Przekrzywiła z zaciekawieniem głowę, gdy Erik zawstydził się słowami Layli. Uśmiechnęła się do niego ciepło jakby chciała go pocieszyć, że nie musi się wstydzić, ze wszystko będzie dobrze, że sława nie jest zła, ale milczała. Wolała dać mówić Layli – to ona była tą mądrzejszą. Sama Lisiczka po prostu jej przytakiwała i ewentualnie robiła oburzoną minę, gdy wychodziły jakieś karygodne fakty na temat ich całej rodziny. No absurd.
– Na pewno działają – powtórzyła szybciutko, ale w głosie pojawiła się nutka niepewności, którą natychmiast zakryła kaszlnięciem i chrząknięciem jakby zagryzło ją coś w gardle. Nie miała pewności, czy działały. Nie ona zajmowała się nakładaniem tych zaklęć. Kto się w ogóle tym zajmował? Layla, czy może Alex? Pewnie Alex, ale na razie go tu nie było, więc musiały sobie jakoś radzić. Jeśli chodziło o licencje; to też nie miała zielonego pojęcia, ale pokiwała głową na słowa Layli. Jak ona mówiła, że mają to znaczy, że mają! Żaden Erik, czy baba z dziwnymi snami nie powinien podważać słów jej siostry, nie?!
Wybałuszyła oczy na mężczyznę, gdy wspomniał o walkach zwierząt. No nie. Sama Elaine bywała lisem i nie wyobrażała sobie, aby jej rodzeństwo urządzałoby sobie walki między lwami, czy też właśnie nią! Pokręciła z niedowierzeniem głową. Fiery też nie pozwoliłaby, aby jej bracia byli zagrożeni w jakiś sposób, żeby ktokolwiek ich skrzywdził nie?
– Dokładnie, nikt tutaj nie zrobiłby czegoś tak okrutnego – odparła zakładając ręce na klatce. Chciała Erika poczęstować ciastkiem, ale na razie nie zasługiwał na takowe. No jak to tak, że wierzy w takie bzdury. Na wieść o kobiecie, która twierdzi, że została przeklęta uniosła jedynie brew ku górze. ABSURD! Chciała krzyknąć, ale milczała, pozwalając Layli mówić. Była w tym niesamowita, a Elaine wręcz spijała jej słowa z ust. Chciała je zapamiętać, część z nich dlatego, że nie znała ich definicji i musiała zapytać Felixa o co chodzi.
– A jeśli chodzi o brzydkie piosenki to też mogą być jacyś chuligani z okolicznych domostw, proszę pana. Łatwo jest zrzucać winę na nas – dodała jeszcze Elaine przyglądając się mu uważnie. – Jesteśmy artystami, a nie jakimiś ulicznymi rzezimieszkami – czuła dumę, że użyła takiego słowa, bo poznała je niedawno od Felixa i czekała na moment, w którym będzie mogła go użyć. Nie. Elaine nie była tempa jak stary nóż do mięsa, który dawno nie widział ostrzałki, ale czasami brakowało jej słów, bo nie czytała książek. Na ostatnie pytania po prostu pozwoliła wypowiedzieć się Layli, bo po co miała powtarzać jej słowa?