Tyle, że Geraldine nie była kłusownikiem, była myśliwą. Stosowali się oni do ustalonych zasad, kiedy zaczynali polować. Szanowała je, tak samo, jak miała szacunek do stworzeń, które przychodziło jej zabijać. Tyle, że niektórzy najwyraźniej nie potrafili dostrzec różnicy między kłusownikami, a myśliwymi. Spora część osób miała z tym problem. Sama Gerry zresztą zaczęła również zajmować się tresowaniem magicznych stworzeń, nie wszyscy mieli jednak tego świadomość, nie bez powodu widziała w zwierciadle Ain eingarp siebie, jako smoczego jeźdźca. Gdyby była kłusownikiem, to pewnie dostrzegłaby tam siebie ze smoczą głową w dłoni, jednak wiele ją dzieliło od takiej drogi.
- To twoje słowa. - Widziała, że ten temat trochę go zirytował, albo jej się wydawało i była nieco przewrażliwiona? Dalsze słowa tylko to potwierdziły. - Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę z tego, że myśliwi również walczą z kłusownikami, spodziewałam się, że jesteś w stanie dostrzec różnicę. - Skrzyżowała ręce na piersiach, trochę w pozycji obronnej. Miała świadomość, że ta dyskusja nie ma sensu, bo jej zdaniem Prewett miał klapki na oczach i nie do końca był w stanie dostrzec różnicę.
- Na pewno będzie miły. - Skłoniła się teatralnie na pożegnanie. Poczekała, aż wyjdzie z zaułka, po czym sama się ulotniła. Nic tu po niej, szczególnie, że w domu czekały na nią dwa psy, które musiała wyprowadzić.