02.02.2024, 14:34 ✶
Camille roześmiała się, jednak był to śmiech cichy, ten z tych, które nigdy nie miały zamiaru przeszkadzać innym swoją głośnością. Był jednak szczery - w innym wypadku niebieskie oczy Delacour nie błyszczałyby wesoło.
- Chętnie bym zobaczyła miny twoich sióstr, gdybyś o niego poprosił. Bo poprosiłbyś, zamiast brać bez pytania, prawda? - doskonale zdawała sobie sprawę z tego, jak funkcjonowało rodzeństwo. Sama miała siostrę i brata, pamiętała dobrze jak matka rugała całą trójkę za kłótnie i - o zgrozo - bójki. Brat szybko stracił zainteresowanie, lecz jej siostra… Młodsza, ładniejsza i bardziej bezczelna nigdy nie pytała o zgodę, czy może coś pożyczyć. Zawsze brała, najczęściej po kryjomu. I co prawda nie podejrzewała, żeby Laurence nawet za dzieciaka był nieznośny, tak z jakiegoś powodu droczenie się z nim sprawiało jej przyjemność. - Powinieneś mieć nad sobą kogoś, kto by wyrzucał cię ze szpitala o konkretnej godzinie.
Zauważyła, odkładając kartę. Na chwilę odwróciła wzrok od Lestrange’a, by złapać w pułapkę spojrzeń kelnera. Uśmiechem zachęciła go, by podszedł po zamówienie.
- Czy są państwo gotowi, żeby złożyć zamówienie?
- Tak. Poprosiłabym sauvignon blanc z Bordeaux, od Leroux. Do tego makaron z łososiem w kremowym sosie - Chłopak kiwnął głową i przeniósł wzrok na Laurenca. Wyglądał jakby był martwy w środku. Uroki pracy w gastronomii. Gdy Lestrange również złożył zamówienie, Camille poczekała aż zostaną sami. Nie nawykła kontynuować rozmowy, gdy uszy osób trzecich podsłuchiwały.
- Wnioskuję po tym, że siostra poprosiła a ty się zgodziłeś, że wasze stosunki są bardziej niż poprawne? - zagadnęła. Sama unikała rodzeństwa, jak tylko się dało. Prowadzili tak różny tryb życia, nie mówiąc o mieszkaniu w innych krajach, że naturalną rzeczą było oddalenie się od siebie. Ciekawa była, jak to funkcjonuje u niego.
- Chętnie bym zobaczyła miny twoich sióstr, gdybyś o niego poprosił. Bo poprosiłbyś, zamiast brać bez pytania, prawda? - doskonale zdawała sobie sprawę z tego, jak funkcjonowało rodzeństwo. Sama miała siostrę i brata, pamiętała dobrze jak matka rugała całą trójkę za kłótnie i - o zgrozo - bójki. Brat szybko stracił zainteresowanie, lecz jej siostra… Młodsza, ładniejsza i bardziej bezczelna nigdy nie pytała o zgodę, czy może coś pożyczyć. Zawsze brała, najczęściej po kryjomu. I co prawda nie podejrzewała, żeby Laurence nawet za dzieciaka był nieznośny, tak z jakiegoś powodu droczenie się z nim sprawiało jej przyjemność. - Powinieneś mieć nad sobą kogoś, kto by wyrzucał cię ze szpitala o konkretnej godzinie.
Zauważyła, odkładając kartę. Na chwilę odwróciła wzrok od Lestrange’a, by złapać w pułapkę spojrzeń kelnera. Uśmiechem zachęciła go, by podszedł po zamówienie.
- Czy są państwo gotowi, żeby złożyć zamówienie?
- Tak. Poprosiłabym sauvignon blanc z Bordeaux, od Leroux. Do tego makaron z łososiem w kremowym sosie - Chłopak kiwnął głową i przeniósł wzrok na Laurenca. Wyglądał jakby był martwy w środku. Uroki pracy w gastronomii. Gdy Lestrange również złożył zamówienie, Camille poczekała aż zostaną sami. Nie nawykła kontynuować rozmowy, gdy uszy osób trzecich podsłuchiwały.
- Wnioskuję po tym, że siostra poprosiła a ty się zgodziłeś, że wasze stosunki są bardziej niż poprawne? - zagadnęła. Sama unikała rodzeństwa, jak tylko się dało. Prowadzili tak różny tryb życia, nie mówiąc o mieszkaniu w innych krajach, że naturalną rzeczą było oddalenie się od siebie. Ciekawa była, jak to funkcjonuje u niego.