02.02.2024, 02:35 ✶
Rozkoszna miękkość i zapach świeżego siana w letnie południe oraz towarzyszące im rozkoszne uczucie sielskości rozlewające się po waszych ciałach z pewnością nie zachęcały do pobudki. Wspomnienia napływały do was powoli; kamienny krąg, desperacja Agathy i grom. A potem nicość, z której powoli się unosiliście. Leżeliście w stogu siana na polu na wzgórzu. W oddali za waszymi plecami piętrzył się łańcuch górski. Niżej, w dole rozciągało się szmaragdowe pasmo lasu. A wokół was rozciągały się całe hektary złocistych pól. Nie było to jednak Wiltshire, ani nawet Anglia, ani żadne inne znane wam miejsce. Najdziwniejsze jednak było niebo; wcale nie przypominało bowiem znanego wam firmamentu. Było czarne, zdobiła je błękitna mgławica z nielicznymi gwiazdami, zaś w samym jego centrum błyszczał księżyc w pełni. Mimo to było jasno jak dzień, i ciepło, jakby to letnie słońce świeciło nad waszymi głowami.
Byliście rozbitkami na złocistym morzu, a waszym jedynym punktem zaczepienia był stóg siana. Żadna inkantacja nie działała, natomiast różdżki zdawały się odmówić wam posłuszeństwa. Mimo całej osobliwości sytuacji czuliście łagodność i beztroskość, przede wszystkim jednak bezpieczeństwo, jakie odnajdywaliście w ramionach opiekunów jako dzieci - lub odnaleźć chcieliście.
W pszenicy pojawiła się mała szara plamka. Najpierw ledwo dostrzegalna, jednak kiedy podeszła bliżej, zorientowaliście się, że to kobieta. W dłoni miała sierp, a odziana była w prostą popielatą koszulę wpuszczoną w równie popielatą spódnicę, które ciężko było dopasować do konkretnej epoki historycznej. Miodowe włosy upięła w niski kok, nadający jej ostrym rysom dodatkowej dojrzałości i powagi, kontrastującej z jej pełnym miłości spojrzeniem i wyrozumiałym uśmiechem na ustach. Jednak tym, co najbardziej zwracało uwagę, było to, że kobieta była brzemienna.
— Nareszcie zbudziliście się, moje Dzieci — oznajmiła z radością w głosie — Pomożecie mi wiązać zboże w snopki.
Byliście rozbitkami na złocistym morzu, a waszym jedynym punktem zaczepienia był stóg siana. Żadna inkantacja nie działała, natomiast różdżki zdawały się odmówić wam posłuszeństwa. Mimo całej osobliwości sytuacji czuliście łagodność i beztroskość, przede wszystkim jednak bezpieczeństwo, jakie odnajdywaliście w ramionach opiekunów jako dzieci - lub odnaleźć chcieliście.
W pszenicy pojawiła się mała szara plamka. Najpierw ledwo dostrzegalna, jednak kiedy podeszła bliżej, zorientowaliście się, że to kobieta. W dłoni miała sierp, a odziana była w prostą popielatą koszulę wpuszczoną w równie popielatą spódnicę, które ciężko było dopasować do konkretnej epoki historycznej. Miodowe włosy upięła w niski kok, nadający jej ostrym rysom dodatkowej dojrzałości i powagi, kontrastującej z jej pełnym miłości spojrzeniem i wyrozumiałym uśmiechem na ustach. Jednak tym, co najbardziej zwracało uwagę, było to, że kobieta była brzemienna.
— Nareszcie zbudziliście się, moje Dzieci — oznajmiła z radością w głosie — Pomożecie mi wiązać zboże w snopki.
adnotacja moderatora
Proszę o odpis do wtorku (06.02) do godziny 22
@Leviathan Rowle @Septima Ollivander @Murtagh Macmillan
@Leviathan Rowle @Septima Ollivander @Murtagh Macmillan