30.01.2024, 17:12 ✶
Alistair, wbrew temu, co powtarzał Charon, nie był młody. Młodszy od Morpheusa, owszem, ale starszy od wszystkich bratanków i siostrzeńców Longbottoma. Mimo to - może dlatego, że żył tutaj, na uboczu, i wojna nigdy nie zapukała do jego drzwi - zdawał się teraz zagubiony. Być może zaczęło docierać do niego, co Niewymowny chciał przekazać, ale nie potrafił jeszcze tego do siebie dopuścić.
Niektórzy nie opuszczali swoich domów nawet wtedy, gdy zbliżała się do nich armia, do ostatniej chwili wierząc, że być może nic się nie stanie.
- Ja... przemyślę to - powiedział w końcu latarnik, chociaż ciężko było orzec, na ile poważnie postanowił potraktować ostrzeżenie. Zmusił się do czegoś na kształt uśmiechu, kiedy Longbottom położył mu rękę na ramieniu.
Poza koncentracją - jeszcze nie zamieniającą się w strach - w jego spojrzeniu widać było triumf i pewną ekscytację.
W końcu pracownik Departamentu Tajemnic potwierdził, że naprawdę był świadkiem przepowiedni, w dodatku ważnej przepowiedni. Otarł się o coś więcej: a ludzie często o tym czymś więcej śnili. Jak mugole, szukający śladów magii, tak Alistair, który w teorii miał różdżkę i skończył jakoś Hogwart, w snach odwiedzał znikające wyspy i znajdował zapomniane artefakty.
Rozejrzał się po pomieszczeniu, znów ruszył do biurka i grzebał przez chwilę w szufladach, zanim znalazł wreszcie pustą fiolkę. Potem zaś sięgnął po różdżkę (w przeciwieństwie do Charona trzymał ją chociaż przy sobie) i przez moment namyślał się nad czymś. W końcu jednak przysunął różdżkę do skroni i zatańczyły wokół niej srebrzyste nici wspomnienia: później, przyglądając się mu, Morpheus miał przekonać się, że był to moment, w którym Charon wygłosił swoją przepowiednię, a jej treść była zgodna z tym, co latarnik zanotował.
– Proszę – powiedział, wyciągając fiolkę ku Longbottomowi. – Dziwnie pomyśleć, że moje wspomnienie będą badać w Ministerstwie Magii – dodał, uśmiechając się lekko. – Może wam uda się dowiedzieć więcej niż mnie o tej wyspie albo o Salcie, co ponoć ją widział.
Coś w jego wzroku sugerowało jednak, że wcale nie powiedział ostatniego słowa: i że być może wciąż będzie próbował dowiedzieć się czegoś o przepowiedni, o wyspie i o żeglarzu, którego nie zdołał znaleźć.
Niektórzy nie opuszczali swoich domów nawet wtedy, gdy zbliżała się do nich armia, do ostatniej chwili wierząc, że być może nic się nie stanie.
- Ja... przemyślę to - powiedział w końcu latarnik, chociaż ciężko było orzec, na ile poważnie postanowił potraktować ostrzeżenie. Zmusił się do czegoś na kształt uśmiechu, kiedy Longbottom położył mu rękę na ramieniu.
Poza koncentracją - jeszcze nie zamieniającą się w strach - w jego spojrzeniu widać było triumf i pewną ekscytację.
W końcu pracownik Departamentu Tajemnic potwierdził, że naprawdę był świadkiem przepowiedni, w dodatku ważnej przepowiedni. Otarł się o coś więcej: a ludzie często o tym czymś więcej śnili. Jak mugole, szukający śladów magii, tak Alistair, który w teorii miał różdżkę i skończył jakoś Hogwart, w snach odwiedzał znikające wyspy i znajdował zapomniane artefakty.
Rozejrzał się po pomieszczeniu, znów ruszył do biurka i grzebał przez chwilę w szufladach, zanim znalazł wreszcie pustą fiolkę. Potem zaś sięgnął po różdżkę (w przeciwieństwie do Charona trzymał ją chociaż przy sobie) i przez moment namyślał się nad czymś. W końcu jednak przysunął różdżkę do skroni i zatańczyły wokół niej srebrzyste nici wspomnienia: później, przyglądając się mu, Morpheus miał przekonać się, że był to moment, w którym Charon wygłosił swoją przepowiednię, a jej treść była zgodna z tym, co latarnik zanotował.
– Proszę – powiedział, wyciągając fiolkę ku Longbottomowi. – Dziwnie pomyśleć, że moje wspomnienie będą badać w Ministerstwie Magii – dodał, uśmiechając się lekko. – Może wam uda się dowiedzieć więcej niż mnie o tej wyspie albo o Salcie, co ponoć ją widział.
Coś w jego wzroku sugerowało jednak, że wcale nie powiedział ostatniego słowa: i że być może wciąż będzie próbował dowiedzieć się czegoś o przepowiedni, o wyspie i o żeglarzu, którego nie zdołał znaleźć.