30.01.2024, 11:21 ✶
Olivia pokręciła głową, a rude włosy zafalowały wokół jej twarzy i ramion.
- Nie Nick był przerażający, a jego… szyja - chciała powiedzieć “wnętrzności”, ale jakoś nie mogło przejść jej to przez gardło. Całe szczęście Prawie Bezgłowy nie zdecydował się na opowiadanie o swojej śmierci i pokazówkę przy jedzeniu. Na wspomnienie jednak o historii magii i tym, co Brenna na tych zajęciach robiła, Olivia się uśmiechnęła, zapominając niemal od razu o karkach, flakach i przeciętych kręgosłupach. - Ja nie mogłam się nigdy na niej skupić. Ciągle brzęczano mi nad uchem, no i chrapanie kolegów też nie pomagało…
Pomyślałby kto, że w Ravenclaw uczyły się same kujony - ale to nie była prawda. Byli dziećmi, uzdolnionymi i chętnymi do nauki, pełnymi zapału. Ale nie oznaczało to, że każdy Krukon chłonął absolutnie każdą wiedzę. Bywali tacy, oczywiście, ale były to wyjątki, tak jak w innych domach. Olivia zwykła mawiać, że inteligentni uczniowie domu Roweny Ravenclaw wiedzieli jak zrobić, by się nie narobić, a jednocześnie by wyciągnąć z tego jak najwięcej nauki.
- Dat w ogóle nie pamiętam. Powiem ci, że cudem zapamiętałam swoje urodziny - mrugnęła wesoło, bo nie było to kłamstwo. Mniej więcej do dziewiątego, dziesiątego roku życia była tak roztrzepana, że zwyczajnie myliła daty - o kilka dni, ale nadal. Inne dzieci nie mogły się doczekać swoich urodzin, a dla niej to zawsze była miła niespodzianka.
- Są okropne, zupełnie jak w tych bajkach o trollach i mycie za przejście przez most - wiedziała, że to nie ich wina. Kruki były piekielnie inteligentne, ale zwierzęta nigdy nie bywały złośliwe. Ich zachowanie zawsze wynikało z czegoś. W tym przypadku: z winy ludzi. Gdyby ich nie dokarmiali, te nie zrozumiałyby tak szybko, że mogą pozwolić sobie na tę bezczelność. Z drugiej strony lepiej tak niż łamać im skrzydła czy podcinać lotki. Chyba. - Który?
Olivia zerknęła z ukosa na jednego z gwardzistów, zerkających w ich kierunku. Zresztą nie tylko on się patrzył: również niektórzy turyści pokazywali dzieciom ptaki i najpewniej objaśniali legendę Tower.
- Nie wiem jak z krukami, ale czekolada może psa zabić. Koty też nie mogą jej jeść, podobnie jak konie, lepiej nie… - zaczęła, zanim Brenna nie wydostała jej z okręgu ptaków. Te wydawały się złe, ale szybko znalazły nową ofiarę: tym razem z zakupionymi przy wejściu ziarenkami w torebce. Hałas, jaki robiły ptaszyska, był nie do wytrzymania. - Co widziałam?
Olivia uniosła wzrok. Trochę zagapiła się kruki, więc gdy zwróciła twarz ku oknu: nic już tam nie było. Ale mina Brenny wskazywała na to, że coś widziała. A Brenna nie była szaleńcem, który widział rzeczy. Była normalną osobą, która widziała rzeczy.
- Co widziałaś? Tę część można zwiedzać? - jeśli tak, to może to był turysta? Ale jeśli nie… - Słuchaj, może tam ktoś potrzebuje pomocy? Wiesz… Jako brygadzistka nie możesz tego zignorować.
Zagaiła niewinnie, oczywiście że podsuwając Longbottom wygodną wymówkę. Ale sama była ciekawa, no i chciała ją zapewnić, że da jej alibi w razie czego. “Tak, potwierdzam, słyszałyśmy wołanie o pomoc panie władzo.”
- Nie Nick był przerażający, a jego… szyja - chciała powiedzieć “wnętrzności”, ale jakoś nie mogło przejść jej to przez gardło. Całe szczęście Prawie Bezgłowy nie zdecydował się na opowiadanie o swojej śmierci i pokazówkę przy jedzeniu. Na wspomnienie jednak o historii magii i tym, co Brenna na tych zajęciach robiła, Olivia się uśmiechnęła, zapominając niemal od razu o karkach, flakach i przeciętych kręgosłupach. - Ja nie mogłam się nigdy na niej skupić. Ciągle brzęczano mi nad uchem, no i chrapanie kolegów też nie pomagało…
Pomyślałby kto, że w Ravenclaw uczyły się same kujony - ale to nie była prawda. Byli dziećmi, uzdolnionymi i chętnymi do nauki, pełnymi zapału. Ale nie oznaczało to, że każdy Krukon chłonął absolutnie każdą wiedzę. Bywali tacy, oczywiście, ale były to wyjątki, tak jak w innych domach. Olivia zwykła mawiać, że inteligentni uczniowie domu Roweny Ravenclaw wiedzieli jak zrobić, by się nie narobić, a jednocześnie by wyciągnąć z tego jak najwięcej nauki.
- Dat w ogóle nie pamiętam. Powiem ci, że cudem zapamiętałam swoje urodziny - mrugnęła wesoło, bo nie było to kłamstwo. Mniej więcej do dziewiątego, dziesiątego roku życia była tak roztrzepana, że zwyczajnie myliła daty - o kilka dni, ale nadal. Inne dzieci nie mogły się doczekać swoich urodzin, a dla niej to zawsze była miła niespodzianka.
- Są okropne, zupełnie jak w tych bajkach o trollach i mycie za przejście przez most - wiedziała, że to nie ich wina. Kruki były piekielnie inteligentne, ale zwierzęta nigdy nie bywały złośliwe. Ich zachowanie zawsze wynikało z czegoś. W tym przypadku: z winy ludzi. Gdyby ich nie dokarmiali, te nie zrozumiałyby tak szybko, że mogą pozwolić sobie na tę bezczelność. Z drugiej strony lepiej tak niż łamać im skrzydła czy podcinać lotki. Chyba. - Który?
Olivia zerknęła z ukosa na jednego z gwardzistów, zerkających w ich kierunku. Zresztą nie tylko on się patrzył: również niektórzy turyści pokazywali dzieciom ptaki i najpewniej objaśniali legendę Tower.
- Nie wiem jak z krukami, ale czekolada może psa zabić. Koty też nie mogą jej jeść, podobnie jak konie, lepiej nie… - zaczęła, zanim Brenna nie wydostała jej z okręgu ptaków. Te wydawały się złe, ale szybko znalazły nową ofiarę: tym razem z zakupionymi przy wejściu ziarenkami w torebce. Hałas, jaki robiły ptaszyska, był nie do wytrzymania. - Co widziałam?
Olivia uniosła wzrok. Trochę zagapiła się kruki, więc gdy zwróciła twarz ku oknu: nic już tam nie było. Ale mina Brenny wskazywała na to, że coś widziała. A Brenna nie była szaleńcem, który widział rzeczy. Była normalną osobą, która widziała rzeczy.
- Co widziałaś? Tę część można zwiedzać? - jeśli tak, to może to był turysta? Ale jeśli nie… - Słuchaj, może tam ktoś potrzebuje pomocy? Wiesz… Jako brygadzistka nie możesz tego zignorować.
Zagaiła niewinnie, oczywiście że podsuwając Longbottom wygodną wymówkę. Ale sama była ciekawa, no i chciała ją zapewnić, że da jej alibi w razie czego. “Tak, potwierdzam, słyszałyśmy wołanie o pomoc panie władzo.”