Gerry nie dzieliła się z nikim swoimi problemami. Uważała, że to żałosne, że przejmuje się takimi pierdołami, a ona powinna być silna, a przynajmniej sprawiać takie pozory przed wszystkimi wokół. Wychowano ją w dosyć szorstki sposób, nikt nie przejmował się uczuciami zagubionej dziewczynki, zostało tak do dzisiaj. Wydawało jej się, że jest to zupełnie niepotrzebne, że i tak nikogo nie obchodzi, szczególnie teraz, kiedy jej przyjaciele ją opuścili. Może niepotrzebnie wdawała się w te relacje, gdyby ich do siebie nie dopuściła, nie czułaby tej straty, sama sobie zgotowała ten los. Nauczka na przyszłość - nigdy się do nikogo nie przywiązywać, bo wszyscy i tak odejdą, a ona zostanie sama. Będzie o tym pamiętać. Na pewno szybko się do nikogo nie zbliży. Taki już jej los, zresztą, czy sama nie wybrała takiej drogi? Ostatnio działała głównie lokalnie, kręcąc się po Wielkiej Brytanii, może czas wybrać się w dalszą podróż, aby zapomnieć o wszystkim i zatracić choć na chwilę.
Kim starała się dotrzymywać jej kroku, co spowodowało, że Ger uśmiechnęła się do siebie. Nie mogło to być dla niej łatwe, bo sięgała jej gdzieś do piersi, a może nawet niżej, ale dawała z siebie wszystko, żeby nie pozostawać w tyle. Musiała zresztą już nad tym pracować, skoro trzymała się z jej bratem. Lata praktyki na pewno robił swoje.
- Fakt, są takie rezerwaty, trudno jednak znaleźć dla każdego gatunku zwierząt w okolicy, szczególnie dla tych magicznych. - Nie wspomniała jeszcze o tym, że zdarza jej się też zabijać zwierzęta na zamówienie, nie wiedziała, czy chce mówić o tym dziewczynie, po co jej traumy, kiedy wydawała się być taka beztroska? Twórcy eliksirów potrzebowali bardzo różnych komponentów, zresztą to samo z krawcami, ona musiała im je dostarczyć. Zajmowała się tym, czym większość ludzi gardziła, bo jak to tak, zabijać te śliczne stworzonka, te komentarze wcale nie przeszkadzały im w noszeniu ubrań chociażby ze smoczej skóry. Jebani hipokryci. Przyzwyczaiła się do tego wzroku pełnego pogardy.
- Nie mam trudności. Zajmuję się tym od dziecka, Kim. To nie robi na mnie żadnego wrażenia. - Powinność, którą musiała zrobić i tyle. Ojciec przygotowywał ją od lat do tego, czym się zajmowała, dawno temu przestała czuć emocje związane ze śmiercią, zaczęło jej to sprawiać przyjemność, szczególnie, kiedy radziła sobie z coraz trudniejszymi przeciwnikami.
- Nieprzyjemności... - Zastanowiła się przez chwilę. - Ludzie nami gardzą, tak po prostu, stale, przyzwyczaiłam się do tego po prostu. - Była z nią szczera, bo dlaczego by nie?