24.11.2022, 19:26 ✶
Pocałunek na do widzenia miał być całkiem miłym zwieńczeniem balu, swoistą krpką oznajmiającą, że oto wszystko się skończyło i najwyższa pora wrócić do całkiem niebalowej rzeczywistości.
A tu psikus, zostali przyłapani na gorącym uczynku; choć tak po prawdzie - byli dorośli, prawda? Stąd też nie odskoczyła jak oparzona od Patricka, zresztą, nawet nie planowała się tłumaczyć z tego, że mimo nowego dnia wciąż miała na sobie sukienkę z wczoraj. I jeszcze męski sweter. Choć jakby ją bezpośrednio spytać, to zapewne by się uśmiechnęła i stwierdziła dość wesoło, że mieli naprawdę dużo rysunków do obejrzenia, skomentowania oraz kreślenia nowych. Bo o, nowy pomysł, bo próba innej techniki, a może próba uchwycenia czegoś w całkiem inny sposób niż dotychczas - ot, taki tam test własnych możliwości.
Uniosła nieznacznie brwi widząc reakcję Brenny - i w pierwszej chwili sama pomyślała, że kuzynka pewnie chce Patrickowi zmyć głowę - niemniej nie zdążyła choćby pisnąć, gdy ta wyskoczyła z porywaniem mężczyzny.
Zakon. Brwi powędrowały jeszcze wyżej. Trochę wczesna pora jak na takie sprawy, ale ostatecznie nie skomentowała tego ani słowem. Widać faktycznie musiało być coś na rzeczy, że kuzynka zachowała się tak, jak się zachowała.
- ... jasne - stwierdziła, choć chyba nie do końca całkiem przytomnie, będąc koniec końców wziętą z zaskoczenia. Co raczej nie świadczyło dobrze o niej samej jako brygadzistce, chyba żeby wziąć poprawki na miejsce, w którym się znajdowali i fakt, że naprawdę ale to naprawdę nie miała najmniejszych choćby powodów, żeby spodziewać się tego rodzaju niespodzianek.
- Na razie - rzuciła szybko, po czym pokręciła tylko głową i udała się na piętro. Skoro nie została zaproszona, to nie widziała powodu, żeby pchać się do kuchni; nie wszystko wszak musiała wiedzieć.
A tu psikus, zostali przyłapani na gorącym uczynku; choć tak po prawdzie - byli dorośli, prawda? Stąd też nie odskoczyła jak oparzona od Patricka, zresztą, nawet nie planowała się tłumaczyć z tego, że mimo nowego dnia wciąż miała na sobie sukienkę z wczoraj. I jeszcze męski sweter. Choć jakby ją bezpośrednio spytać, to zapewne by się uśmiechnęła i stwierdziła dość wesoło, że mieli naprawdę dużo rysunków do obejrzenia, skomentowania oraz kreślenia nowych. Bo o, nowy pomysł, bo próba innej techniki, a może próba uchwycenia czegoś w całkiem inny sposób niż dotychczas - ot, taki tam test własnych możliwości.
Uniosła nieznacznie brwi widząc reakcję Brenny - i w pierwszej chwili sama pomyślała, że kuzynka pewnie chce Patrickowi zmyć głowę - niemniej nie zdążyła choćby pisnąć, gdy ta wyskoczyła z porywaniem mężczyzny.
Zakon. Brwi powędrowały jeszcze wyżej. Trochę wczesna pora jak na takie sprawy, ale ostatecznie nie skomentowała tego ani słowem. Widać faktycznie musiało być coś na rzeczy, że kuzynka zachowała się tak, jak się zachowała.
- ... jasne - stwierdziła, choć chyba nie do końca całkiem przytomnie, będąc koniec końców wziętą z zaskoczenia. Co raczej nie świadczyło dobrze o niej samej jako brygadzistce, chyba żeby wziąć poprawki na miejsce, w którym się znajdowali i fakt, że naprawdę ale to naprawdę nie miała najmniejszych choćby powodów, żeby spodziewać się tego rodzaju niespodzianek.
- Na razie - rzuciła szybko, po czym pokręciła tylko głową i udała się na piętro. Skoro nie została zaproszona, to nie widziała powodu, żeby pchać się do kuchni; nie wszystko wszak musiała wiedzieć.