Z pewnymi dolegliwościami się nie dzielił z nikim, póki nie miał styczności z czymś, co było dla niego problematyczną sprawą jak obecnie alergia. Póki unikał kotów i te nie próbowały go maltretować swoim jestestwem, było dobrze. Nic dziwnego, że Camille o tym nie wiedziała. Szkołę Magii i Czarodziejstwa, kończyli w innych placówkach. Poznali się dopiero tutaj na szkoleniach w Akademii Munga.
- Prawdopodobnie tak. Ale pod koniec roku było trudniej. Zanim poszedłem do Akademii, zrobiłem potrzebne badania i wtedy stwierdzono.Przyznał szczerze. W Hogwarcie nie objawiało się jakimś problematycznym zjawiskiem. Kichanie nie było zbyt częste jak i łzawienie oczu. W zależności, co się działo. Początkowo zwalał na kurz, jakieś pyłki w powietrzu, że to normalne zjawisko. Ale z biegiem lat, zauważał że coś jest jednak nie tak. Wtedy zrobił sobie dokładniejsze badania, które stwierdziły u niego alergię na sierść kotów. W tym przypadku na szczęście skończyło się na samym kichaniu. Nic więcej, gdyż minęli już ten zaułek a stworzenia były daleko za nimi.
Do celu dotarli bez problemu. Camille otworzyła drzwi i weszła do środka, pomijając całą etykietę uprzejmości dżentelmeńskiej, jaką powinien się wykazać facet w postaci Laurence'a, aby otworzyć damie drzwi i wpuścić ją pierwszą. On sam pominął te czynności, jeżeli ona sobie tego nie życzyła. Ale pierwsza weszła.
Pomieszczenie samo w sobie wydawało się być w porządku. Dobrze urządzone, zadbane, czyste, choć nie przewidywało tłumów. Może nie w tych godzinach? Zdawałoby się, że wieczorami wiele par chciałoby spędzać ze sobą czas w takich miejscach.
Laurence spojrzał na pracownika, który ma ich ugościć. Widać było po nim zmęczenie. Dostali pytanie o rezerwację stolika, choć Camille dała mu inną propozycję.
Odpowiedział z lekkim uśmiechem koleżance, po czym skierował wzrok na pracownika.
- Stolik dla dwojga proszę.
Doskonale wiedział, że lepiej dla niego byłoby wziąć zamówienie do domu i zjeść posiłek samotnie u siebie, w nowo zakupionym domu. Gdyby miał wrócić do posiadłości rodzinnej, najpewniej jedzenie dostałby od razu, przygotowane przez skrzaty.
Mężczyzna zaprowadził ich do jednego z wolnych stolików dwuosobowych, gdzie kolorystyka obrusa była biała. Zastawa stołowa przygotowana. Podarował im karty menu, a oni mogli w spokoju rozpłaszczyć się i zając miejsca. Laurence tak uczynił. Zdjął torbę i na razie postawił na podłodze przy swoim miejscu siedzenia. Zdjął płaszcz i powiesił na swoim oparciu krzesła. Mógłby pomóc Camille, ale znając jej postawę i pamiętając jak dzisiaj wykazywała się odwagą, odpuścił.
- Nie masz mi chyba za złe, że zjemy tutaj?Zapytał koleżankę, kiedy zajął wolne swoje miejsce. Może trochę późno i powinien zapytać pierw czy zgodziłaby się zjeść tutaj? Sama w końcu stwierdziła podczas ich spaceru, że nie mieli czasu na wspólne spędzenie czasu. Czemu więc nie skorzystać z tej możliwości, teraz?