27.01.2024, 16:23 ✶
- Nie komentować kształtu świec – powtórzył jak echo i posłał Florence zainteresowane spojrzenie. Sam fakt, że wspomniała o kształcie świec sprawiał, że Patrick odruchowo gotowy był nie tylko zwrócić na nie większą uwagę niż zrobił to wcześniej, ale również z miejsca zainteresował się tym, jak właściwie wyglądały. Czy były aż tak brzydkie, że nawet praktyczny umysł uzdrowicielki krzywił się na ich widok? Albo obsceniczne? I najważniejsze, skąd właściwie Florence je wzięła?
Myśląc nad tym intensywnie, Patrick udał się za Bulstrode na górę. Był już kilka razy w tym domu, ale choć nigdy nie został źle potraktowany, zawsze czuł się tu obco. Może przez zabezpieczenia? Przez współgrające w jego myślach z przeżyciami poczucie, że chociaż został zaproszony do wnętrza kamienicy był tu ciągle intruzem?
Zmarszczył brwi przystając przed wejściem do pokoju, w którym Florence najwyraźniej miała zamiar odprawić rytuał. Nieświadomie zabębnił palcami o framugę. Patrzył skonsternowany na okrąg stworzony ze świec, ale tym razem to nie ich kształt wprawiał go w pewną konsternację, ale już samo to, że potrzeba było kręgu. W końcu wzruszył ramionami, uznając, że on nie był klątwołamaczem, nie miał potrzebnego doświadczenia, więc pozostawało mu jedynie zaufać ekspertce.
- Jesteś pewna, że chcesz go złamać? – zapytał tylko. Póki co nie widział jego negatywnych skutków, ale też zdawał sobie sprawę, że chociaż rytuał wydawał mu się niegroźny, ciągle nosił znamiona klątwy. W to, że Florence uda się go przerwać ani przez chwilę nie zwątpił. Była dokładna, pragmatyczna i drobiazgowa. Miała komplet cech, które niemal gwarantowały powodzenie takiej akcji.
Zaraz po wypowiedzeniu tych słów Steward wszedł do kręgu. Stanął na jego środku. Patrzył na uzdrowicielkę, jakby czekając aż ta wykona jakiś ruch. Z jakiegoś powodu wydawało mu się, że skoro więź dotyczyła ich dwójki, tylko stojąc obok siebie mogli ją złamać.
- Czyli nie wejdziesz za mną do środka – podsumował neutralnie.
Patrick obrócił się wokół własnej osi, jakby uważniej lustrując wzrokiem, jak to wszystko miało wyglądać. Przez głowę przeszło mu jeszcze, że w ich przypadku była to chyba jednak zupełnie inna historia niż, gdy Florence łamała więź kogoś, z kim sama nie była nią związana, ale się nie dezwał.
- Dobrze. W razie czego, dam ci znak – zapewnił.
Myśląc nad tym intensywnie, Patrick udał się za Bulstrode na górę. Był już kilka razy w tym domu, ale choć nigdy nie został źle potraktowany, zawsze czuł się tu obco. Może przez zabezpieczenia? Przez współgrające w jego myślach z przeżyciami poczucie, że chociaż został zaproszony do wnętrza kamienicy był tu ciągle intruzem?
Zmarszczył brwi przystając przed wejściem do pokoju, w którym Florence najwyraźniej miała zamiar odprawić rytuał. Nieświadomie zabębnił palcami o framugę. Patrzył skonsternowany na okrąg stworzony ze świec, ale tym razem to nie ich kształt wprawiał go w pewną konsternację, ale już samo to, że potrzeba było kręgu. W końcu wzruszył ramionami, uznając, że on nie był klątwołamaczem, nie miał potrzebnego doświadczenia, więc pozostawało mu jedynie zaufać ekspertce.
- Jesteś pewna, że chcesz go złamać? – zapytał tylko. Póki co nie widział jego negatywnych skutków, ale też zdawał sobie sprawę, że chociaż rytuał wydawał mu się niegroźny, ciągle nosił znamiona klątwy. W to, że Florence uda się go przerwać ani przez chwilę nie zwątpił. Była dokładna, pragmatyczna i drobiazgowa. Miała komplet cech, które niemal gwarantowały powodzenie takiej akcji.
Zaraz po wypowiedzeniu tych słów Steward wszedł do kręgu. Stanął na jego środku. Patrzył na uzdrowicielkę, jakby czekając aż ta wykona jakiś ruch. Z jakiegoś powodu wydawało mu się, że skoro więź dotyczyła ich dwójki, tylko stojąc obok siebie mogli ją złamać.
- Czyli nie wejdziesz za mną do środka – podsumował neutralnie.
Patrick obrócił się wokół własnej osi, jakby uważniej lustrując wzrokiem, jak to wszystko miało wyglądać. Przez głowę przeszło mu jeszcze, że w ich przypadku była to chyba jednak zupełnie inna historia niż, gdy Florence łamała więź kogoś, z kim sama nie była nią związana, ale się nie dezwał.
- Dobrze. W razie czego, dam ci znak – zapewnił.