29.01.2024, 15:26 ✶
Irlandczyk uniósł nie jedną, a obie brwi. Wpatrywał się w Roberta przez chwilę, milcząc. Wodził językiem po policzkach od wewnątrz, przejechał nim po zębach. Był to jeden z jego charakterystycznych tików, które pojawiały się u rudobrodego, gdy ten myślał - rozważał wszystkie za i przeciw. Robert chyba nie myślał, że Irlandczyk tak po prostu sprzeda mu Carrowa bez żadnego słowa wyjaśnienia? Widać jednak było, że tak jak i Mulciber, tak Devin nie palił się do tego, by wywoływać konflikt. W końcu był mu winny przysługę. Pech jednak, że w tej chwili mógł uznać, że Robert chce po prostu zbyt wiele.
- Musisz być bardziej konkretny, Mulciber. Co to znaczy: zajęcie się nim? Jeżeli masz zamiar pchać się tam w pojedynkę, to ze względu na naszą… współpracę będę musiał trzymać język za zębami - powiedział w końcu, zgrabnie obracając kota ogonem. Przykrył niechęć do dzielenia się informacjami płaszczykiem troski o Roberta. Wygodnie. I prawie wiarygodnie, gdyby nie fakt, że każdy wiedział, że rudzielec dbał tylko i wyłącznie o własną dupę. - Carrowa chroni kilka osób, więc wejście tam i zaatakowanie go byłoby głupotą, o którą nie podejrzewałbym nawet kompletnego żółtodzioba. Po co ci Carrow? Wiesz doskonale, że są inne metody. Zabicie go nie wchodzi w grę, szczególnie jeśli ktokolwiek dowie się, że maczałem w tym paluchy.
Irlandczyk z góry założył, że Robert mając na myśli “zajęcie się nim” ma w planach kompletną masakrę. Stawał więc okoniem, chociaż na razie delikatnie, przekierowując rozmowę na tory, po których jechał wesoło pociąg wypełniony troską o Mulcibera. Taki dobry chłopak, tak się martwi o biednego Roberta i tak bardzo nie chce, żeby mu się krzywda stała.
- Musisz być bardziej konkretny, Mulciber. Co to znaczy: zajęcie się nim? Jeżeli masz zamiar pchać się tam w pojedynkę, to ze względu na naszą… współpracę będę musiał trzymać język za zębami - powiedział w końcu, zgrabnie obracając kota ogonem. Przykrył niechęć do dzielenia się informacjami płaszczykiem troski o Roberta. Wygodnie. I prawie wiarygodnie, gdyby nie fakt, że każdy wiedział, że rudzielec dbał tylko i wyłącznie o własną dupę. - Carrowa chroni kilka osób, więc wejście tam i zaatakowanie go byłoby głupotą, o którą nie podejrzewałbym nawet kompletnego żółtodzioba. Po co ci Carrow? Wiesz doskonale, że są inne metody. Zabicie go nie wchodzi w grę, szczególnie jeśli ktokolwiek dowie się, że maczałem w tym paluchy.
Irlandczyk z góry założył, że Robert mając na myśli “zajęcie się nim” ma w planach kompletną masakrę. Stawał więc okoniem, chociaż na razie delikatnie, przekierowując rozmowę na tory, po których jechał wesoło pociąg wypełniony troską o Mulcibera. Taki dobry chłopak, tak się martwi o biednego Roberta i tak bardzo nie chce, żeby mu się krzywda stała.