubili sobie obić nawzajem twarz od czasu do czasu, ale dyplomacja? Negocjacja? Przecież zaskakująca większość nie potrafiła nawet powiedzieć kelnerce w restauracji, że dostali nie swoje zamówienie.
Och, wcale nie mówiła o własnym ojcu...miała nadzieję, że bawił się lepiej, niż ona.
Macmillanowie nie byli normalnymi ludźmi i Septima zdążyła do tej dziwności przywyknąć; na sabatach trzymała dystans, wymigując się od rozmów o orgiach i węgorzach (nigdy nie wnikała).
A skoro o ekscentryzmie mowa, ciepły sztorm wspomnienia zawładnął nagle jej ciałem.
—Timmy, oni tak zawsze pajacują. Myślisz, że dlaczego matka trzyma się z nimi na taki dystans, co?
— Ten koktajl nie wyglądał przecież tak źle...
— DZIEWCZYNO JAKI KOKTAJL, TO BYŁA KREW.
Nauczyła się wstydzić własnego serca – tego, jak łatwo miękło pod uciskiem dłoni i siniaczyło się o pręty żeber, jak pąsowiało za każdym razem, gdy gardło wypełniało jej się łzami. W Hogwarcie, po liturgiach gnębień mniejszych i większych, płacz potrafił dusić ją za mostkiem, zbierać się w kącikach oczu i przesiąkać na zewnątrz, bo jej ciało zawsze było zbyt kruche, by utrzymać w sobie emocje, których nie potrafiła nazwać. Świat był zbyt wielki, a jej szkliły się źrenice za każdym razem, kiedy przypadkiem spoglądała mu w oczy – ocierała łzy brzegiem rękawa, za każdym razem pochylając głowę i patrząc w dół na swoje dłonie, ale dzieciaki i tak przypierały ją do ściany i śmiały się, że jest beksą i Pinokiem. Lata później coś się zaczęło w niej domykać, acz płochliwy atawizm wstydu pozostał w niej na stałe. Głos już tak rzadko miękł w gardle, a w kącikach oczu nie zbierała się wilgoć. Współczuła Sarze, ale ewidentnie nie na tyle, aby podejść i ją pocieszyć, bo przecież i tego nie potrafiła zrobić.
Może naprawdę była Pinokiem?
— Pamiętaj, gdyby coś podejrzanego się działo, zmywaj się stamtąd, dobra? Licz tylko na siebie. No i na mnie, jak chcesz.
Wycofywała się już powoli, gotowa opuścić to przeklęte miejsce, niespieszne kroki kierując z dala od ołtarza. I wtedy też zobaczyła Leviathana, którego do tej pory nie zauważyła. Dreszcz irytacji przebiegł po jej kręgosłupie; zatrzymała się, zaciskając piąstkę i gibając na bok, od wianka, tudzież magii, którą kapłanki im zapodały na początku zebrania — Timmy jeszcze bardziej zirytowała się na myśl, iż Macmillanowie specjalnie rozmydlili ludzkie zmysły, tak jakby mieli nadzieję, że schlani nie będą się wtrącać do ich boskiej błazenady i pewnie mieli rację. Nawet gdyby wystrugano ją na bohaterkę, to z szumem w głowie nie dałaby im żadnego wybitnie intelektualnego wykładu na temat możliwości przeprowadzania takich rytuałów (skoro już musieli wypierać się nauki...) w sposób etyczny i bezpieczny. Świat szedł do przodu, to 1972 a nie cholerne Salem, ludzie!
Wtedy też odezwał się kuzyn Murtagh, chociaż nie była pewna czy był tym samym kuzynem, którego znała od bobasa.
Jeśli chcesz śmierci tej nocy, to spróbuj odebrać moje życie
Kucnęłaby z przejęcia i głębokiego niedowierzania, ale nie dane jej było nawet przemielić poprawnie tego heroicznego monologu, bo kolejny odezwał się...ten kaletnik?! Jeszcze jego tu brakowało. Nie znała dwóch, groźnie wyglądających mężczyzn, z których młodszy odezwał się do Isobell, ale zastanowiła ją kobieca bierność, która zdawała się sparaliżować uczestniczki obrządku. Z jej słabego, acz absolutnie ważnego, doświadczenia, mężczyźni nie trawili słownych konfrontacji, na pewno lubili sobie obić nawzajem twarz od czasu do czasu, ale dyplomacja? Negocjacja? Przecież zaskakująca większość nie potrafiła nawet powiedzieć kelnerce w restauracji, że dostali nie swoje zamówienie.
Och, wcale nie mówiła o własnym ojcu...miała nadzieję, że bawił się lepiej, niż ona.