Zdecydowanie Figg nie traktowała tego, jako coś, czego by chciała. Sama nigdy w życiu nie zgłosiłaby się do czegoś takiego, zadecydował o tym Erik, nie mogła stamtąd uciec, chociaż może i mogła, no ale postanowiła wziąć to na klatę i w sumie dobrze się przy tym bawiła. Może więc nie była to wcale taka zła decyzja, jak się jej na początku wydawało. Oderwała się choć na chwilę od szarej rzeczywistości, przy okazji drugi raz dzięki temu jednemu wydarzeniu miała mieć taką możliwość w całkiem niedalekim czasie. Było to naprawdę dużo rozrywki jak na nią. Nie wiązała z mężczyzną z randki w ciemno nadziei na jakąkolwiek przyszłość, bardziej traktowała to jako chwilową odskocznię od codzienności.
- Jeśli chcesz, chociaż wolałabym nie angażować w to zbyt wielu osób. Na miejscu będzie Thomas, Erik, do tego moi nowi pracownicy, myślę, że ty jak najbardziej się przydasz, będę mieć przynajmniej pewność, że nie pozwolisz klubokawiarni spłonąć, ale chyba tyle osób wystarczy, żeby to ogarnąć. - Tym bardziej, że na początku radziła sobie ze wszystkim sama.
- Wiem, że mogę na tobie polegać i jestem ci za to ogromnie wdzięczna. Mam nadzieję, że wiesz, że na mnie też możesz zawsze liczyć. - Wolała się upewnić, że kuzynka zdaje sobie z tego sprawę. W końcu i z eliksirami będzie mogła jej pomóc, jeśli przyjdzie taka konieczność, bo ona również nieźle sobie radziła z warzeniem mikstur.
- Jeśli będę mieć czas, to oczywiście, że będę pisać. - To nie miał być długi wypad, więc raczej nie spodziewała się, że znajdzie czas, aby być w ciągłym kontakcie z najbliższymi, liczyła jednak na to, że podróż obędzie się bez żadnych niepotrzebnych komplikacji.
- Wie, ale jeszcze nie dyskutowałam z nią specjalnie na ten temat. - Może powinna? Wypadałoby się dowiedzieć, co o tym myśli.
Udało im się oporządzić truskawki, czas najwyższy więc wrzucić wszystkie do kotła, aby mogły się nieco podgrzać, Norka w między czasie dolała im wina, a one mogły przejść do kolejnych owoców.