31.01.2024, 13:04 ✶
Olivia pokręciła głową gwałtownie, jakby tym gestem chciała ostrzec Brennę przed dawaniem psu czekolady.
- Jest trująca, nawet niewielka ilość może rozstroić żołądek, a większa doprowadzić do śmierci. Ojciec mówił, że niektóre magiczne stworzenia też cierpią po czekoladzie. Jakby liznął, to pewnie nic by mu się nie stało, ale jakby zjadł… To wiesz. Współczuję osobie, która by to sprzątała - mówiąc wprost byłaby to gówniana sprawa. To nie było tak, że po małej kostce psy umierały, ale jakby Gałgan zjadł kawałek ciasta, to na pewno później któryś z Longbottomów musiałby sprzątać efekty tej przekąski. A te efekty miały to do siebie, że pojawiały się nagle i psy mogły nie wytrzymać do momentu otwarcia drzwi na zewnątrz i… No cóż, po drogim dywanie.
Gdy Brenn przyznała się jej, że nie była pewna, Olivia skomentowała krótkim HM. Może to faktycznie było nic takiego, ale przecież nie zaszkodzi sprawdzić, prawda? Zwłaszcza że chyba można było tam wchodzić. Quirke ochoczo więc pokiwała głową, przestępując z nogi na nogę. W towarzystwie Brenny czuła się jakoś tak pewniej, sama pewnie nie odważyłaby się tam wejść. I do końca życia (albo do następnej wycieczki) zasypiałaby z myślą o tym co tam w środku się kryło. Kiedyś ta wścibskość wpędzi ją do grobu.
- Powiemy że się zgubiłyśmy - podsunęła jej pomysł, który był przecież najprostszy z możliwych. Damy w opałach, trochę chichotów i obejdzie się bez kopów. Może skończyłoby się na upomnieniu albo po prostu na wyrzuceniu ale bez kłótni? Z reguły jeśli strażnicy myśleli, że dana osoba jest po prostu głupia, to łatwiej wybaczali takie potknięcia. Bo przecież każdemu zdarzało się wejść nie tam, gdzie trzeba - niektórym przypadkowo, a niektórzy pchali się tam specjalnie. Tej drugiej grupy ludzie z reguły nie lubili, więc czemu by nie małe kłamstwo, by wepchnąć się do grupy nr 1?
Nikt ich jednak nie zatrzymał. Mogły wślizgnąć się do środka niepostrzeżenie, zamknąć za sobą drzwi i się rozejrzeć po pomieszczeniu. Duży ołtarz oczywiście przyciągał wzrok, podobnie jak wysokie kolumny i zabytkowe krzyże oraz malowidła i obrazy. Olivia wodziła spojrzeniem od jednego, do drugiego, wydając z siebie ciche “ooo”. Zaraz jednak się spięła, gdy coś zafalowało w ciemnym kącie. Quirke zogniskowała na nim wzrok, pozwalając by oczy przyzwyczaiły się do ciemności. Nic tam jednak nie było.
- Hm - powiedziała, bezmyślnie może podchodząc do plamy ciemności. W kącie znalazła tylko pajęczyny i kurz. - Myślałam, że będą utrzymywać to miejsce w większym porządku.
Powiedziała cicho, bo jakoś podskórnie czuła, że podnoszenie głosu w takim miejscu nie było wskazane. W tej samej chwili kaplicę przeszył brzęczący dźwięk upadającego na posadzkę metalowego talerzyka. Miał chyba swoją nazwę, ale Olivia jej nie znała - sama aż podskoczyła, łapiąc się za serce.
- Brenn, uważaj, bo zawału dostanę!
- Jest trująca, nawet niewielka ilość może rozstroić żołądek, a większa doprowadzić do śmierci. Ojciec mówił, że niektóre magiczne stworzenia też cierpią po czekoladzie. Jakby liznął, to pewnie nic by mu się nie stało, ale jakby zjadł… To wiesz. Współczuję osobie, która by to sprzątała - mówiąc wprost byłaby to gówniana sprawa. To nie było tak, że po małej kostce psy umierały, ale jakby Gałgan zjadł kawałek ciasta, to na pewno później któryś z Longbottomów musiałby sprzątać efekty tej przekąski. A te efekty miały to do siebie, że pojawiały się nagle i psy mogły nie wytrzymać do momentu otwarcia drzwi na zewnątrz i… No cóż, po drogim dywanie.
Gdy Brenn przyznała się jej, że nie była pewna, Olivia skomentowała krótkim HM. Może to faktycznie było nic takiego, ale przecież nie zaszkodzi sprawdzić, prawda? Zwłaszcza że chyba można było tam wchodzić. Quirke ochoczo więc pokiwała głową, przestępując z nogi na nogę. W towarzystwie Brenny czuła się jakoś tak pewniej, sama pewnie nie odważyłaby się tam wejść. I do końca życia (albo do następnej wycieczki) zasypiałaby z myślą o tym co tam w środku się kryło. Kiedyś ta wścibskość wpędzi ją do grobu.
- Powiemy że się zgubiłyśmy - podsunęła jej pomysł, który był przecież najprostszy z możliwych. Damy w opałach, trochę chichotów i obejdzie się bez kopów. Może skończyłoby się na upomnieniu albo po prostu na wyrzuceniu ale bez kłótni? Z reguły jeśli strażnicy myśleli, że dana osoba jest po prostu głupia, to łatwiej wybaczali takie potknięcia. Bo przecież każdemu zdarzało się wejść nie tam, gdzie trzeba - niektórym przypadkowo, a niektórzy pchali się tam specjalnie. Tej drugiej grupy ludzie z reguły nie lubili, więc czemu by nie małe kłamstwo, by wepchnąć się do grupy nr 1?
Nikt ich jednak nie zatrzymał. Mogły wślizgnąć się do środka niepostrzeżenie, zamknąć za sobą drzwi i się rozejrzeć po pomieszczeniu. Duży ołtarz oczywiście przyciągał wzrok, podobnie jak wysokie kolumny i zabytkowe krzyże oraz malowidła i obrazy. Olivia wodziła spojrzeniem od jednego, do drugiego, wydając z siebie ciche “ooo”. Zaraz jednak się spięła, gdy coś zafalowało w ciemnym kącie. Quirke zogniskowała na nim wzrok, pozwalając by oczy przyzwyczaiły się do ciemności. Nic tam jednak nie było.
- Hm - powiedziała, bezmyślnie może podchodząc do plamy ciemności. W kącie znalazła tylko pajęczyny i kurz. - Myślałam, że będą utrzymywać to miejsce w większym porządku.
Powiedziała cicho, bo jakoś podskórnie czuła, że podnoszenie głosu w takim miejscu nie było wskazane. W tej samej chwili kaplicę przeszył brzęczący dźwięk upadającego na posadzkę metalowego talerzyka. Miał chyba swoją nazwę, ale Olivia jej nie znała - sama aż podskoczyła, łapiąc się za serce.
- Brenn, uważaj, bo zawału dostanę!