01.02.2024, 21:44 ✶
Zrobił coś nie tak, widział to, nie tylko teraz, ale i wcześniej. Wszystko co tego wieczora zrobił było niepoprawne, ściągał go ze sobą na dno i mógł jedynie patrzeć, jak ich rozmowa zrozumienia i czułości odchodzą do przeszłości, choć bardzo chciał, żeby zostały.
Słuchał go i nie miał mu tych słów za złe, bo mówił prawdę, w końcu kim wilkołak był? Ledwo ukończył akademię, nie mógł znaleźć swojego miejsca, praca jaką miał była niestabilna i nie wyróżniała się ambicją, nie wymagała zjawiskowych umiejętności czy cech charakteru. Był nikim w porównaniu z Morpheusem, który codziennie walczył, nie jedna osoba zawdzięczała mu życie. Próbował racjonalizować jego decyzję, a spragniony odpowiedzi umysł zawsze je znajdzie i wmówi sobie, że są logiczne i oczywiste.
Morpheus go zabijał z każdym kolejnym słowem. Naprawdę wodził go tylko za nos? Znał znaczenie gestów jakich jak objęcie, chwycenie za dłoń, pocałunek, a jednak używał ich jakby w ogóle o tym nie myślał. Młody umysł wiedział jednak, że powinien był to przewidzieć, w końcu tyle razy mu to powtarzano, tacy jak oni są nieprzewidywalni i nieuchwytni, jedyne co robią, to grzeszą i łamią serca, dla takich jak oni nie ma szczęśliwego zakończenia, tylko życie z przymusowo wybraną żoną lub śmierć w samotności. Co dawało mu prawo myśleć, że z Morpheusem ma szansę na coś więcej? Nie miał prawa zaburzać jego życia, wciągać w wir niekorzystnych dla jego wizerunku sytuacji.
-Za każdym szczęściem podąża smutek i rozczarowanie.-wszystko co dobre kiedyś się kończy. Proste, a jak często zaskakuje. Nawet teraz nie miał w głosie tylko tonu stwierdzenia faktu, a ukrywany ból spowodowany odepchnięciem po odsłonięciu najwrażliwszej części duszy.-Ale masz rację... Kim jestem, żeby choćby móc obok ciebie stać.-uśmiechnął się do niego promieniście ze zbierającym się w kącikach oczu łzami.-Zaparzę nam nowej herbaty, stara już wystygła.-zdecydował, obracając się szybko, chcąc ukryć nowe mokre smugi na policzkach.-I nie siedź tak na oknie, bo cię przewieje.-dodał jeszcze, znikając za drzwiami pokoju, gdzie w kuchni obok gotującej się na nowo wody, mógł w spokoju oprzeć się o blat i zakrywając usta aby ukryć szloch, oddać się rozpaczy. Nie był zły na Morpheusa za jego kłamstwo, za jego brutalność, był zły na siebie, za swoją głupotę młodości i wiarę w idee mające sens jedynie w książkach i wyobraźni.
Słuchał go i nie miał mu tych słów za złe, bo mówił prawdę, w końcu kim wilkołak był? Ledwo ukończył akademię, nie mógł znaleźć swojego miejsca, praca jaką miał była niestabilna i nie wyróżniała się ambicją, nie wymagała zjawiskowych umiejętności czy cech charakteru. Był nikim w porównaniu z Morpheusem, który codziennie walczył, nie jedna osoba zawdzięczała mu życie. Próbował racjonalizować jego decyzję, a spragniony odpowiedzi umysł zawsze je znajdzie i wmówi sobie, że są logiczne i oczywiste.
Morpheus go zabijał z każdym kolejnym słowem. Naprawdę wodził go tylko za nos? Znał znaczenie gestów jakich jak objęcie, chwycenie za dłoń, pocałunek, a jednak używał ich jakby w ogóle o tym nie myślał. Młody umysł wiedział jednak, że powinien był to przewidzieć, w końcu tyle razy mu to powtarzano, tacy jak oni są nieprzewidywalni i nieuchwytni, jedyne co robią, to grzeszą i łamią serca, dla takich jak oni nie ma szczęśliwego zakończenia, tylko życie z przymusowo wybraną żoną lub śmierć w samotności. Co dawało mu prawo myśleć, że z Morpheusem ma szansę na coś więcej? Nie miał prawa zaburzać jego życia, wciągać w wir niekorzystnych dla jego wizerunku sytuacji.
-Za każdym szczęściem podąża smutek i rozczarowanie.-wszystko co dobre kiedyś się kończy. Proste, a jak często zaskakuje. Nawet teraz nie miał w głosie tylko tonu stwierdzenia faktu, a ukrywany ból spowodowany odepchnięciem po odsłonięciu najwrażliwszej części duszy.-Ale masz rację... Kim jestem, żeby choćby móc obok ciebie stać.-uśmiechnął się do niego promieniście ze zbierającym się w kącikach oczu łzami.-Zaparzę nam nowej herbaty, stara już wystygła.-zdecydował, obracając się szybko, chcąc ukryć nowe mokre smugi na policzkach.-I nie siedź tak na oknie, bo cię przewieje.-dodał jeszcze, znikając za drzwiami pokoju, gdzie w kuchni obok gotującej się na nowo wody, mógł w spokoju oprzeć się o blat i zakrywając usta aby ukryć szloch, oddać się rozpaczy. Nie był zły na Morpheusa za jego kłamstwo, za jego brutalność, był zły na siebie, za swoją głupotę młodości i wiarę w idee mające sens jedynie w książkach i wyobraźni.