Miała wrażenie, że potrwa to jeszcze kilka sekund i mężczyzna dostanie się za drewniane drzwi, które powoli przestawały stawiać opór. Zamknęła oczy, gotowa na to, co nadejdzie. W końcu nie da rady się obronić, przecież nie miała najmniejszych szans. Czekała na śmierć, nie miała, gdzie uciec. Najwyraźniej, taki miało się to wszystko potoczyć. Przyjęła to do wiadomości, nie walczyła, nie miała siły. Zresztą wiedziała, że i tak nic nie zdziała. Może nie było to do końca odpowiednie zachowanie, kto normalny poddawał by się bez walki? Ona. Nigdy nie wybierała siły, bo czuła, że w jej przypadku nie ma to najmniejszego sensu. Od razu skazywała się na porażkę. Niepoprawna optymistka.
Oddaliła się od drzwi, osunęła się na podłogę przy niewielkiej ścianie, pomieszczenie ogólnie należało do tych mikroskopijnych, zamknęła oczy, wierzyła, że zaraz się to skończy. Tyle, że to się nie wydarzyło. Mężczyzna uciekł. Założyła tak, bo przestał uderzać w te nieszczęsne drzwi, które ledwie już się trzymały. Bała się wstać, skąd mogła wiedzieć, czy nie wróci, dlaczego nagle się stąd ulotnił? Odpowiedzi na to pytanie póki co nie znała.
Wydawało jej się, że usłyszała huk, jakby coś uderzyło w ścianę, mogły to być jednak omamy, była zdenerwowana, kto wie, w jaki sposób jej umysł mógł się w tej chwili bronić. Wszystko mogło być halucynacją, chociaż, czy faktycznie?
Wtedy drzwi od łazienki się otworzyły, zamarła kiedy zobaczyła, że się poruszają. Wypuściła powietrze z płuc dopiero, gdy w progu zobaczyła znajomą twarz. Skąd on się tutaj wziął? Tak właściwie, to nadal nie wiedziała, gdzie się znajdują i jak się tu znalazła, skąd też wziął się tutaj Steward? Wiele pytań, a żadnych odpowiedzi.
- On chciał mnie zabić. - Powiedziała cicho powstrzymując się od łez. To wcale nie było takie łatwe, bo naprawdę była mocno roztrzęsiona tą całą sytuacją, która miała miejsce chwilę temu.