30.01.2024, 14:51 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.01.2024, 14:59 przez Neil Enfer.)
Ciemne oczy mężczyzny całkowicie go pochłaniały w swoim oceanie ukrywanego smutku, tak samo jak jego opowieść, któa jak zawsze nie była zwykłą opowieścią. Zasłuchał się w historii o śmierci i tym jak bezsilni wobec niej jesteśmy. Wybrać trzeba czy towarzyszyć komuś spojrzeniem w ostatnich chwilach czy odwrócić się z nadzieją ratunku, która może pozostawić kogoś w samotności i beznadziei. Wiedział, że mężczyzna widział śmierć nie raz, tuż przy nim, zaledwie kilka metrów. Rozumiał czym ona jest, jak działa, jak wpływa nie tylko na jednostki, ale i równowagę świata, co za sobą niesie. Nawet widok pięknych Testrali nie wynagrodzi obciążenia jakie za sobą niesie stałe towarzystwo śmierci w świadomości. Większość ludzi o niej nie myśli, dopóki nie przyjdzie do życia ich lub ich bliskich, a przecież tak o nią łatwo.
W każdym morzu ktoś zginął, dno wyścielone jest pozostałościami nie tylko morskich stworzeń, ale i ludzi, statków. A na brzegu i tak bawią się ludzie, nie zastanawiając się nawet ile dusz rozbryzgują w wesołej zabawie słoną cieczą.
Podniósł się nieco, przesuwając dłonie z jego policzków, na kark, na ramiona, obejmując go ściśle i bezpiecznie. Układając smukłe palce na jego włosach, wplątując się w nie i głaszcząc.
-Zostań dzisiaj ze mną.-poprosił cicho.-Martwię się o ciebie.-dodał, nie chcąc go wypuszczać poza mieszkanie. Nie chciał, żeby był sam, może nie tyle bał się, że czarodziej zrobi jakąś głupotę, ale wiedział, że samotność na pewno nie pomoże mu w przeżyciu straty. Bał się, ze odmówi, w końcu praca, dom, tyle rzeczy którymi może się zająć, ale dzisiaj naprawdę nie odpuści. A jeśli Morpheus uzna, że jednak chce iść, to pójdzie z nim.
W każdym morzu ktoś zginął, dno wyścielone jest pozostałościami nie tylko morskich stworzeń, ale i ludzi, statków. A na brzegu i tak bawią się ludzie, nie zastanawiając się nawet ile dusz rozbryzgują w wesołej zabawie słoną cieczą.
Podniósł się nieco, przesuwając dłonie z jego policzków, na kark, na ramiona, obejmując go ściśle i bezpiecznie. Układając smukłe palce na jego włosach, wplątując się w nie i głaszcząc.
-Zostań dzisiaj ze mną.-poprosił cicho.-Martwię się o ciebie.-dodał, nie chcąc go wypuszczać poza mieszkanie. Nie chciał, żeby był sam, może nie tyle bał się, że czarodziej zrobi jakąś głupotę, ale wiedział, że samotność na pewno nie pomoże mu w przeżyciu straty. Bał się, ze odmówi, w końcu praca, dom, tyle rzeczy którymi może się zająć, ale dzisiaj naprawdę nie odpuści. A jeśli Morpheus uzna, że jednak chce iść, to pójdzie z nim.