31.01.2024, 00:53 ✶
Neil miał zdecydowanie inne podejście do cierpienia. Nie było typem przeciwnika, którego można było przeskoczyć, stłumić, bo wracał silniejszy. Choć czy ból straty jest przeciwnikiem? To część życia, którego uczymy się od urodzenia w mniej lub bardziej okrutny sposób.
Czarodziej usłyszał przy uchu krótki wydech śmiechu.
-Cicho, dopiero za dwadzieścia lat się odezwie.-odpowiedział mu w tym samym tonie. Nie ignorował ostrzeżenia, ale dla niego mógł klęczeć ile będzie trzeba, a teraz miał na to całą koc, skoro obiecał zostać. Od razu poczucie ulgi go przepełniło i znalazło ujście w jeszcze miększym objęciu.
Odwzajemniał niewinny dotyk łagodzący dyskomfort i smutek, mając nadzieję, że odegna całe zło jeśli jeszcze trochę pogładzi jego plecy czy ogrzeje pierś o pierś. Mógłby tak trwać w jego objęciach w nieskończoność, dlatego nie czując jakby mężczyzna miał dosyć i go odpychał, to trzymał się go dalej, z przymkniętymi teraz oczyma.
Pachniał ziołami z lekką nutą czarnej porzeczki, która została częściowo zmyta niedawną kąpielą. Naturalny i leśny zapach choć nie powinny łączyły się z wonią papierosów, kadzidła i wody po goleniu, a przy takiej bliskości ciał ciężko byłoby powiedzieć, który zapach do kogo należy.
Wtulił w niego policzek, słysząc pytanie. Odwraca uwagę? Możliwe, jednak czy powinien się wstrzymywać? Cierpienie Morpheusa nie oznacza, że nie ma prawa do własnych zmartwień i problemów, a nie mógł działać sprzecznie z własnymi przekonaniami które przed chwilą tu prawił. Uśmiechnął się pod nosem na natłok pytań.
-Tak, z Wendy się dogaduję, czasami bierze za mnie zmiany gdy muszę wyjechać.-zaczął od ostatniego pytania, które płynnie przeszło w kolejny wątek.-U taty...-zawahał się na sekundę.-Kolejne leki powoli przestają działać, mam nadzieję, że moje zioła mu pomogą...-jak zawsze wiózł im cały kosz świec, ziół i kadzideł, licząc, że któreś może magicznie jego ojca wyleczy. Nadzieja nigdy się nie spełniała. Niestety nie było to nic nowego, zwykły zawód codzienności.
Starał się skupić, nie wiedząc jakie mężczyzna ma intencje, jednak nie mógł się powstrzymać i odetchnął cicho, czując dotyk na karku. W nieco większym napięciu ścisnął lekko jego ramię, pogładził je rozluźniony. Robił sobie nadzieję, jak zawsze, jednak tyle czasu marzył o mężczyźnie, że teraz zadowoli go już każda najmniejsza chwila z nim spędzona, choćby zwykłe spojrzenie jakie od niego otrzyma.
-Jeśli chodzi o klientów... To ty od zawsze byłeś moim ulubionym.-wyszeptał mu do ucha, z lekko przyspieszonym oddechem. Czuł, jak serce mu mocno bije i miał wrażenie, że zaraz jego uderzenia będą echem roznosić się po całym pokoju.-Odłóż papierosa.-poprosił cicho, choć nie chodziło tu o ubrudzenie dywanu popiołem, a o to by dłonie mężczyzny miały jak najwięcej swobody i nieskrępowane podążały za jego pragnieniami.
Czarodziej usłyszał przy uchu krótki wydech śmiechu.
-Cicho, dopiero za dwadzieścia lat się odezwie.-odpowiedział mu w tym samym tonie. Nie ignorował ostrzeżenia, ale dla niego mógł klęczeć ile będzie trzeba, a teraz miał na to całą koc, skoro obiecał zostać. Od razu poczucie ulgi go przepełniło i znalazło ujście w jeszcze miększym objęciu.
Odwzajemniał niewinny dotyk łagodzący dyskomfort i smutek, mając nadzieję, że odegna całe zło jeśli jeszcze trochę pogładzi jego plecy czy ogrzeje pierś o pierś. Mógłby tak trwać w jego objęciach w nieskończoność, dlatego nie czując jakby mężczyzna miał dosyć i go odpychał, to trzymał się go dalej, z przymkniętymi teraz oczyma.
Pachniał ziołami z lekką nutą czarnej porzeczki, która została częściowo zmyta niedawną kąpielą. Naturalny i leśny zapach choć nie powinny łączyły się z wonią papierosów, kadzidła i wody po goleniu, a przy takiej bliskości ciał ciężko byłoby powiedzieć, który zapach do kogo należy.
Wtulił w niego policzek, słysząc pytanie. Odwraca uwagę? Możliwe, jednak czy powinien się wstrzymywać? Cierpienie Morpheusa nie oznacza, że nie ma prawa do własnych zmartwień i problemów, a nie mógł działać sprzecznie z własnymi przekonaniami które przed chwilą tu prawił. Uśmiechnął się pod nosem na natłok pytań.
-Tak, z Wendy się dogaduję, czasami bierze za mnie zmiany gdy muszę wyjechać.-zaczął od ostatniego pytania, które płynnie przeszło w kolejny wątek.-U taty...-zawahał się na sekundę.-Kolejne leki powoli przestają działać, mam nadzieję, że moje zioła mu pomogą...-jak zawsze wiózł im cały kosz świec, ziół i kadzideł, licząc, że któreś może magicznie jego ojca wyleczy. Nadzieja nigdy się nie spełniała. Niestety nie było to nic nowego, zwykły zawód codzienności.
Starał się skupić, nie wiedząc jakie mężczyzna ma intencje, jednak nie mógł się powstrzymać i odetchnął cicho, czując dotyk na karku. W nieco większym napięciu ścisnął lekko jego ramię, pogładził je rozluźniony. Robił sobie nadzieję, jak zawsze, jednak tyle czasu marzył o mężczyźnie, że teraz zadowoli go już każda najmniejsza chwila z nim spędzona, choćby zwykłe spojrzenie jakie od niego otrzyma.
-Jeśli chodzi o klientów... To ty od zawsze byłeś moim ulubionym.-wyszeptał mu do ucha, z lekko przyspieszonym oddechem. Czuł, jak serce mu mocno bije i miał wrażenie, że zaraz jego uderzenia będą echem roznosić się po całym pokoju.-Odłóż papierosa.-poprosił cicho, choć nie chodziło tu o ubrudzenie dywanu popiołem, a o to by dłonie mężczyzny miały jak najwięcej swobody i nieskrępowane podążały za jego pragnieniami.