31.01.2024, 15:42 ✶
Olivia z początku nie zwróciła uwagi na to, że był tu same. Przyjęła ten fakt tak, jak przyjmowała inne fakty - ot, kogoś nie kręciły stałe, kamienne ołtarze i krzyże, a także w ogóle historia kościoła anglikańskiego. W sumie religia ta była, z tego co Olivia rozumiała, jedną z popularniejszych odłamów. Dopiero wtedy ją tknęło, że nawet jeżeli ktoś miał w nosie to, co tu się kiedyś działo, to przecież wszystko inne było piękne. Stare, odrestaurowane gobeliny w całym kompleksie przyciągały mimowolnie wzrok niemal każdego turysty. Ciężkie kotary na pewno nie pochodziły z czasów, gdy Anne Boleyn traciła głowę, ale nadawały niektórym pomieszczeniom odpowiedniego, tajemniczego klimatu. Przepiękne obrazy, nieco już wyblakłe, w pozłacanych drewnianych ramach pyszniły się na ścianach, przedstawiając to postacie, to sceny czy pejzaże. Tutaj, w tej konkretnej kaplicy, również było na czym zawiesić oko. Więc…
- Co do chuja? - wypowiedziała swoje galopujące myśli na głos, gdy Longbottom zaprzeczyła, że to ona strąciła talerzyk. Miedziany, jak się okazało, bo Olivia właśnie po niego sięgała i oceniała fachowym okiem, skąd mógł spaść i czy to faktycznie on wydał te wszystkie dźwięki. Spadł z czegoś, co można było nazwać wnęką. Obok stał jeszcze ładniutki, ale prosty dość puchar (przypominał troszkę puchary, z których pili w Hogwarcie, z tym że był bardzo, bardzo stary) i chyba kadzielnicę. Olivia zajrzała do niej z ciekawością. - No. Właśnie!
Potwierdziła jeszcze słowa Brenny, ale nawet idiota by zauważył, że akurat ją to udało się wystraszyć. Ruda też zrobiła taktyczny odwrót i udając, że zwiedza, znalazła się za plecami koleżanki.
- Myślisz, że tu zalągł się poltergeist? - zapytała cicho, tak w razie gdyby tamten postanowił wyjść z ukrycia. Nie wpadła na to, że to może być mugolskie dziecię, które się po prostu nudzi. Brennie i Olivii odpowiedziała głucha cisza, przerywana tylko płynącymi zza okna odgłosami tłumów. - Pewna jesteś, że nie ty strąciłaś ten talerzyk?
W zasadzie to było głupie pytanie, bo Longbottom nawet się do wnęki nie zbliżała, a Olivia przecież widziała w rogu ruch już wcześniej. Mimowolnie spojrzała w tamtą stronę. To nie mógł być duch, duchy nie strącały rzeczy.
- Co do chuja? - wypowiedziała swoje galopujące myśli na głos, gdy Longbottom zaprzeczyła, że to ona strąciła talerzyk. Miedziany, jak się okazało, bo Olivia właśnie po niego sięgała i oceniała fachowym okiem, skąd mógł spaść i czy to faktycznie on wydał te wszystkie dźwięki. Spadł z czegoś, co można było nazwać wnęką. Obok stał jeszcze ładniutki, ale prosty dość puchar (przypominał troszkę puchary, z których pili w Hogwarcie, z tym że był bardzo, bardzo stary) i chyba kadzielnicę. Olivia zajrzała do niej z ciekawością. - No. Właśnie!
Potwierdziła jeszcze słowa Brenny, ale nawet idiota by zauważył, że akurat ją to udało się wystraszyć. Ruda też zrobiła taktyczny odwrót i udając, że zwiedza, znalazła się za plecami koleżanki.
- Myślisz, że tu zalągł się poltergeist? - zapytała cicho, tak w razie gdyby tamten postanowił wyjść z ukrycia. Nie wpadła na to, że to może być mugolskie dziecię, które się po prostu nudzi. Brennie i Olivii odpowiedziała głucha cisza, przerywana tylko płynącymi zza okna odgłosami tłumów. - Pewna jesteś, że nie ty strąciłaś ten talerzyk?
W zasadzie to było głupie pytanie, bo Longbottom nawet się do wnęki nie zbliżała, a Olivia przecież widziała w rogu ruch już wcześniej. Mimowolnie spojrzała w tamtą stronę. To nie mógł być duch, duchy nie strącały rzeczy.