02.02.2024, 20:51 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.02.2024, 20:52 przez Brenna Longbottom.)
Zakon Feniksa – było w tej nazwie trochę patosu. Ale Brenna nigdy nie próbowała jej negować, bo czasem ludzie tego właśnie potrzebowali, a feniksy przecież powstawały z popiołów. Za to coś przekręciło się jej w żołądku, kiedy Vincent zadał najpierw pytanie o to, czy jest szefową, a potem dorzucił jeszcze o tym, że Brenna Brygadzistka nie powinna o pewnych rzeczach wiedzieć…
Wciągnęła powietrze głęboko w płuca, a później wypuściła je, bardzo powoli.
– Brenna z Zakonu Feniksa ma w zwyczaju kłamać, kraść, oszukiwać i łamać regularnie prawo – powiedziała w końcu cicho. Nie przychodziło jej łatwo przyznanie się do tego: wiedziała, że dawna, nastoletnia Brenna by się tego wstydziła. Ale sprawiedliwość nie zawsze miała wiele wspólnego z prawem, i Brenna Longbottom już dawno doszła do wniosku, że to ta pierwsza jest dla niej ważniejsza – a wojna z Voldemortem przyodziała ją w odcienie szarości. Były rzeczy, których nie zrobiłaby, nie zrozumiała i nie wybaczyła, ale na ołtarzu wyższego dobra położyła wiele swoich zasad. Jak miała postępować zgodnie z procedurami, skoro wiedziała, że wtedy ktoś zginie? – Fałszowałam dokumenty, mataczyłam w śledztwach, włamywałam się, ukrywałam informacje przed Ministerstwem i pewnie będę musiała zrobić jeszcze wiele gorszych rzeczy. Nie jestem dobrą dziewczynką, Vinc.
Dotyczyło to większości Zakonu. Nawet jeśli niektórych z nich chciała przed tym chronić, wszyscy chcieli – dlatego tak długo Danielle i Morpheus pozostawali poza strukturami zakonnymi… - nie zawsze było to możliwe. Och, na pewno miała na sumieniu mniej niż Vincent i pewnych rzeczy po prostu nie chciała wiedzieć, ale w imię Zakonu była gotowa przymknąć oka na naprawdę bardzo wiele.
Uniosła dłoń do włosów i szarpnęła ciemny kosmyk, w nieco nerwowym geście. A Brennę takie nerwy nawiedzały raczej rzadko. Jak w ogóle to wyjaśnić? Jesteś szefem? Nie, nie była szefem, ale…
– Szefem jest Dumbledore. Jego prawa ręka zajmuje się planowaniem. A ja… odpowiadam za ludzi i zasoby. Jeśli coś ma zostać załatwione, mam wybrać osoby i sposób, żeby to załatwić. Jeżeli więc Dumbledore będzie chciał coś wiedzieć z Nokturna, proszę cię o pomoc. Jeżeli ty przyjdziesz i mi udowodnisz, że w celu pokrzyżowania planu śmierciożerców potrzebujesz różowego słonia, to mam załatwić ci jebanego, różowego słonia.
Zmusiła się do uśmiechu, trochę wymuszonego.
– Także właśnie zgodziłeś się przyjmować ode mnie rozkazy. Jeśli zmieniłeś zdanie, mam kogoś, kto może trzasnąć ci szybkie oblivate – powiedziała, półżartem, półserio, bo jeśli nawiedziły go wątpliwości… to tak, mogła poprosić Caina o tę drobną przysługę.
Wciągnęła powietrze głęboko w płuca, a później wypuściła je, bardzo powoli.
– Brenna z Zakonu Feniksa ma w zwyczaju kłamać, kraść, oszukiwać i łamać regularnie prawo – powiedziała w końcu cicho. Nie przychodziło jej łatwo przyznanie się do tego: wiedziała, że dawna, nastoletnia Brenna by się tego wstydziła. Ale sprawiedliwość nie zawsze miała wiele wspólnego z prawem, i Brenna Longbottom już dawno doszła do wniosku, że to ta pierwsza jest dla niej ważniejsza – a wojna z Voldemortem przyodziała ją w odcienie szarości. Były rzeczy, których nie zrobiłaby, nie zrozumiała i nie wybaczyła, ale na ołtarzu wyższego dobra położyła wiele swoich zasad. Jak miała postępować zgodnie z procedurami, skoro wiedziała, że wtedy ktoś zginie? – Fałszowałam dokumenty, mataczyłam w śledztwach, włamywałam się, ukrywałam informacje przed Ministerstwem i pewnie będę musiała zrobić jeszcze wiele gorszych rzeczy. Nie jestem dobrą dziewczynką, Vinc.
Dotyczyło to większości Zakonu. Nawet jeśli niektórych z nich chciała przed tym chronić, wszyscy chcieli – dlatego tak długo Danielle i Morpheus pozostawali poza strukturami zakonnymi… - nie zawsze było to możliwe. Och, na pewno miała na sumieniu mniej niż Vincent i pewnych rzeczy po prostu nie chciała wiedzieć, ale w imię Zakonu była gotowa przymknąć oka na naprawdę bardzo wiele.
Uniosła dłoń do włosów i szarpnęła ciemny kosmyk, w nieco nerwowym geście. A Brennę takie nerwy nawiedzały raczej rzadko. Jak w ogóle to wyjaśnić? Jesteś szefem? Nie, nie była szefem, ale…
– Szefem jest Dumbledore. Jego prawa ręka zajmuje się planowaniem. A ja… odpowiadam za ludzi i zasoby. Jeśli coś ma zostać załatwione, mam wybrać osoby i sposób, żeby to załatwić. Jeżeli więc Dumbledore będzie chciał coś wiedzieć z Nokturna, proszę cię o pomoc. Jeżeli ty przyjdziesz i mi udowodnisz, że w celu pokrzyżowania planu śmierciożerców potrzebujesz różowego słonia, to mam załatwić ci jebanego, różowego słonia.
Zmusiła się do uśmiechu, trochę wymuszonego.
– Także właśnie zgodziłeś się przyjmować ode mnie rozkazy. Jeśli zmieniłeś zdanie, mam kogoś, kto może trzasnąć ci szybkie oblivate – powiedziała, półżartem, półserio, bo jeśli nawiedziły go wątpliwości… to tak, mogła poprosić Caina o tę drobną przysługę.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.