28.01.2024, 17:56 ✶
On nie chciał o tym rozmawiać, a Olivia nie miała zamiaru ciągnąć tego tematu. Kiwnęła głową na znak, że rozumie - bywała wścibska i gdy mogła sobie na to pozwolić, to drążyła temat dalej, ciągnęła za język, wciskała się bezczelnie między jedną tajemnicę a drugą. Tu jednak wyczuwała, że powinna przystopować. Każdy miał prawo nie chcieć zapraszać jej do swoich tajemnic, a Laurent chyba po raz pierwszy postawił tak jasną granicę. Nie zamierzała jej przekraczać, zwłaszcza że podejrzewała, że nawet by tego nie zrozumiała. Pochodziła z innej rodziny, tam gdzie ojciec kochał matkę i mimo kłótni o niepozmywane naczynia wspierali się na każdym kroku. Możliwe że to po części było odpowiedzialne za to, w jaki sposób Olivia postrzegała miłość. Uważała, że tak powinna wyglądać: że ludzie powinni być dla siebie wsparciem w trudnych chwilach, a nie tylko być przy sobie, gdy było dobrze. Nawet jeśli można było drzeć koty o nieporządek czy zapomnienie rocznicy pierwszej randki, to jednak powinno się być obok drugiej osoby, wyciągać rękę gdy ona tego potrzebowała. Po cichu wspierać, ciągnąć w górę i dopingować, by rozwijała skrzydła. A nigdy ciągnąć w dół.
Olivia wbrew opinii niektórych nie była aż tak głupia, jak mogłoby się wydawać. Potrafiła czytać między wierszami, całkiem nieźle odbierała też emocje, chociaż miała skłonności do ich nadinterpretacji. Wyczuła zmianę u Laurenta, jakby... Uznał że wszystko zostało już powiedziane i załatwione? Zbyt długa historia.... Westchnęła cicho, ale dobrze. Skoro nie chciał, to niech nie mówi. Upiła więc łyk herbaty, a gdy upewniła się że w filiżance nie ma już zbyt dużo napoju, oparła się plecami o krzesło z miękką poduszką. Widziała ten ciepły uśmiech, ale trochę nie pasował jej do słów, które wypowiedział, więc tylko opuściła wzrok, żeby nie musieć krzyżować z Prewettem spojrzenia.
- Kocha cię, nic dziwnego, że o ciebie dba. To dar mieć obok siebie takiego... Przesadzę, jeśli powiem że członka rodziny? - z Laurentem mieli podobne podejście do zwierząt, ale czy powiedziałby, że Duma jest częścią rodziny? Ona zawsze uważała, że zwierzęta mogły być przyjaciółmi i faktycznie rodziną, jeżeli wywiązała się między nimi a ludźmi odpowiednia więź. Nie miała pojęcia, czemu Laurent uważa, że Duma jest nadmiernie protekcjonalny, ale nie zamierzała ciągnąć go za język. - Gdy się w końcu wyprowadzę od rodziców, chciałabym mieć zwierzę nawet w ułamku oddane tak, jak Duma jest oddany tobie.
Uśmiechnęła się lekko, ale chyba trochę smutno? Widmo wyprowadzki było dla niej jeszcze bardziej odległe, niż kilka miesięcy temu. Zbliżały się pierwsze ogromne wydatki, na dodatek plany, które miała, zapewne pochłoną wszystkie oszczędności. Powinna w jakiś sposób dorobić, ale kompletnie nie wiedziała, w jaki. Z drugiej strony mimo całej miłości do rodziców zaczynała się w tamtym mieszkaniu po prostu dusić. Niby zapewniali, że im to nie przeszkadza, ale prawda była taka, że jej dom nie był ogromną rezydencją. Bywało po prostu ciasno, a prywatności było tyle, ile kot napłakał. Olivia odłożyła ostrożnie filiżankę na spodek. Była prawie pusta, a ona poczuła się po raz pierwszy podczas tego spotkania skrępowana. Zerknęła dyskretnie na zegarek, pod pretekstem poprawienia paska, który tak czy siak zapięła przed wyjściem zbyt luźno.
- Cieszę się, że sobie wszystko wyjaśniliśmy i żadne z nas nie żywi urazy - powiedziała jeszcze, uśmiechając się.
Olivia wbrew opinii niektórych nie była aż tak głupia, jak mogłoby się wydawać. Potrafiła czytać między wierszami, całkiem nieźle odbierała też emocje, chociaż miała skłonności do ich nadinterpretacji. Wyczuła zmianę u Laurenta, jakby... Uznał że wszystko zostało już powiedziane i załatwione? Zbyt długa historia.... Westchnęła cicho, ale dobrze. Skoro nie chciał, to niech nie mówi. Upiła więc łyk herbaty, a gdy upewniła się że w filiżance nie ma już zbyt dużo napoju, oparła się plecami o krzesło z miękką poduszką. Widziała ten ciepły uśmiech, ale trochę nie pasował jej do słów, które wypowiedział, więc tylko opuściła wzrok, żeby nie musieć krzyżować z Prewettem spojrzenia.
- Kocha cię, nic dziwnego, że o ciebie dba. To dar mieć obok siebie takiego... Przesadzę, jeśli powiem że członka rodziny? - z Laurentem mieli podobne podejście do zwierząt, ale czy powiedziałby, że Duma jest częścią rodziny? Ona zawsze uważała, że zwierzęta mogły być przyjaciółmi i faktycznie rodziną, jeżeli wywiązała się między nimi a ludźmi odpowiednia więź. Nie miała pojęcia, czemu Laurent uważa, że Duma jest nadmiernie protekcjonalny, ale nie zamierzała ciągnąć go za język. - Gdy się w końcu wyprowadzę od rodziców, chciałabym mieć zwierzę nawet w ułamku oddane tak, jak Duma jest oddany tobie.
Uśmiechnęła się lekko, ale chyba trochę smutno? Widmo wyprowadzki było dla niej jeszcze bardziej odległe, niż kilka miesięcy temu. Zbliżały się pierwsze ogromne wydatki, na dodatek plany, które miała, zapewne pochłoną wszystkie oszczędności. Powinna w jakiś sposób dorobić, ale kompletnie nie wiedziała, w jaki. Z drugiej strony mimo całej miłości do rodziców zaczynała się w tamtym mieszkaniu po prostu dusić. Niby zapewniali, że im to nie przeszkadza, ale prawda była taka, że jej dom nie był ogromną rezydencją. Bywało po prostu ciasno, a prywatności było tyle, ile kot napłakał. Olivia odłożyła ostrożnie filiżankę na spodek. Była prawie pusta, a ona poczuła się po raz pierwszy podczas tego spotkania skrępowana. Zerknęła dyskretnie na zegarek, pod pretekstem poprawienia paska, który tak czy siak zapięła przed wyjściem zbyt luźno.
- Cieszę się, że sobie wszystko wyjaśniliśmy i żadne z nas nie żywi urazy - powiedziała jeszcze, uśmiechając się.