Nie mogła skupić się na czytaniu, cały czas miała w palcach ten stary kupon, którym jeździła po czytanej przez nią stronie książki. Oglądała go i czuła zawstydzenie, że nie zwróciła uwagi na datę, ale dzień się zgadzał, tylko, że to było miesiąc temu. Odłożyła go w końcu na stoliczek, książkę położyła na nim, poprawiła futerał na skrzypce, aby bezpiecznie opierał się o ścianę, przy której siedziała i upiła trochę kawy. Była smaczna, słodka i smaczna. Można byłoby powiedzieć, że Maya wygląda na osobę, która gustuje w gorzkich rzeczach, ale w tym mogłaby Leo zaskoczyć, bo akurat uwielbiała słodycze i słodkie kawki. Ubrała dzisiaj szerokie dżinsy, do tego beżową koszulkę ze zwiewnym, prześwitującym rękawem. Na dłoniach miała kilka rzemyków i kolorowych bransoletek, na szyi wisiał wisior w kształcie różyczki, a włosy były spięte kolorową spinką na tyle głowy.
Podskoczyła delikatnie, gdy usłyszała jakiś rumor przy wejściu do kawiarni. Spojrzała tam i oblała się rumieńcem, zrobiło jej się ciepło, bo Leo zwrócił na siebie uwagę całej klienteli. Rozwalił regał, rozsypał jakieś kwiaty, a to spowodowało, że serce zaczęło jej bić jeszcze szybciej niż myślała, że będzie. Znowu włosy zrobiły się jej na końcówkach różowe z zawstydzenia. Niby nauczyła się nad tym panować, ale Leo totalnie wyprowadzał ją z równowagi. Jej wzrok padł na kwaitek, który położył na stoliku, a potem wróciła do patrzenia na niego. O matko jaki on miał czarujący uśmiech. Spojrzała na to jak szybko uwinął się ze sprzątnięciem bałaganu.
– Nową książkę o zielarstwie – odparła i zabrała ją, aby schować do swojej torby. Z całym szacunkiem do Kota, ale nie chciała, aby ją zniszczył przypadkiem rozlewając kawę. Kupon nadal leżał na stoliczku. – Kawę, mrożoną, z bitą śmietaną – dodała jeszcze nadal czując zawstydzenie i zdenerwowanie. – Nic sobie nie zrobiłeś? – spojrzała w kierunku sprzątającego się samemu bałaganu. – A polecasz coś? – spojrzała na kartę z ciastami.