26.01.2024, 14:21 ✶
- Gdyby ktoś płacił mi knuta za każdym razem, gdy zrobiłabym coś, co mi nie wypada... miałabym na pewno kilka galeonów - roześmiała się Brenna. Była przedziwną mieszanką genów Longbottomów i Potterów: gdzie z jednej strony był ojciec, twardy, zasadniczy gliny, z rodziny mało konserwatywnej jak na ród czystej krwi, z drugiej jej matka, prawdziwa dama, ale wywodząca się z rodziny, gdzie nigdy nie brakowało rozrabiaków... Sprawiało to, że Brenna bywała odrobinę chaotyczna w swoich zachowaniach. - Skąd wiesz, że nie czują? Ale wmawiają sobie, że to tylko waga historii tych murów. Albo duch tkwi w jakimś jednym pomieszczeniu, jak Jęcząca Marta w Hogwarcie, i wszyscy omijają je szerokim łukiem? - paplała, zadzierając głowę i przypatrując się krukom, które przysiadły na jednym z budynków.
Nie czuła mrocznej atmosfery Tower.
Być może powinna. Istniały miejsca, w których jej talent widmowidza zdawał się wariować i całą sobą wyczuwała, że coś w nich jest nie tak, choć nie umiała tego logiczne uzasadnić. Tutaj tak nie było - mimo tego, ile cierpienia, krwi i śmierci "widziało" to miejsce. Być może dlatego, że Tower przez lata służyło wielu celom, a może ta krwawa przeszłość została po części zadeptana stopami strażników i turystów. Nawet kruki, uważane za mroczne ptaki, wywołały lekki uśmiech na twarzy Brenny.
- Myślę, że jej nie torturowano. Ostatecznie była królową. A podobno ten drań, Henryk, był na tyle miły, że ściągnął dla niej kata zza granicy, żeby ściął ją na jeden raz... wiesz... pamiętasz Nicka? Opowiadał, że dostał ileś tam ciosów toporem, zanim udało się go skutecznie zabić, a głowa i tak mu nie spadła. Właśnie... cholera, gdyby Anna się tu kręciła, to z głową pod pachą - powiedziała Brenna, przypomniawszy sobie hogwarckie duchy i narzekania Prawie Bezgłowego Nicka, że nie może wziąć udziału w kolejnym Polowaniu Bez Głów czy coś takiego.
Nagle uznała, że jednak nie chciałaby spotykać ducha Anny Boleyn. Jej historia zdawała się aż nazbyt tragiczna.
– Tak to jest, jak ktoś dostanie za dużo władzy – mruknęła ponuro, ruszając za Olivią w stronę Domu Królowej i co rusz spoglądając to na budynek, do którego się zbliżały, to na boki, ciekawa dosłownie wszystkiego. – To znaczy, to przecież chore, odsyłasz żonę do klasztoru, bierzesz drugą, ścinasz ją, bierzesz trzecią, jak ta umiera bierzesz czwartą, unieważniasz małżeństwo, by poślubić i zabić piątą… Ta piąta chyba też tu zginęła, jak spotkamy jakąś damę bez głowy, to może być Anna albo ta… hm… to była Katarzyna? – zastanowiła się na głos, bo nie znała mugolskiej historii jakoś bardzo dobrze, interesowały ją tylko te co ciekawsze fragmenty. – Mam tylko nadzieję, że nie spotkamy zaginionych książąt z Tower. Nie chciałabym wpaść na ducha dziecka – wyszeptała. Cicho, by ktoś nie podsłuchał, chociaż wzdrygnęła się mimowolnie na samą myśl. Kompletnie nieświadoma, że czego, jak czego, ale spotkań z duchami to jej w najbliższych miesiącach na pewno nie zabraknie.
– Ich chyba więziono tutaj. W Krwawej Wieży – dodała, obracając się na Krwawą Wieżę, znajdującą się naprzeciwko Bramy Zdrajców. Zaraz jednak ruszyła z Olivią do domu królowej: miejsca, gdzie na śmierć czekała Anna Boleyn, ale także Jane Grey i słynny Tomasz Morus. – Przejdziemy wzdłuż murów? Ciekawe, kto tu mieszka – powiedziała, bo w oknach dostrzegła firanki. Ta część budynku nie była dostępna dla zwiedzających.
Nie czuła mrocznej atmosfery Tower.
Być może powinna. Istniały miejsca, w których jej talent widmowidza zdawał się wariować i całą sobą wyczuwała, że coś w nich jest nie tak, choć nie umiała tego logiczne uzasadnić. Tutaj tak nie było - mimo tego, ile cierpienia, krwi i śmierci "widziało" to miejsce. Być może dlatego, że Tower przez lata służyło wielu celom, a może ta krwawa przeszłość została po części zadeptana stopami strażników i turystów. Nawet kruki, uważane za mroczne ptaki, wywołały lekki uśmiech na twarzy Brenny.
- Myślę, że jej nie torturowano. Ostatecznie była królową. A podobno ten drań, Henryk, był na tyle miły, że ściągnął dla niej kata zza granicy, żeby ściął ją na jeden raz... wiesz... pamiętasz Nicka? Opowiadał, że dostał ileś tam ciosów toporem, zanim udało się go skutecznie zabić, a głowa i tak mu nie spadła. Właśnie... cholera, gdyby Anna się tu kręciła, to z głową pod pachą - powiedziała Brenna, przypomniawszy sobie hogwarckie duchy i narzekania Prawie Bezgłowego Nicka, że nie może wziąć udziału w kolejnym Polowaniu Bez Głów czy coś takiego.
Nagle uznała, że jednak nie chciałaby spotykać ducha Anny Boleyn. Jej historia zdawała się aż nazbyt tragiczna.
– Tak to jest, jak ktoś dostanie za dużo władzy – mruknęła ponuro, ruszając za Olivią w stronę Domu Królowej i co rusz spoglądając to na budynek, do którego się zbliżały, to na boki, ciekawa dosłownie wszystkiego. – To znaczy, to przecież chore, odsyłasz żonę do klasztoru, bierzesz drugą, ścinasz ją, bierzesz trzecią, jak ta umiera bierzesz czwartą, unieważniasz małżeństwo, by poślubić i zabić piątą… Ta piąta chyba też tu zginęła, jak spotkamy jakąś damę bez głowy, to może być Anna albo ta… hm… to była Katarzyna? – zastanowiła się na głos, bo nie znała mugolskiej historii jakoś bardzo dobrze, interesowały ją tylko te co ciekawsze fragmenty. – Mam tylko nadzieję, że nie spotkamy zaginionych książąt z Tower. Nie chciałabym wpaść na ducha dziecka – wyszeptała. Cicho, by ktoś nie podsłuchał, chociaż wzdrygnęła się mimowolnie na samą myśl. Kompletnie nieświadoma, że czego, jak czego, ale spotkań z duchami to jej w najbliższych miesiącach na pewno nie zabraknie.
– Ich chyba więziono tutaj. W Krwawej Wieży – dodała, obracając się na Krwawą Wieżę, znajdującą się naprzeciwko Bramy Zdrajców. Zaraz jednak ruszyła z Olivią do domu królowej: miejsca, gdzie na śmierć czekała Anna Boleyn, ale także Jane Grey i słynny Tomasz Morus. – Przejdziemy wzdłuż murów? Ciekawe, kto tu mieszka – powiedziała, bo w oknach dostrzegła firanki. Ta część budynku nie była dostępna dla zwiedzających.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.