Vincent w swoim otoczeniu miał mało przyjaciół. Dobierał takie osoby z zatrważającą ostrożnością. Najbardziej ufał Brennie. Może dlatego, że nigdy nie zawiodła, że zawsze była tą wstrętną Paskudą i po prostu nie kręciła? Może dlatego, że opinia o jej rodzinie była właśnie taka, że byli uczciwi? Nie wiedział. Jego własna rodzina nie miała czystego sumienia, ale miał wrażenie, że nigdy nie sprawił Longbottom zawodu z powodu tego, że mu zaufała. Zawsze robił wszystko, aby ich relacja była w pełni uczciwa. Czasami oboje zostawiali niedopowiedzenia, ale tylko dlatego, że mieli sprzeczne biznesy jeśli chodzi o moralność obcowania ze światem, o to, że Vincent też wykonywał pracę dla swojego brata, którą musiał ukrywać. Najbardziej ufał swojej rodzinie, ale potrafił się też sprzeciwiać Edwardowi, gdy ten wymagał od niego czegoś, czego nie zamierzał robić, bo nie był pod jego pełną władzą.
Czy miał problemy z wykonywaniem rozkazów? Raczej nie. Często wykonywał polecenia swojego brata, często sam wydawał rozkazy, bo miał pod sobą ludzi oddanych, ale związanych z pracą dla Prewettów, a nie dla społeczeństwa magicznego. Gdy Brenna wspomniała o rozkazach nawet nie drgnął. Rozumiał to jak najbardziej. Posłuszeństwo, zaufanie, aby pokonać takiego świra jakim był Voldemort oraz jego ludzie potrzebna była zorganizowana i zaufana grupa osób, która zrobi wszystko, aby ludzie wokół byli zaufani. Ciekawiło go cholernie, co miała w rękawie Brenna, ale nie miał zamiaru wypytać natarczywie. Wiedział, że jeśli potrzebowała pomocy to w końcu zgodzi się go do siebie przyjąć, nie?
– Brenn, mam dosyć patrzenia ciągle za siebie, sprawdzania każdej osoby, z którą rozmawiam, pilnowania tego, co mówię komu i kiedy. Cały czas martwię się o to, że mojej rodzinie w końcu coś się stanie. Jeśli robisz coś, co może powstrzymać to szaleństwo to chce ci pomóc. Łatwiej też ci będzie dotrzeć do mojego brata jak będziesz mieć moje poparcie niż jak będziesz próbować to sama robić – zadeklarował. Był w stanie poświęcić swój indywidualizm, bo pierdolenie na temat tego jak bardzo byli źli zamaskowani ludzie było gówno warte. Wolał działać, niezależnie z czym to się wiązało.