30.01.2024, 01:55 ✶
— Oh — zmarkotniał, bo akurat takiej odpowiedzi nie do końca się spodziewał. Wprawdzie miała nieco racji, bo poważane rody krzyżowały się ze sobą w naprawdę przeróżnych ustawieniach, tak nie wiedział, że ród Potterów był aż tak rozległy. A może rodzice Peppy nie przepadali za zjazdami rodzinnymi i dlatego ich córka nie kojarzyła Rosalie. — Cóż, w każdym razie, miło poznać.
Uśmiechnął się minimalnie. Rodzina to jednak była rodzina, a krewnych powinno się ufać bardziej niż pierwszym lepszym obcym. Z dwojga złego już wolał utknąć w windzie z nią, niż jakimś urzędasem z ulicy albo jakimś pożal się Merlinie Aurorze. Skrzywił się na tę myśl. Może powinien nieco zmienić nawyki? Bądź co bądź, kuzynka Brenna pracowała z nimi w tym samym departamencie, a okazała się więcej niż pomocna w pewnej sprawie.
Cofnął dłoń, gdy Potterówna dotknęła jego ręki. To jdnak nie jej gest, a słowa wywołały mocniejszą reakcję z jego strony. Zupełnie nie rozumiał, czemu była taka spokojna w obliczu tej... tej katastrofy! Przecież to było niedopuszczalne i po prostu skrajnie głupie! Byli w sercu rządu czarodziejów, a zostali uziemieni przez cholerną windę. To na pewno przez jakieś fragmenty mechanizmów mugoli, stwierdził w myślach. Gdyby ta maszyneria wyszła kompletnie spod czarodziejskich - i czystokrwistych - rąk, to nigdy by do czegoś takiego nie doszło.
— Rozumiem, że masz lepszy pomysł? — Podniósł się gwałtownie, kręcąc przy tym głową. Przyciemnione końcówki jego włosów zapulsowały brązem, gdy jego nastroj uległ zmianie. — Poza tym... niczego nie poświęcam. Po prostu przekształcam. — Uciekł wzrokiem w bok. Oczywiście, nie chciał tracić swojej własności, ale nie chciał też siedzieć bezczynnie. A wszystko wskazywało na to, że ku temu wszystko zmierzało. — Mamy tak po prostu czekać, aż ktoś ważny zorientuje się, że coś jest nie tak? Nawet nie wiemy, ile im to zajmie!
Westchnął przeciągle i ponownie opadł na podłogę, tym razem nieco dalej od młodej Peppy. Jej tok rozumowania jako tako do niego przemawiał, jednak wolał też z góry nie zakładać, że ktokolwiek zainteresuje się problemami z jedną windą. Większość petentów po prostu uda się do kolejnej, podobnie jak pracownicy. Może, dopiero kiedy nadejdzie przerwa obiadowa, wspomną o tym w kolejce do bufetu i wtedy może cokolwiek się ruszy. Rabastan szczerze wątpił, aby na co dzień, ktoś sprawdzał, czy wszystkie maszyny tego typu działają poprawnie.
— Co w takim razie proponujesz zrobić? — rzucił, podejrzewając jednak, że zna odpowiedź. — Po prostu tak tu siedzieć?
Nie podobało mu się to, że wylądował w takiej sytuacji. Wyściubił nos poza granice rodzinnej posiadłości i proszę - same problemy. Trzeba było zostać w łóżku, pomyślał z niezadowoleniem. Nie miał problemu z tym, że spotkał na swojej drodze dalszą kuzynkę, jednak cała otoczka była jednym wielkim nieporozumieniem. Najpierw nie udało mu się spotkać z Bellatriks, teraz utknął w windzie, pewnie do wieczora będą tu siedzieć, a koniec końców pewnie nikt mu nawet nie da żadnego odszkodowania za utracony czas i straty moralne!
Uśmiechnął się minimalnie. Rodzina to jednak była rodzina, a krewnych powinno się ufać bardziej niż pierwszym lepszym obcym. Z dwojga złego już wolał utknąć w windzie z nią, niż jakimś urzędasem z ulicy albo jakimś pożal się Merlinie Aurorze. Skrzywił się na tę myśl. Może powinien nieco zmienić nawyki? Bądź co bądź, kuzynka Brenna pracowała z nimi w tym samym departamencie, a okazała się więcej niż pomocna w pewnej sprawie.
Cofnął dłoń, gdy Potterówna dotknęła jego ręki. To jdnak nie jej gest, a słowa wywołały mocniejszą reakcję z jego strony. Zupełnie nie rozumiał, czemu była taka spokojna w obliczu tej... tej katastrofy! Przecież to było niedopuszczalne i po prostu skrajnie głupie! Byli w sercu rządu czarodziejów, a zostali uziemieni przez cholerną windę. To na pewno przez jakieś fragmenty mechanizmów mugoli, stwierdził w myślach. Gdyby ta maszyneria wyszła kompletnie spod czarodziejskich - i czystokrwistych - rąk, to nigdy by do czegoś takiego nie doszło.
— Rozumiem, że masz lepszy pomysł? — Podniósł się gwałtownie, kręcąc przy tym głową. Przyciemnione końcówki jego włosów zapulsowały brązem, gdy jego nastroj uległ zmianie. — Poza tym... niczego nie poświęcam. Po prostu przekształcam. — Uciekł wzrokiem w bok. Oczywiście, nie chciał tracić swojej własności, ale nie chciał też siedzieć bezczynnie. A wszystko wskazywało na to, że ku temu wszystko zmierzało. — Mamy tak po prostu czekać, aż ktoś ważny zorientuje się, że coś jest nie tak? Nawet nie wiemy, ile im to zajmie!
Westchnął przeciągle i ponownie opadł na podłogę, tym razem nieco dalej od młodej Peppy. Jej tok rozumowania jako tako do niego przemawiał, jednak wolał też z góry nie zakładać, że ktokolwiek zainteresuje się problemami z jedną windą. Większość petentów po prostu uda się do kolejnej, podobnie jak pracownicy. Może, dopiero kiedy nadejdzie przerwa obiadowa, wspomną o tym w kolejce do bufetu i wtedy może cokolwiek się ruszy. Rabastan szczerze wątpił, aby na co dzień, ktoś sprawdzał, czy wszystkie maszyny tego typu działają poprawnie.
— Co w takim razie proponujesz zrobić? — rzucił, podejrzewając jednak, że zna odpowiedź. — Po prostu tak tu siedzieć?
Nie podobało mu się to, że wylądował w takiej sytuacji. Wyściubił nos poza granice rodzinnej posiadłości i proszę - same problemy. Trzeba było zostać w łóżku, pomyślał z niezadowoleniem. Nie miał problemu z tym, że spotkał na swojej drodze dalszą kuzynkę, jednak cała otoczka była jednym wielkim nieporozumieniem. Najpierw nie udało mu się spotkać z Bellatriks, teraz utknął w windzie, pewnie do wieczora będą tu siedzieć, a koniec końców pewnie nikt mu nawet nie da żadnego odszkodowania za utracony czas i straty moralne!