Miała bardzo krótki lont. Nie umiała panować nad swoimi emocjami, a najgorsze było to, że nie potrafiła tego ukryć. Widać było, kiedy zaczynała się gotować, nie do końca jej się to podobało, że można było z niej czytać niczym z otwartej księgi. Jako, że nie była w stanie nad tym jakoś specjalnie pracować, pozostawało jej się z tym pogodzić, co wcale nie należało do łatwych czynności.
- Wyrosłam już dawno z oczekiwania aprobaty kogokolwiek. - Kiedyś bardzo jej na tym zależało, chciała udowodnić całemu światu, że jest wystarczająca, że nie odstaje od mężczyzn, teraz jednak, cóż - wiedziała, że nadal będą ją lekceważyć, tylko ze względu na płeć, coraz mniej wdawała się w pyskówki, które nie miały większego sensu, wolała działać, bo tylko czyny przynosiły szacunek, nie słowa rzucane na wiatr.
Przewróciła oczami, kiedy poklepał ją po głowie, było tu zupełnie niepotrzebne. Wbrew jego obawom jednak nic nie zrobiła, nie ziała ogniem, jej skóra nie była wcale twarda, jak ta olbrzyma, bo Geraldine nie była potworem, jakim mogła się wydawać.
Dziewczynka ulotniła się z zaułka z kotem dosyć szybko, nie rozwiązała przy nich kociej szynki - i dobrze, bo mogło się okazać, że kot znowu jej zwieje i będą musieli go łapać ponownie, tak to mieli pewność, że będzie to zmartwienie kogo innego.
Yaxley czuła, że mierzy ją wzrokiem, nie wiedziała, w jaki sposób powinna to odebrać, miała świadomość, że nią gardzi, wiele razy jej o tym wspominał. powodowało to, że czuła się trochę niepewnie, a wcale nie tak łatwo było wzbudzić w niej podobne uczucia. - Bardzo dobrze wiem, na co działa to zaklęcie, ale ty nie wyglądasz mi na kogoś, kto je stosuje. - Wzruszyła ramionami, bo faktycznie trochę się zdziwiła. - Najwyraźniej nie wiem wielu rzeczy, może kiedyś dane będzie mi zobaczyć więcej twoich atutów. - Dodała jeszcze uśmiechając się przy tym zupełnie niepozornie.