Najwięcej, najciekawszych i niebezpiecznych przedmiotów można było znaleźć w ich rodzinnej posiadłości. Nie pierwszy raz, Nicholas sięgał łapami po coś, co przykuwało jego uwagę i chciał to mieć u siebie w pokoju. Ile razy to było, kiedy jakaś klątwa go dopadła, mniejsza czy większa? W tym wieku powinien być już na to uodporniony. Może dlatego też przykuwał w sobie znaczą uwagę do wyszkolenia się w dziedzinach rozpraszania magii? Czy to nie był też jeden z powodów, dla którego wyprowadził się na dobre, aby zamieszkać w Londynie i Little Hangleton? Czy te przypadki, nie spowodowały uaktywnienia się u niego w dość młodym wieku, choroby genetycznej?
Każdą część domu znał. Ale najbardziej tę, należącą do swoich rodziców. Gdzieś powinien być jeszcze jego stary pokój. Może wykorzystali do czegoś? Czy pozostał nieruszony? Tutaj, będąc w pracowni, nie ona była dla niego ważna. Ale ten pierścień, który leżał na burku. Był piękny, starodawny. Z którego wieku mógł pochodzić? Miał napis. Próbował go odczytać, ale nie był pewny czy go rozumiał. Coś jednak było nie tak. Słyszał głos. Kobiecy. Matka? Nie potrafił powiązać. Był cichy. Czy to naprawdę ona, czy przemawiał do niego przedmiot? Czuł jakieś przytłumienie umysłu. Nieświadomie może, zacisnął pierścień w dłoni, a drugą podparł się mebla. Zmarszczył brwi. Walczył? Można było takie odnieść wrażenie. Kobiecie, która do niego mówiła, nie odpowiadał. Pomyśleć, że po tylu latach, znów dotykał coś, czego nie powinien. Nie oduczył się. Czy może w tym momencie też chciał sprawdzić swoje możliwości, jak dobrze radzi z klątwami, jeżeli to ona go w tym momencie zaatakowała?
Sukces!