31.01.2024, 14:19 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 31.01.2024, 15:07 przez Neil Enfer.)
Każdy moment z nim spędzony, nieważne czy w smutku, relaksie czy szczęściu był dla niego cenny. Nie pozwalał sobie na wątpliwości i jak dziecko korzystał z chwili, nie patrząc czasami na przyszłość i możliwe scenariusze, co nieraz kończyło się bólem, gdy nieprzewidywany zły koniec w końcu przyszedł. Czy był głupi? Wolał określać to mianem wierzącego, że w końcu stanie się to czego pragnie, naiwnie, ale szczerze wierzył. Może na tym polega dorastanie? Tak często spotykamy się z porażką, że w końcu gorzkniejemy poddając się i nawet kiedy sukces przyjdzie, to nie cieszy on ani trochę.
Teraz życie po raz kolejny go testowało. Jak miał rozumieć jego odpowiedź, a w końcu i działanie, jakie odsunęło ich od siebie? Z niepokojem go puścił, obserwował, jak wstaje i podchodzi do okna. Czekał cierpliwie na kolanach, a klęczenie na ziemi pomimo braku ciepła mężczyzny, dalej wydawało się być odpowiednie. Chłodna kara za nadzieję, za oczekiwania, za głupią wyobraźnię. Czy odsunięcie się było zaskakujące? Poniekąd nie, w końcu tyle razy już zostawał sam w mieszkaniu po jego odwiedzinach, tyle razy jak pies czekał przy oknie, aż zobaczy swojego Pana na ulicy przed kamienicą. Czekanie na Morpheusa weszło mu w krew i nawet nie wiedział czy jest na co czekać, choć dzisiaj przez chwilę poczuł, że owszem.
Uśmiechnął się na jego słowa. Wstał spokojnie i podszedł do niego, stając przed nim, blisko, kładąc dłoń na jego ramieniu, przesuwając ją na kark, na włosy. Patrzył mu zakochany w oczy, wolną ręką chwytając ciemnoczerwoną zasłonę.
-I tak mógłbym go słuchać całą noc.-wyszeptał, płynnym ruchem odgradzając ich welurowym materiałem od okna, od świata i niechcianych spojrzeń. Przyciągnął go do siebie żeby ucałować jego usta jeśli tylko ten się przysunął lekko, aby odwzajemnić gest.
Teraz życie po raz kolejny go testowało. Jak miał rozumieć jego odpowiedź, a w końcu i działanie, jakie odsunęło ich od siebie? Z niepokojem go puścił, obserwował, jak wstaje i podchodzi do okna. Czekał cierpliwie na kolanach, a klęczenie na ziemi pomimo braku ciepła mężczyzny, dalej wydawało się być odpowiednie. Chłodna kara za nadzieję, za oczekiwania, za głupią wyobraźnię. Czy odsunięcie się było zaskakujące? Poniekąd nie, w końcu tyle razy już zostawał sam w mieszkaniu po jego odwiedzinach, tyle razy jak pies czekał przy oknie, aż zobaczy swojego Pana na ulicy przed kamienicą. Czekanie na Morpheusa weszło mu w krew i nawet nie wiedział czy jest na co czekać, choć dzisiaj przez chwilę poczuł, że owszem.
Uśmiechnął się na jego słowa. Wstał spokojnie i podszedł do niego, stając przed nim, blisko, kładąc dłoń na jego ramieniu, przesuwając ją na kark, na włosy. Patrzył mu zakochany w oczy, wolną ręką chwytając ciemnoczerwoną zasłonę.
-I tak mógłbym go słuchać całą noc.-wyszeptał, płynnym ruchem odgradzając ich welurowym materiałem od okna, od świata i niechcianych spojrzeń. Przyciągnął go do siebie żeby ucałować jego usta jeśli tylko ten się przysunął lekko, aby odwzajemnić gest.