Strach, właśnie tego nie chciał Vincent. Zawsze żył chwilą, podróżował, podejmował szybko decyzje, dbał o każdy milimetr swojego życia, aby nie czuć paraliżującego strachu. Tak; bał się o swoją rodzinę, o to, że nie uda mu się na czas uratować jakiegoś magicznego stworzenia, tak; czasami obawiał się śmierci, ale nie chciał bać się imienia, człowieka, który uważał siebie za Pana ich wszystkich. Nie chciał klękać, drżeć ze strachu przed czymś tak paskudnym jak Voldemort.
Zakon Feniksa. Nie wiedział czemu, ale rozbawiła go ta nazwa, przez jego twarz przebiegło bardziej nerwowe rozbawienie. Reagował tak, gdy nie wiedział jak zareagować. Nazwa bawiła go ze względu na to, że byłby chyba ostatnią osobą, która dołączyłaby do Zakonu. Było to jednak chwytliwe i cholernie Gryfońskie. Ironia, nie? Wąż będzie współpracował z Feniksem.
– Przez ciebie? Jesteś szefową, Paskudo? – zażartował, chciał wyrzucić z siebie te dziwne nerwy, gdy dotarło do niego, że właśnie w pakował się w bronienie świata i przynależenie do Ruchu Oporu. Było to takie szlachetne? Dziwnie memłało mu się to słowo w głowie, ale nie pokazywał tego po sobie. Uśmiechał się lekko i cynicznie, w swój naturalny sposób.
– Jeśli chodzi o informacje, mogę ich trochę zdobyć na Nokturnie. Tam kręci się wiele dziwnych ludzi, którzy mogą mieć z tym coś wspólnego. – Oparł się o barierkę obok niej i spojrzał w dal.
Wiedział, że Brenna chwilę temu mówiła o tym, że Ministerstwo ma związane ręce. On miał sporo znajomości na Nokturnie, ale z drugiej strony odrobinę bał się, że po wszystkim może skończyć w jakimś pierdlu? Jego rodzina też miała nielegalne biznesy, które musiał chronić. Nie były one tak podłe jak tworzył je Voldemort, ale nadal były niezgodne z prawem. Wiedział, że Brenna go nie zdradzi, ale cała ich przyjaźń właśnie polegała na niedopowiedzeniach w kwestiach łamania regulaminów. Wiedziała, że nigdy nie zdradzi tego jak szlaja się na spacery do środka lasu, aby przypadkiem być w odpowiednim miejscu. Tu jednak będzie czysta wojna, strategie i chwyty niedozwolone. Miał nadzieję, że jego chwyty nie zostaną po wszystkim ukarane.
– Co dokładnie będę miał dla was robić? Mam sporo zdolności, ale Brenna Brygadzistka nie może o nich wiedzieć – spojrzał na nią i puścił do niej oko.