27.01.2024, 10:45 ✶
Dopiero wyciągając rękę w stronę Nory, Patrick przypomniał sobie o swojej zyskanej w maju ułomności. Zmarszczył brwi, zastanawiając się, czemu nie pomyślał o byciu Zimnym kilka sekund wcześniej albo wtedy, gdy bawił się z Lady. Ale kocie futerko i kocimiętka były najwyraźniej skuteczniejsze od przejmującego mrozu, który przenikał przez całe jego ciało a on poczuł się… zbyt normalnie.
Uśmiechnął się przepraszająco, gdy solenizantka ścisnęła wyciągniętą przez niego rękę. Chłód był prawdziwy, jakby dotykała zamarzniętego śniegu albo lodu do drinków – z tą tylko różnicą, że prawdziwy lód (tak, jak prawdziwy śnieg) topił się pod wpływem ciepła a jego dłoń jedynie absorbowała ciepło, ale nadal przy tym pozostawała przejmująco zimna.
- Przepraszam. Jeśli chcesz, mogę założyć rękawiczki – zaproponował wprost, gdy zmierzali w stronę parkietu. Patrick nie nosił ich ciągle, bo bez nich łatwiej było mu udawać, że po Beltane nic się w nim nie zmieniło. Zresztą, chodzenie w rękawiczkach w czerwcu jeszcze bardziej wyróżniałoby go w tłumie a tego wolał unikać. – Damy sobie radę.
Steward umiał tańczyć. Była to jedna z tych umiejętności, którymi się nie chwalił, ale które – jako wychowanek rodziny dyplomatów, posiadł niemal organicznie. Także poza nieprzyjemnym chłodem, gdy ich ciała się stykały, jego partnerka nie musiała się przejmować ani myleniem kroków ani prowadzeniem w tańcu.
- Jak idzie prowadzenie Klubokawiarni? Wydaje mi się, że odniosłaś niemały sukces – zagaił, gdy już znaleźli się na parkiecie. Patrick miał pewien problem z Norą. Fizycznie wyglądała dla niego niemal jak nastolatka, albo jak kobieta, która dopiero co przekroczyła dwudziesty rok życia. Była młoda, śliczna i pełna życia. Ale jednocześnie miała już całkiem dużą córkę a gdy się odzywała, czasem mówiła coś takiego, co mogłoby spokojnie przejść przez usta jego babci, ale jego babcia przekroczyła już dawno sześćdziesiąty rok życia. Tak jak przed kilkoma chwilami z tym: zresztą największą radość sprawia mi widok was wszystkich, razem, zadowolonych. Ciężko mu było nie dostrzegać tej dwoistej natury Nory. – Wydaje mi się, że widziałem cię dzisiaj na Lithcie. Byłaś z córką, stałyście przy jednym ze straganów?
Uśmiechnął się przepraszająco, gdy solenizantka ścisnęła wyciągniętą przez niego rękę. Chłód był prawdziwy, jakby dotykała zamarzniętego śniegu albo lodu do drinków – z tą tylko różnicą, że prawdziwy lód (tak, jak prawdziwy śnieg) topił się pod wpływem ciepła a jego dłoń jedynie absorbowała ciepło, ale nadal przy tym pozostawała przejmująco zimna.
- Przepraszam. Jeśli chcesz, mogę założyć rękawiczki – zaproponował wprost, gdy zmierzali w stronę parkietu. Patrick nie nosił ich ciągle, bo bez nich łatwiej było mu udawać, że po Beltane nic się w nim nie zmieniło. Zresztą, chodzenie w rękawiczkach w czerwcu jeszcze bardziej wyróżniałoby go w tłumie a tego wolał unikać. – Damy sobie radę.
Steward umiał tańczyć. Była to jedna z tych umiejętności, którymi się nie chwalił, ale które – jako wychowanek rodziny dyplomatów, posiadł niemal organicznie. Także poza nieprzyjemnym chłodem, gdy ich ciała się stykały, jego partnerka nie musiała się przejmować ani myleniem kroków ani prowadzeniem w tańcu.
- Jak idzie prowadzenie Klubokawiarni? Wydaje mi się, że odniosłaś niemały sukces – zagaił, gdy już znaleźli się na parkiecie. Patrick miał pewien problem z Norą. Fizycznie wyglądała dla niego niemal jak nastolatka, albo jak kobieta, która dopiero co przekroczyła dwudziesty rok życia. Była młoda, śliczna i pełna życia. Ale jednocześnie miała już całkiem dużą córkę a gdy się odzywała, czasem mówiła coś takiego, co mogłoby spokojnie przejść przez usta jego babci, ale jego babcia przekroczyła już dawno sześćdziesiąty rok życia. Tak jak przed kilkoma chwilami z tym: zresztą największą radość sprawia mi widok was wszystkich, razem, zadowolonych. Ciężko mu było nie dostrzegać tej dwoistej natury Nory. – Wydaje mi się, że widziałem cię dzisiaj na Lithcie. Byłaś z córką, stałyście przy jednym ze straganów?