01.02.2024, 01:04 ✶
Zaryzykował wszystko nie będąc pewnym czy coś sobie wymyślił, czy faktycznie miał jakieś szanse na odpowiedź jakiej od dawna pragnął.
Serce mu zatrzepotało gdy zobaczył, jak mężczyzna się przysuwa, jak ich usta się spotykają. Wyobrażał sobie ich spotkanie tyle razy, na pamięć znał wszystkie scenariusze, ale rzeczywistość okazywała się być o wiele lepsza. Jego dotyk w pasie, jego smak, gorący oddech. Choć zmęczony i w żałobie, pachnący papierosami, które zostawiły ślad nieprzyjemnego dla nosa zapachu na jego palcach. Wszystko było idealne i chciał w tym trwać dopóki mężczyzna nie zmieni zdania, a zdobi to, na pewno uzna to zajście za pomyłkę, za błąd złego samopoczucia, ale nawet jeśli był jedynie pocieszeniem, to mu to wystarczało. Przynajmniej tak sobie wmawiał.
Całował powoli, kosztując go czule, ogrzewając dłonią jego kark, zaciskając palce na ramieniu, które zaraz zadrżały gdy przenosił je na jego szczękę w chwili oddechu. Zimne opuszki dotknęły jego skóry. Skąd ten strach? To przez niepewność, że ranny jelonek się zaraz spłoszy i zaatakuje lub co gorsza ucieknie? Dalej nie ufał, że to wszystko się dzieje, choć zrozumiałby odmowę. Nie chciał go do niczego zmuszać, nie chciał go wykorzystywać, choć sam zrobi dla niego wszystko i odda się mu w każdy sposób jaki przyjdzie Morpheusowi do głowy.
Palce spłynęły na jego kołnierzyk, na pierwszy guzik koszuli, który wprawnym ruchem dostał rozpięty i jeśli czarodziej pozwolił, zaraz drugi guzik spotkał taki sam los, podczas gdy usta kolejnym, nieco śmielszym pocałunkiem skupiały na sobie uwagę.
Serce mu zatrzepotało gdy zobaczył, jak mężczyzna się przysuwa, jak ich usta się spotykają. Wyobrażał sobie ich spotkanie tyle razy, na pamięć znał wszystkie scenariusze, ale rzeczywistość okazywała się być o wiele lepsza. Jego dotyk w pasie, jego smak, gorący oddech. Choć zmęczony i w żałobie, pachnący papierosami, które zostawiły ślad nieprzyjemnego dla nosa zapachu na jego palcach. Wszystko było idealne i chciał w tym trwać dopóki mężczyzna nie zmieni zdania, a zdobi to, na pewno uzna to zajście za pomyłkę, za błąd złego samopoczucia, ale nawet jeśli był jedynie pocieszeniem, to mu to wystarczało. Przynajmniej tak sobie wmawiał.
Całował powoli, kosztując go czule, ogrzewając dłonią jego kark, zaciskając palce na ramieniu, które zaraz zadrżały gdy przenosił je na jego szczękę w chwili oddechu. Zimne opuszki dotknęły jego skóry. Skąd ten strach? To przez niepewność, że ranny jelonek się zaraz spłoszy i zaatakuje lub co gorsza ucieknie? Dalej nie ufał, że to wszystko się dzieje, choć zrozumiałby odmowę. Nie chciał go do niczego zmuszać, nie chciał go wykorzystywać, choć sam zrobi dla niego wszystko i odda się mu w każdy sposób jaki przyjdzie Morpheusowi do głowy.
Palce spłynęły na jego kołnierzyk, na pierwszy guzik koszuli, który wprawnym ruchem dostał rozpięty i jeśli czarodziej pozwolił, zaraz drugi guzik spotkał taki sam los, podczas gdy usta kolejnym, nieco śmielszym pocałunkiem skupiały na sobie uwagę.