Czy ktoś obok niego mógłby zaznać szczęścia? Nie tego chwilowego, tego długodystansowego. Tego trwałego. Chyba nie. Nie wierzył w to. Będzie sam, tak miało być, ale tak bał się tego bycia sam, że gotów był przyciągać się do każdych czułych ramion i każdych czułych słów. A potem odpychał, bo jeśli ktoś był za blisko, to czy potem nie odtrąci, kiedy zobaczy za wiele? Zajrzy za firanki kuchni, a tam brak tego rajskiego drzewa, które tyle obiecywano, zajrzy za plecy a tam brak skrzydeł. Nie wiem, gdzie spojrzeć, w którą stronę się obrócić, żeby to szczęście stało się trwałe. Jak mogłoby być, skoro tak jak powiedział - nie potrafił pokochać nawet siebie samego. Szczęście Philipa też nie było odliczane samymi medalami. Życie nigdy nie było takie proste, jeden do jednego. Odlicz, podziel, przelicz. To nie tylko te ramiona, okazuje się, że to ten czas, kiedy jesteś już dojrzałą osobą, ludzie wokół ciebie mają dzieci i zostajesz ty - hulaka. Młodość wiecznością nie była. Szczęście zaś wiecznie nie trwało. I samo nie chciało się złapać w siatkę od motyli, jeśli nie machaliśmy nią wystarczająco często.
- To cudowne mieć rodzeństwo, któremu można zaufać. - Było to stwierdzenie, a jednak zabrzmiało na końcówce jak pytanie, zagajenie. Philip wydawał się zawsze bardzo blisko ze swoim bratem, a mimo to pozostawały między nimi sekrety, które nie były ujawniane. Tak jak między nim i Pandorą, którą kochał, za którą tęsknił, a której również nie potrafił powiedzieć wszystkiego i czasem go tak samo przytłaczała jak Edward. Była bardzo podobna do ojca, nawet jeśli czasem temu zaprzeczała i machała ręką. Kiedy on rozmawiał o swoich miłosnych dramatach czy uniesieniach zawsze zamieniał mężczyznę z tych historii na kobietę. Tak było to jakoś wszystko prostsze do przełknięcia dla innych. - Wiesz, że mnie i twojego kuzyna łączyło coś więcej. Kaydena. - To było zaś chore. Natomiast skoro już szczerość się wylewała, skoro mówili o tym, że mogliby spróbować być bliżej siebie na płaszczyźnie innej niż ta seksualna, to kłamstwa i niedopowiedzenia nie były dobrą podstawą do czegoś takiego. Wolał powiedzieć te niewygodne domysły i sekrety na głos teraz, które mogłyby zmienić spojrzenie Philipa na niego niż później. Nott nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, jakie to było trudne. - Nie doszło między nami do niczego, ale powinieneś wiedzieć, że uczucie się pojawiło. Nie martw się. Został po nim tylko popiół. - Pierwsza osoba, wobec której pozwolił sobie puścić to swoje głupie serduszko i bardzo mocno się przejechał. Teraz puścić je znów z klatki było bardzo trudno.
Leżał na jego nogach, podwinął pod swój policzek dłoń, drugą przełożył nad udami dla najwygodniejszej pozycji. Ułożył nogi na kanapie. Leżenie tak na jego nogach tu i teraz było jeszcze przed rokiem abstrakcyjne. Nie samo leżenie - ta sytuacja. To, że nie robił tego po to, by zabawić siebie samego i Philipa zarazem. Nie tkwił teraz w wodzie, a jednak miał wrażenie, że dryfował. Unosił się na tafli, a jeśli tylko przestanie utrzymywać ciało w odpowiedniej pozycji to jego głowa zatonie pod falami. Dlatego nie był tu sam. Philip mógł mu pomóc. Uratować przed zachłyśnięciem się wodą. Znów te słowa, że rzeczy należało robić dla siebie samego, nie dla innych. To prawda. Ale to robienie rzeczy dla innych ludzi pozwalało lśnić i czerpać z życia najwięcej. Egoizm, wszędzie egoizm... zdrowy, ale przecież taki paskudny. Wulgarny. Czasem zapadał się w tym egoizmie, a ostatnio uczył się być jego panem. Wdrożyć go jako element swojego życia.
- Uprawiałem miłość dla pieniędzy. Więc ile jest warta miłość do samego siebie? - Prosił kiedyś Philipa, żeby tak go nie traktował. Sam nie chciał tak traktować samego siebie. Niestety - nie widział wiele więcej w odbiciu lustra.