01.02.2024, 12:14 ✶
Dobrze, że u Laurenca skończyło się to tak, a nie inaczej. Camille widziała na własne oczy przypadki naprawdę ostrych reakcji alergicznych różnego rodzaju. Od tych niegroźnych, skórnych, po naprawdę poważne, które powodowały ropiejące zmiany na twarzy, po te zagrażające życiu, jak pokarmowe. Próba udrożnienia dróg oddechowych podczas gdy język puchł na jej oczach, nie należała do najprzyjemniejszych.
Gdy Laurence przyznał, że mogą zjeść tutaj, blondynka skinęła głową. Niech i tak będzie. Skierowała się za chłopakiem do stolika, powoli rozpinając guziki płaszcza. Najpierw jednak zdjęła torebkę, którą powiesiła na oparciu krzesła, by spód nie pobrudził się od podłogi. Ponoć mugole mieli swój przesąd, który mówił o tym, że gdy kobieta kładzie torebkę na ziemi, to "pieniądze uciekają z portfela". I chociaż Delacour nie wierzyła w te brednie, tak dość mocno przemawiał do niej fakt, że różni ludzie chodzili w różne miejsca i potrafili przynieść dużo brudu na podeszwach butów. To było coś, czego wolała unikać, zarówno na ubraniach jak i dodatkach. Camille ściągnęła płaszcz, wyłapując wzrokiem wieszak niedaleko. Tam się skierowała i go odwiesiła, wiedząc że nie był na tyle cenny, by ktoś miał go jej ukraść. Miała mocno ograniczone zaufanie do ludzi, szczególnie w miejscach takich jak to. Nie była to co prawda speluna, ale każdy mógł pozwolić sobie od czasu do czasu na posiłek tutaj, więc kto wie - może i połasiłby się na drogi płaszcz? Albo wziął go przez pomyłkę, bo wypił za dużo wina. Czasem chciałaby wiedzieć, jak to jest: wypić za dużo.
- Nie, absolutnie - odpowiedziała, rozciągając usta w uśmiechu. Sięgnęła po kartę, chociaż podejrzewała już, co zamówi. Chciała się jednak upewnić, że nadal serwowali jej ulubiony makaron z kremowym sosem i łososiem, który ostatnio wprowadził jej podniebienie niemal w ekstazę. Mieli go, więc szybko zerknęła na kartę win. Tam zauważyła zmiany, więc nieco zmarszczyła brwi, wodząc wzrokiem po ładnych literach. - Podejrzewam, że jutro rano tego pożałujemy, chociaż ja mam większe pole manewru, jeśli chodzi o ukrywanie sińców pod oczami.
Mrugnęła do Laurenca z rozbawieniem na samą myśl o tym, jakie to było niesprawiedliwe, że panowało przeświadczenie, że mężczyznom nie wypada ukrywać takich mankamentów urody czy oznak źle przespanej nocy. Ona doszła w tym niemal do perfekcji, z zegarkiem w ręku spożywając eliksir nasenny tak, by zapewnić sobie te 7 godzin snu. Jeżeli miała spać mniej, zawsze miała małych pomocników w postaci zimnych okładów czy makijażu, z którego co prawda korzystała rzadko, bo nie po to dbała o cerę, by ją przykrywać, ale jednak zdarzało jej się malować. Camille jednak stawiała na naturalność, bo chociaż czarne rzęsy mogły nie być naturalne, podobnie jak te urocze, ledwo zarysowane rumieńce na policzkach, to efekt był zbliżony do naturalnego.
- Chociaż zaskoczyłeś mnie. Podejrzewałam, że będziesz chciał wrócić jak najszybciej do domu, zjeść coś i pójść... Spać - wymownie przeniosła wzrok na podłogę, na której spoczywała teczka Lestrange'a. Spać, akurat.
Gdy Laurence przyznał, że mogą zjeść tutaj, blondynka skinęła głową. Niech i tak będzie. Skierowała się za chłopakiem do stolika, powoli rozpinając guziki płaszcza. Najpierw jednak zdjęła torebkę, którą powiesiła na oparciu krzesła, by spód nie pobrudził się od podłogi. Ponoć mugole mieli swój przesąd, który mówił o tym, że gdy kobieta kładzie torebkę na ziemi, to "pieniądze uciekają z portfela". I chociaż Delacour nie wierzyła w te brednie, tak dość mocno przemawiał do niej fakt, że różni ludzie chodzili w różne miejsca i potrafili przynieść dużo brudu na podeszwach butów. To było coś, czego wolała unikać, zarówno na ubraniach jak i dodatkach. Camille ściągnęła płaszcz, wyłapując wzrokiem wieszak niedaleko. Tam się skierowała i go odwiesiła, wiedząc że nie był na tyle cenny, by ktoś miał go jej ukraść. Miała mocno ograniczone zaufanie do ludzi, szczególnie w miejscach takich jak to. Nie była to co prawda speluna, ale każdy mógł pozwolić sobie od czasu do czasu na posiłek tutaj, więc kto wie - może i połasiłby się na drogi płaszcz? Albo wziął go przez pomyłkę, bo wypił za dużo wina. Czasem chciałaby wiedzieć, jak to jest: wypić za dużo.
- Nie, absolutnie - odpowiedziała, rozciągając usta w uśmiechu. Sięgnęła po kartę, chociaż podejrzewała już, co zamówi. Chciała się jednak upewnić, że nadal serwowali jej ulubiony makaron z kremowym sosem i łososiem, który ostatnio wprowadził jej podniebienie niemal w ekstazę. Mieli go, więc szybko zerknęła na kartę win. Tam zauważyła zmiany, więc nieco zmarszczyła brwi, wodząc wzrokiem po ładnych literach. - Podejrzewam, że jutro rano tego pożałujemy, chociaż ja mam większe pole manewru, jeśli chodzi o ukrywanie sińców pod oczami.
Mrugnęła do Laurenca z rozbawieniem na samą myśl o tym, jakie to było niesprawiedliwe, że panowało przeświadczenie, że mężczyznom nie wypada ukrywać takich mankamentów urody czy oznak źle przespanej nocy. Ona doszła w tym niemal do perfekcji, z zegarkiem w ręku spożywając eliksir nasenny tak, by zapewnić sobie te 7 godzin snu. Jeżeli miała spać mniej, zawsze miała małych pomocników w postaci zimnych okładów czy makijażu, z którego co prawda korzystała rzadko, bo nie po to dbała o cerę, by ją przykrywać, ale jednak zdarzało jej się malować. Camille jednak stawiała na naturalność, bo chociaż czarne rzęsy mogły nie być naturalne, podobnie jak te urocze, ledwo zarysowane rumieńce na policzkach, to efekt był zbliżony do naturalnego.
- Chociaż zaskoczyłeś mnie. Podejrzewałam, że będziesz chciał wrócić jak najszybciej do domu, zjeść coś i pójść... Spać - wymownie przeniosła wzrok na podłogę, na której spoczywała teczka Lestrange'a. Spać, akurat.