01.02.2024, 13:39 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.02.2024, 13:51 przez Neil Enfer.)
Nie powinien płakać, to nie on doznał niedawno cierpienia utraty bliskiej sercu osoby. To nie on był obarczony niesamowitą odpowiedzialnością, która za nic nie chciała zniknąć i zostawić w spokoju nawet gdy opuszcza się pracę i kryje w domowym zaciszu. Morpheus był tym, który miał prawo do ronienia łez, do szukania ukojenia w przytuleniu i dotyku, do dopraszania się o niego.
Nie spodziewał się przerwania pocałunku i brutalnego przywrócenia do rzeczywistości gdy zimno dotknęło jego policzka, a ciemne oczy próbowały wejrzeć w duszę. Od razu uciekł zamglonym spojrzeniem w bok, jednak łzy ciekły dalej kiedy mężczyzna go przytrzymał, by patrzył tylko na niego.
Jak miał mu powiedzieć, że to przez niego te łzy? Że czarodziej daje mu właśnie najlepsze chwila życia, jednocześnie wbijając nóż w serce? Roztrzęsiony otworzył usta, chcąc coś powiedzieć, ale nie powiedział ani słowa, opuścił jedynie oczy na jego usta, zachowując tajemnice nieszczęścia dla siebie. Nie wymusi nic na nim, nie chciał tego, stawiając go pod ścianą przed wyborem jakiego musi dokonać tu i teraz. Wiedział, że nie będzie mu dane cieszyć się z nim życiem do końca ich istnienia. Morpheus musi znaleźć żonę, mieć dzieci, będzie cieszył się z nimi słonecznymi dniami, a gdy przyjdzie deszcz będą razem obserwować wyścig kropel na szybie. Jego nie było w tym pięknym obrazie. Nie powinien być o to zły, zależało mu na czarodzieju, na jego szczęściu i sukcesie. Nie chciał go pociągnąć ze sobą na do, blisko którego i tak jest przez swoją krew.
Zacisnął dłonie na jego koszuli, mocno, aż skóra pobielała, a na materiale utrwalą się pozaginane mozaiki.
-Po prostu nie przerywaj.-wyszeptał cicho, drżąc cały w jego ramionach, z głową opuszczoną, jak skazaniec czekający na wykonanie wyroku.
Nie spodziewał się przerwania pocałunku i brutalnego przywrócenia do rzeczywistości gdy zimno dotknęło jego policzka, a ciemne oczy próbowały wejrzeć w duszę. Od razu uciekł zamglonym spojrzeniem w bok, jednak łzy ciekły dalej kiedy mężczyzna go przytrzymał, by patrzył tylko na niego.
Jak miał mu powiedzieć, że to przez niego te łzy? Że czarodziej daje mu właśnie najlepsze chwila życia, jednocześnie wbijając nóż w serce? Roztrzęsiony otworzył usta, chcąc coś powiedzieć, ale nie powiedział ani słowa, opuścił jedynie oczy na jego usta, zachowując tajemnice nieszczęścia dla siebie. Nie wymusi nic na nim, nie chciał tego, stawiając go pod ścianą przed wyborem jakiego musi dokonać tu i teraz. Wiedział, że nie będzie mu dane cieszyć się z nim życiem do końca ich istnienia. Morpheus musi znaleźć żonę, mieć dzieci, będzie cieszył się z nimi słonecznymi dniami, a gdy przyjdzie deszcz będą razem obserwować wyścig kropel na szybie. Jego nie było w tym pięknym obrazie. Nie powinien być o to zły, zależało mu na czarodzieju, na jego szczęściu i sukcesie. Nie chciał go pociągnąć ze sobą na do, blisko którego i tak jest przez swoją krew.
Zacisnął dłonie na jego koszuli, mocno, aż skóra pobielała, a na materiale utrwalą się pozaginane mozaiki.
-Po prostu nie przerywaj.-wyszeptał cicho, drżąc cały w jego ramionach, z głową opuszczoną, jak skazaniec czekający na wykonanie wyroku.