Geraldine przyjemnie spędzała czas z Gio. Udało im się wygrać interesujące ich licytacje, byli więc w wyśmienitych humorach. Yaxley nie miała zamiaru jakoś specjalnie dzisiaj zwracać na siebie uwagi, dobrze czasem było bawić się gdzieś w tle, szczególnie w takim wspaniałym towarzystwie.
Po raz kolejny zauważyła Theseusa, który najwyraźniej bawił się tu dzisiaj jeszcze lepiej niż ona, w towarzystwie nieznanej blondynki. Obserwowała ich uważnie, z odpowiedniej odległości. Nie chciała, żeby przyjaciel poczuł na sobie jej wzrok. Sięgnęła po kieliszek z alkoholem i wypiła zawartość jednym haustem. Chyba zrobiła się trochę zazdrosna, powinna? Przecież Thes to był jej przyjaciel, nie wiedziała dlaczego więc to wszystko jej tak ciąży. Miała chęć wyjść stąd zaczerpnąć świeżego powietrza. Przeniosła spojrzenie na moment na Gio, nie chciała go tu zostawić samego, choć pewnie by sobie bez niej poradził. Wystarczyło, że odwróciła wzrok na chwilę, a wszystko zaczęło się sypać.
Nie widziała momentu, w którym Theseus wypuścił Norę z rąk, jednak dane jej już było dostrzec zaklęcie, które uderzyło w kobietę w powietrzu i zamieniło ją w bobra. - Na Merlina... - Stanęła na palcach, by zobaczyć, gdzie jest Thes i czy wszystko z nim w porządku. - Przepraszam Cię Gio, wrócę, na pewno!- Nie zamierzała zwlekać, w końcu chodziło o Fletchera.
Gerry pobiegła przed siebie nie zważając na ludzi, których po drodze taranowała. Przepychała się łokciami, aby dobiec do przyjaciela w potrzebie. W nosie miała tego całego bobra, dla niej najważniejsze było to, aby zobaczyć, co z Theseusem. Niczym gazela w kilka sekund dobiegła do niego. Na całe szczęście, bo zobaczyła, jak widząc efekt swoich tańców zemdlał. Nachyliła się przy nim, co ona właściwie powinna teraz zrobić? - Thes, słońce, żyjesz?- Delikatnie uderzyła go w policzek. - CZY JEST NA SALI MEDYK- Wydarła się ile tylko miała sił w płucach.