24.11.2022, 13:06 ✶
Florence przypatrywała się buteleczce bardzo intensywnie. Tak, że gdyby fiolka miała choć odrobinę przyzwoitości, powinna pod tym wzrokiem skulić się w sobie i zawstydzić swojego istnienia, a już całkiem najlepiej - wyparować. Bez zbędnych efektów specjalnych. Niestety, stała dalej, w tej nieszczęsnej szufladzie.
- Nie jest przeklęta - oceniła Florence, choć jeszcze na wszelki wypadek wyciągnęła różdżkę i stuknęła w korek. W tym przypadku mogła się wypowiadać, bo pozycję na wydziale zawdzięczała nie swojemu perfekcjonizmowi, nie szaleńczemu oddaniu obowiązkom, ani nawet nie umiejętnościom leczenia czy usuwania skutków nieudanej transmutacji, czy - broń Merlinie - temu, że ktoś ją lubił. Po prostu była klątwołamaczką.
Bulstrode irytowało więc coś zupełnie innego niż kradzież składników szpitalnych, bałagan w szafkach (chociaż o to dalej była zła i miała już całą listę rzeczy do zrobienia, i można było zakładać, że znajduje się na niej przynajmniej jeden krwawy mord - który pewnie Florence potem wykreśli po namyśli, bo przecież krwawy mord narobiłby tyle nieporządku do posprzątania...) czy potencjalne klątwy.
- Ten eliksir warzy się już w Hogwarcie, bo jest prosty. Niestety - mruknęła Florence chłodno, dalej wpatrując się w buteleczkę. - Jak sama jego nazwa wskazuje: powoduje zaniki pamięci. Po co ktoś miałby przygotowywać ten eliksir i chować tutaj, jeżeli nie po to, aby komuś go podać? Co więcej w świętym Mungu, prawdopodobnie, skoro to tutaj go trzymał. W dodatku jeśli dobrze widzę, już go używano. A dostęp tutaj mają wyłącznie uzdrowiciele i stażyści.
Nie stosowali takich mikstur przecież w codziennych terapiach. Owszem, były bardzo rzadkie przypadki, w rodzaju choroby Milforda, gdy być może ich zastosowanie miało rację bytu, ale eliksir nie byłby wtedy w tej sali, tak ukryty i tak oznaczony.
- Włóż go proszę do torebki na odpady i połóż na blacie. Nikomu o tym nie wspominaj. Złożę raport ordynatorowi, oczywiście, ale lepiej, żeby właściciel nie wiedział, że go znalazłyśmy - powiedziała Bulstrode, mrużąc oczy.
Ona już miała pomysł, jak znaleźć tego delikwenta. Będzie musiała złożyć wizytę pewnej czarodziejce, która prowadziła działalność w Dolinie.
Odwróciła się, nieco zbyt zamaszystym ruchem, a potem różdżką otworzyła kolejną szafkę. Etykiety zostały naprawione, większość eliksirów stała wreszcie tam, gdzie powinna, pozostawało jej jeszcze ustalić, co stało się z miksturami do oczyszczania ran.
- Kolejne dziesięć buteleczek. To wygląda prawie, jakby ktoś celowo je poprzestawiał.
Może by ukryć kradzież? - pomyślała podejrzliwie, lewitując kolejne mikstury na właściwą półkę. A potem pochyliła się nad rejestrami i grafikami.
Sprawdzając, kto tu do licha ostatnio zajmował się katalogowaniem i zamówieniami.
- Nie jest przeklęta - oceniła Florence, choć jeszcze na wszelki wypadek wyciągnęła różdżkę i stuknęła w korek. W tym przypadku mogła się wypowiadać, bo pozycję na wydziale zawdzięczała nie swojemu perfekcjonizmowi, nie szaleńczemu oddaniu obowiązkom, ani nawet nie umiejętnościom leczenia czy usuwania skutków nieudanej transmutacji, czy - broń Merlinie - temu, że ktoś ją lubił. Po prostu była klątwołamaczką.
Bulstrode irytowało więc coś zupełnie innego niż kradzież składników szpitalnych, bałagan w szafkach (chociaż o to dalej była zła i miała już całą listę rzeczy do zrobienia, i można było zakładać, że znajduje się na niej przynajmniej jeden krwawy mord - który pewnie Florence potem wykreśli po namyśli, bo przecież krwawy mord narobiłby tyle nieporządku do posprzątania...) czy potencjalne klątwy.
- Ten eliksir warzy się już w Hogwarcie, bo jest prosty. Niestety - mruknęła Florence chłodno, dalej wpatrując się w buteleczkę. - Jak sama jego nazwa wskazuje: powoduje zaniki pamięci. Po co ktoś miałby przygotowywać ten eliksir i chować tutaj, jeżeli nie po to, aby komuś go podać? Co więcej w świętym Mungu, prawdopodobnie, skoro to tutaj go trzymał. W dodatku jeśli dobrze widzę, już go używano. A dostęp tutaj mają wyłącznie uzdrowiciele i stażyści.
Nie stosowali takich mikstur przecież w codziennych terapiach. Owszem, były bardzo rzadkie przypadki, w rodzaju choroby Milforda, gdy być może ich zastosowanie miało rację bytu, ale eliksir nie byłby wtedy w tej sali, tak ukryty i tak oznaczony.
- Włóż go proszę do torebki na odpady i połóż na blacie. Nikomu o tym nie wspominaj. Złożę raport ordynatorowi, oczywiście, ale lepiej, żeby właściciel nie wiedział, że go znalazłyśmy - powiedziała Bulstrode, mrużąc oczy.
Ona już miała pomysł, jak znaleźć tego delikwenta. Będzie musiała złożyć wizytę pewnej czarodziejce, która prowadziła działalność w Dolinie.
Odwróciła się, nieco zbyt zamaszystym ruchem, a potem różdżką otworzyła kolejną szafkę. Etykiety zostały naprawione, większość eliksirów stała wreszcie tam, gdzie powinna, pozostawało jej jeszcze ustalić, co stało się z miksturami do oczyszczania ran.
- Kolejne dziesięć buteleczek. To wygląda prawie, jakby ktoś celowo je poprzestawiał.
Może by ukryć kradzież? - pomyślała podejrzliwie, lewitując kolejne mikstury na właściwą półkę. A potem pochyliła się nad rejestrami i grafikami.
Sprawdzając, kto tu do licha ostatnio zajmował się katalogowaniem i zamówieniami.