— Nie wiem, ale liczę na to, że szybko przestaną, robi się niezręcznie...
Gio był oczywiście histerykiem. Szansa na to, że Jonathan nagle wyjdzie z ukrycia, by przebić licytację na dziesięć tysięcy była znikoma, ale kto go tam wie. Sama kolacja interesowałaby go tyle co nic, nawet by się na niej nie zjawił. Ale pokazać wszystkim kim to on nie jest — jak najbardziej. Gio siorbnął elegancko kolejny łyczek szampana i marszcząc brwi obserwował towarzystwo.
— Dwadzieścia tysięcy? — krzyknął szeptem do Geraldine. Wyciągnął z kieszeni chusteczkę i przetarł czoło. Najchętniej wyszedłby na zewnątrz dopóki ten cyrk się nie skończy. Na szczęście Brenna została wybawicielką i zakończyła te męki. Po chwili znów zasłużyła na miano bohaterki, ale przedtem Gio miał okazję zrelaksować się słuchając znamienitego występu Faye. Urquart był absolutnie zauroczony i tylko wpatrywał się w czarownicę z niewinnym uśmiechem na twarzy. Pewnie rozpływałby się w komentarzach w stronę Ger, ale nim występ się zakończył, cyrk nabrał mocy.
— Na zakręcony ogonek tatusia świnki... — Gio już podniecił się niecodziennym widokiem latających bobrów, lecz okazał się nim tylko zaczarowana kobieta. Również chciał biec na pomoc, lecz Brenna uratowała sytuację. Ale to nie był koniec.
— Wrócisz? Ale...? — Zajęło mu chwilę, by zarejestrować ucieczkę Ger, ale nie spuszczając jej z oka ruszył za nią, chociaż nie tak żwawo. Po drodze nie zapomniał o grzecznym "przepraszam", gdy przyszło mu przeciskać się przez tłum.
Krzyk Ger przeszył jego serce na wylot. Cóż musiało się stać, że potrzebowała medyka? Przyspieszył kroku i odkrył przyjaciółkę troskliwie zajmującą się Theseusem. Oczywiście, że go rozpoznał. Przyjaciel Ger, którego ojciec był kolegą po fachu starego Urquarta. Towarzyszył im także William Lestrange, którego Gio kojarzył z nazwiska, ale nie rozpoznał go jeszcze.
— Widzisz, Ger? Wszystko jest w porządku. Chodź, przeniesiemy go w jakieś ustronne miejsce.
Odstawił niedopity kieliszek na najbliższy stolik i wyciągnął różdżkę. Nie był to czas na zabawy fizyczne. Rzucił na Theseusa zaklęcie, które miało go unieść w powietrze w pozycji leżącej, by ładnie przetransportować go do innego pomieszczenia.
Akcja nieudana