Zawiesił na dłuższą chwilę wzrok na pannie Crawley. Nie chciał rzucić tylko jakimś niezobowiązującym półsłówkiem, więc postanowił poddać jej słowa krótkiej analizie. Zmarszczył lekko brwi, aż w końcu wypuścił głośno powietrze z płuc.
— Hormony szczęścia? Upojenia miłością? Brak perspektywicznego myślenia? Pełna wiara w partnera? — rzucił powoli w przestrzeń, bo jakby się tak nad tym zastanowić, to każda z tych opcji była dosyć prawdopodobna. — Na tym świecie są i realiści i romantycy, ale wszyscy mamy w sobie taką małą iskierkę nadziei, że wszystko wypali, pójdzie zgodnie z planem i będzie jak w bajce. Oczywiście, czasami ludzie po prostu się tak dobrze rozumieją. Wiedzą dokładnie czego oczekują od życia i są pewni tego, że będą w stanie to wyegzekwować. Lub pójść na kompromis, aby osiągnąć cel, który chcą osiągnąć.
Wzruszył lekko ramionami. Może z racji na swój dojrzały wiek powinien być w stanie udzielić nieco bardziej podbudowującej odpowiedzi, jednak nie chciał też rzucać byle jakimi frazesami. Poza tym liczył się z tym, że Menodora może dodać do dyskusji coś od siebie, a jej perspektywa niebywale go ciekawiła.
— Chyba każdy, kto nie jest w związku, czasami rozmyśla, jak by to było, gdyby jednak nie był samotny i wylądował lata wcześniej przed ołtarzem — przyznał neutralnie, chociaż wiedział, że nie odpowiada na pytanie Dory, tak jak by sobie tego życzyła. Westchnął cicho, bijąc się przez chwilę z myślami. W końcu jednak odpuścił, postanawiając uchylić rąbka tajemnicy. — Wykluczając jednak marzenia tego typu i skupiając się na samej rzeczywistości, to nie, nie myślałem. Byłem przez ostatnie... parę lat w kilku krótkich związkach, ale nie zaiskrzyło na tyle, abym w ogóle zaczął rozważać przejście na wyższy poziom. Nie ma jednak tego, co by na dobre nie wyszło. Nie narzekam na to, jak wygląda mój stan cywilny.
Uśmiechnął się półgębkiem. Czasami się zastanawiał, czy sam nie był sobie winny. Miał całkiem spore grono przyjaciół, jednak na palcach jednej ręki mógłby wyliczyć osoby, które obdarzył kiedykolwiek prawdziwym uczuciem. Może część potencjalnych zainteresowanych wystraszył tym, jak przyjacielski był w stosunku do praktycznie każdej osoby, z jaką zetknął się w swoim życiu? Może przyjazne usposobienie w oczach co poniektórych równało się flirtowi, przez co automatycznie był skreślany z listy kandydatów? A może po prostu szukał, póki co w nieodpowiednich miejscach i nie trafił na osobę, która szczerze by go zafascynowała, a ona byłaby zafascynowana nim.
— Tylko pamiętaj ani słowa Brennie. Wprawdzie to, że jestem sam, to żadna tajemnica, ale lepiej nie podsuwać jej sugestii. Wolałbym, żeby nie próbowała mnie z nikim zeswatać na balu wbrew mojej woli. — Wzdrygnął się na samą myśl. Raczej byłaby do tego zdolna.
Znał swoją siostrę na tyle dobrze, że był w stanie zwizualizować sobie w głowie przebieg rozmowy, w ramach której przedstawia się mu przyszłą narzeczoną. ”No wiesz braciszku, to jest moja stara znajoma XYZ. Wróciła niedawno z zagranicy, nieco wypadła z towarzystwa i przydałby się jej ktoś, kto by z nią wyskoczył w parę miejsc. Na pewno przypadniecie sobie do gustu!”, pomyślał Erik, przedrzeźniając w myślach głos dziewczyny. Aż go ciarki przeszły. Taka pomoc przyjaciółce zapewne uchodziłaby w jej oczach za zwykłą przysługę, jednak znaczenie takiej propozycji można było rozumieć dwojako.
— A ty? Będziesz wypatrywać kogoś szczególnego na balu? — spytał gładko, nie zamierzając w razie czego naciskać. Każdy miał prawo do prywatności.
Na komentarz dziewczyny wykonał dramatyczny młynek oczami, ale postanowił zastosować się do jej poleceń. Skoro wzięła sobie tego poranka w posiadanie domową kuchnię, to musiał się dostosować. To pomieszczenie i tak niezbyt za nim przepadało, więc przynajmniej będzie mógł poobserwować, jak ktoś inny zagania je do roboty i potrafi w pełni opanować.
— Dobrze wiedzieć, że jednak posiada jakieś wyczucie stylu. Czasami mam wrażenie, że specjalnie temu zaprzecza, żeby mieć wymówkę i zwozić do domu kolejne partie mugolskich ciuchów. — Pokręcił z rozbawieniem głową, jednak na powrót spoważniał, kiedy przeszli do tematu spinek. — Mam takie z herbem Gryffindoru, w kształcie liścia, psich łap i kostek do gry. A no i takie tradycyjne bardziej, podłużne i takie okrągłe z czarnymi elementami.
Mogło się wydawać, że trochę przesadzał z tą kolekcją, jednak w okresie nieco bardziej intensywnych spotkań towarzyskich dobrze było mieć jakiś wybór, aby móc sięgnąć po alternatywę.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞