01.02.2024, 19:54 ✶
Zawsze planowała do przodu. Obojętnie, czy chodziło o zakonną misję - nawet wtedy, gdy za nią nie odpowiadała, o sprawę w BUM, naszykowanie gali charytatywnej, zaplanowanie urodzin brata czy tylko ogniska, w jej głowie natychmiast tworzyły się listy rzeczy do zrobienia. Był to swego rodzaju paradoks Brenny, która potrafiła w pewnych sprawach być najbardziej zorganizowaną jednostką pod słońcem, by w kolejnych działać absolutnie chaotycznie.
- W takim razie, oczywiście, wcale cię tu nie widziałam - zapewniła, znów zerkając na wuja. Nigdy nie zazdrościła mu talentu spoglądania w przyszłość, ale możliwość sięgania po zmieniacz czasu Slughornów była czymś, co uważała za coś wspaniałego: zwłaszcza w ostatnich miesiącach, gdy czuła, że czas wprost przecieka jej przez palce.
To jednak nie było tak, że ta szansa nie niosła ze sobą pewnych efektów ubocznych.
– Obiecuję solennie cię nie męczyć – przyrzekła, bo Morpheus zasługiwał na wypoczynek. Nieco mocniej zacisnęła palce na kartkach, w pełni świadoma, ile są warte, choć zdawały się zaledwie karteluszkami papieru. – W takim wypadku albo wynurza się i zanurza, albo, co zdaje mi się bardziej prawdopodobne, obłożona jest zaklęciami, które ją chronią i co jakiś czas ustępują. Do słońca i księżyca… pasowałby i maj, kiedy w Dolinie Godryka granica z limbo szalała i oba pojawiały się na niebie, a niedawno było zaćmienie. Jeżeli tak, to może już znów znikła: byłoby nawet lepiej, gdyby się tak stało.
Ostatnie słowa wypowiedziała z lekkim westchnieniem. Może ktoś inny pomyślałby, że dobrze mieć tę broń: broń, która była wypełniona ciemnością, o której szeptano w przepowiedni i która być może dałaby się obrócić przeciwko Voldemortowi. Może i Brenna pomyślałaby tak w maju, pchana wściekłością, goryczą i nienawiścią. Ale choć te wciąż płonęły gdzieś w głębi jej ducha, teraz spalał je zimny ogień, i rozsądek nie ginął w jego płomieniach. Ciemność przywodziła na myśl czarną magię, i Brenna, choć nie wykluczała z góry przydatności takiego narzędzia, przeczuwała, że powinno raczej pozostać ukryte.
Jeżeli nie na tej wyspie, to przez Zakon Feniksa.
– Podziemna groza. Cóż, ciekawe czy znajdą się jacyś chętni na wycieczkę do podziemi – dodała, a uśmiech znów zabłąkał się na jej wargach. Oczywiście, że sama była gotowa do nich zejść: nie byłaby sobą, gdyby nie przyszło jej to do głowy. Nie zakładała jednak z góry, że będzie najlepszą osobą do tego zadania, bo na razie wiedzieli o wiele zbyt mało, a położenie samej wyspy pozostawało tajemnicą.
Temat Alistaira zanotowała sobie w pamięci, choć nie wiedziała jeszcze, jak rozwiązać ten problem.
– Mam nadzieję, że do nich nie dotrą. Rozpytywał w jakimś barze, ale sama nie byłam przecież pewna, czy to ma znaczenie. Jeżeli przepowiednia nie zwróci uwagi nikogo w Departamencie Tajemnic, powinno udać się to… zakopać.
- W takim razie, oczywiście, wcale cię tu nie widziałam - zapewniła, znów zerkając na wuja. Nigdy nie zazdrościła mu talentu spoglądania w przyszłość, ale możliwość sięgania po zmieniacz czasu Slughornów była czymś, co uważała za coś wspaniałego: zwłaszcza w ostatnich miesiącach, gdy czuła, że czas wprost przecieka jej przez palce.
To jednak nie było tak, że ta szansa nie niosła ze sobą pewnych efektów ubocznych.
– Obiecuję solennie cię nie męczyć – przyrzekła, bo Morpheus zasługiwał na wypoczynek. Nieco mocniej zacisnęła palce na kartkach, w pełni świadoma, ile są warte, choć zdawały się zaledwie karteluszkami papieru. – W takim wypadku albo wynurza się i zanurza, albo, co zdaje mi się bardziej prawdopodobne, obłożona jest zaklęciami, które ją chronią i co jakiś czas ustępują. Do słońca i księżyca… pasowałby i maj, kiedy w Dolinie Godryka granica z limbo szalała i oba pojawiały się na niebie, a niedawno było zaćmienie. Jeżeli tak, to może już znów znikła: byłoby nawet lepiej, gdyby się tak stało.
Ostatnie słowa wypowiedziała z lekkim westchnieniem. Może ktoś inny pomyślałby, że dobrze mieć tę broń: broń, która była wypełniona ciemnością, o której szeptano w przepowiedni i która być może dałaby się obrócić przeciwko Voldemortowi. Może i Brenna pomyślałaby tak w maju, pchana wściekłością, goryczą i nienawiścią. Ale choć te wciąż płonęły gdzieś w głębi jej ducha, teraz spalał je zimny ogień, i rozsądek nie ginął w jego płomieniach. Ciemność przywodziła na myśl czarną magię, i Brenna, choć nie wykluczała z góry przydatności takiego narzędzia, przeczuwała, że powinno raczej pozostać ukryte.
Jeżeli nie na tej wyspie, to przez Zakon Feniksa.
– Podziemna groza. Cóż, ciekawe czy znajdą się jacyś chętni na wycieczkę do podziemi – dodała, a uśmiech znów zabłąkał się na jej wargach. Oczywiście, że sama była gotowa do nich zejść: nie byłaby sobą, gdyby nie przyszło jej to do głowy. Nie zakładała jednak z góry, że będzie najlepszą osobą do tego zadania, bo na razie wiedzieli o wiele zbyt mało, a położenie samej wyspy pozostawało tajemnicą.
Temat Alistaira zanotowała sobie w pamięci, choć nie wiedziała jeszcze, jak rozwiązać ten problem.
– Mam nadzieję, że do nich nie dotrą. Rozpytywał w jakimś barze, ale sama nie byłam przecież pewna, czy to ma znaczenie. Jeżeli przepowiednia nie zwróci uwagi nikogo w Departamencie Tajemnic, powinno udać się to… zakopać.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.