26.01.2024, 12:31 ✶
Gdy Brenna przypomniała Olivii, że pracuje w Brygadzie uderzeniowej, ta zachichotała. Cały czas o tym zapominała - zwykle wyobrażała sobie brygadzistów jako osoby z kijem w dupie, dla których liczyło się tylko to, by złapać jak najwięcej osób nieprzestrzegających zasad i wyrobić narzuconą z góry normę. Brenna jednak pokazała jej, że takie stereotypowe myślenie może być krzywdzące, bo przecież Longbottom taka nie była. Sam fakt, że szło zapomnieć że pracuje w BUM, o tym świadczył.
- Ciągle zapominam, że tobie nie wypada robić pewnych rzeczy - nie wypada jak nie wypada - jej nie wolno było robić niektórych rzeczy. Ale to można było pominąć, bo Brenna miała rację, to było niestosowne i bez sensu. - Wiesz, nie widzą ich ale czują ich obecność. W innym przypadku nie powstałoby tyle książek o uwięzionych na tym świecie duszach. Mogą ich nie widzieć, ale sama wiesz, że nie da się pomylić tego niepokoju i uczucia zimna z niczym innym.
Niektórzy mugole byli bardziej wrażliwi na takie zmiany temperatur, a niektórzy mniej. Gdy Brenna mówiła o krukach i zaklęciu, Olivia uniosła brew.
- Myślisz że ktokolwiek by marnował energię i rzucał tak potężne zaklęcia na kruki? Chociaż w zasadzie historia pokazała nam, że ludzie i nie tylko robią różne... Dziwne rzeczy - przyznała w końcu, bo przecież jeżeli komuś naprawdę na tym zależało, to przecież mógł to zrobić. Z reguły jednak tak potężne zaklęcia pasowały Olivii do osób bez poczucia humoru, osób które traktowały magię z należytym szacunkiem i oszczędzały ją, wiedząc jaka jest potężna. Ale jednocześnie zdawała sobie sprawę z tego, że przecież opiera wszystko na swoich doświadczeniach, domysłach i przekonaniach - a takie ocenianie było błędne. - Nawet nie zaczynaj tego tematu. Sześć palców... Wiesz, że dawniej potrafili topić kobiety - bo oczywiście że były to wyłącznie kobiety! - i jeśli się taka utopiła, to znaczyło że nie była czarownicą? Super, nie? I co im po tym, jak już nie żyły? Co za bezsens. O paleniu na stosach nie wspomnę... I torturach. Myślisz, że Anne Boleyn najpierw torturowano, czy darowano sobie taki oficjalny sąd? W gruncie rzeczy jeżeli przyznała się od razu, to zapewnili jej czystą śmierć. Mogła spłonąć, a z tego co słyszałam to różnie z tym bywało. Niektórzy truli się dymem, ale niektórzy dosłownie płonęli żywcem.
Olivia aż się wzdrygnęła na samo wyobrażenie sobie tego, co działo się te kilkaset lat temu. Dzicz, po prostu dzicz. Podobnie jak Brenna, Quirke uważała że Boleyn miała normalne dłonie i jeśli była czarownicą, to na pewno żadna fizyczność jej nie zdradzała. Inaczej król nie wziąłby jej za żonę.
- A to cudzołóstwo to w ogóle też śmierdzi jakimś przekrętem - dodała od siebie, krzywiąc się znacznie. Dziad po prostu był niespełna rozumu i potrzebował pozbyć się żony - nie, żon - i po prostu znajdował łatwy pretekst, w który uwierzyła tłuszcza.
Gdy Brenna wspomniała o krukach, Olivia zadarła głowę. Nad nimi siedziało kilka ptaków. Miały niemal onyksowe pióra i czarne, błyszczące jak guziki oczy. Leniwie czyściły swoje pióra, na szczęście dla zwiedzających będąc w takim miejscu, że ewentualne białe niespodzianki z ich zadków zatrzymałyby się na drzewach. Stały poza murami, niemal na środku, przed White Tower, jednym z pierwszych budynków, które tutaj wzniesiono.
- Nie wiem, wyglądają na za chude. Mam wrażenie, że one są trochę głębiej, przy celach. Ale wiesz co, tak teraz sobie pomyślałam, że... Przecież skoro wszyscy je dokarmiają, to na pewno zlatuje się ich coraz więcej. Myślisz, że jak oni to sprzątają? - wskazała tym razem na podłogę. Tu była w miarę czysta. Musiały być w innej części Tower, tej dalszej, nie tuż przy wejściu. Olivia, korzystając z faktu że Brenna trzyma ją za rękaw, też ją chwyciła i pociągnęła w kierunku Domu Królowej. Widać go było z oddali, wyróżniał się swoim stylem na tle reszty Tower of London. - Gdzieś czytałam, że to dla Anne Boleyn zbudował to miejsce, a krótko po tym jak skończono ich budowę, to ją uwięził i oskarżył o czary, a potem kazał stracić. Ale jeśli chcesz szukać ducha, to chyba tam, nie?
Tam, przy drzewie, również siedziały kruki. Te były już dużo większe, miały tłuściutkie brzuchy i otwierały dzioby, niezadowolone z braku pożywienia.
- Ciągle zapominam, że tobie nie wypada robić pewnych rzeczy - nie wypada jak nie wypada - jej nie wolno było robić niektórych rzeczy. Ale to można było pominąć, bo Brenna miała rację, to było niestosowne i bez sensu. - Wiesz, nie widzą ich ale czują ich obecność. W innym przypadku nie powstałoby tyle książek o uwięzionych na tym świecie duszach. Mogą ich nie widzieć, ale sama wiesz, że nie da się pomylić tego niepokoju i uczucia zimna z niczym innym.
Niektórzy mugole byli bardziej wrażliwi na takie zmiany temperatur, a niektórzy mniej. Gdy Brenna mówiła o krukach i zaklęciu, Olivia uniosła brew.
- Myślisz że ktokolwiek by marnował energię i rzucał tak potężne zaklęcia na kruki? Chociaż w zasadzie historia pokazała nam, że ludzie i nie tylko robią różne... Dziwne rzeczy - przyznała w końcu, bo przecież jeżeli komuś naprawdę na tym zależało, to przecież mógł to zrobić. Z reguły jednak tak potężne zaklęcia pasowały Olivii do osób bez poczucia humoru, osób które traktowały magię z należytym szacunkiem i oszczędzały ją, wiedząc jaka jest potężna. Ale jednocześnie zdawała sobie sprawę z tego, że przecież opiera wszystko na swoich doświadczeniach, domysłach i przekonaniach - a takie ocenianie było błędne. - Nawet nie zaczynaj tego tematu. Sześć palców... Wiesz, że dawniej potrafili topić kobiety - bo oczywiście że były to wyłącznie kobiety! - i jeśli się taka utopiła, to znaczyło że nie była czarownicą? Super, nie? I co im po tym, jak już nie żyły? Co za bezsens. O paleniu na stosach nie wspomnę... I torturach. Myślisz, że Anne Boleyn najpierw torturowano, czy darowano sobie taki oficjalny sąd? W gruncie rzeczy jeżeli przyznała się od razu, to zapewnili jej czystą śmierć. Mogła spłonąć, a z tego co słyszałam to różnie z tym bywało. Niektórzy truli się dymem, ale niektórzy dosłownie płonęli żywcem.
Olivia aż się wzdrygnęła na samo wyobrażenie sobie tego, co działo się te kilkaset lat temu. Dzicz, po prostu dzicz. Podobnie jak Brenna, Quirke uważała że Boleyn miała normalne dłonie i jeśli była czarownicą, to na pewno żadna fizyczność jej nie zdradzała. Inaczej król nie wziąłby jej za żonę.
- A to cudzołóstwo to w ogóle też śmierdzi jakimś przekrętem - dodała od siebie, krzywiąc się znacznie. Dziad po prostu był niespełna rozumu i potrzebował pozbyć się żony - nie, żon - i po prostu znajdował łatwy pretekst, w który uwierzyła tłuszcza.
Gdy Brenna wspomniała o krukach, Olivia zadarła głowę. Nad nimi siedziało kilka ptaków. Miały niemal onyksowe pióra i czarne, błyszczące jak guziki oczy. Leniwie czyściły swoje pióra, na szczęście dla zwiedzających będąc w takim miejscu, że ewentualne białe niespodzianki z ich zadków zatrzymałyby się na drzewach. Stały poza murami, niemal na środku, przed White Tower, jednym z pierwszych budynków, które tutaj wzniesiono.
- Nie wiem, wyglądają na za chude. Mam wrażenie, że one są trochę głębiej, przy celach. Ale wiesz co, tak teraz sobie pomyślałam, że... Przecież skoro wszyscy je dokarmiają, to na pewno zlatuje się ich coraz więcej. Myślisz, że jak oni to sprzątają? - wskazała tym razem na podłogę. Tu była w miarę czysta. Musiały być w innej części Tower, tej dalszej, nie tuż przy wejściu. Olivia, korzystając z faktu że Brenna trzyma ją za rękaw, też ją chwyciła i pociągnęła w kierunku Domu Królowej. Widać go było z oddali, wyróżniał się swoim stylem na tle reszty Tower of London. - Gdzieś czytałam, że to dla Anne Boleyn zbudował to miejsce, a krótko po tym jak skończono ich budowę, to ją uwięził i oskarżył o czary, a potem kazał stracić. Ale jeśli chcesz szukać ducha, to chyba tam, nie?
Tam, przy drzewie, również siedziały kruki. Te były już dużo większe, miały tłuściutkie brzuchy i otwierały dzioby, niezadowolone z braku pożywienia.