Młody Longbottom nie musiał się specjalnie kryć z tym, że wpadł w niemały zachwyt, gdy rozpoczął się występ Faye. Nie miał pojęcia, czy była to magia, czy też efekt jej nadzwyczaj zjawiskowego głosu, nad którymi miłośnicy jej talentu muzycznego rozpływali się w niezliczonych dyskusjach i artykułach prasowych, jednak jedno było pewne; cokolwiek robiła, działało. I to bardzo dobrze.
Erik zdołał nawet zapomnieć o tym, że jeszcze chwilę wcześniej chciał nie tylko pogrozić, ale też być może zrobić realną krzywdę swojej siostrze. O, spałaby na dworze, to byłaby całkiem niezła kara. Na początek. Swoiste preludium do kolejnych potworności, jakie dla niej przygotował. Na Merlina, jak ona cudownie śpiewa, pomyślał i akurat, gdy utwór zaczął dobiegać końca, coś wyrwało go z zamyślenia.
Zmarszczył oczy, jak gdyby ktoś go wyrwał ze snu. Rozejrzał się to w jedną, to w drugą stronę, jak gdyby nie do końca wiedział, co się stało. Miał jednak świadomość tego, że właśnie znalazł się w samym środku wielkiego chaosu. Nora została zamieniona w bobra. Albo innego dziobaka. Ciężko było określić z takiej odległości.
Zanim zdołał wyrwać się do przodu, w stronę Perseusa, jego drewnianej laski oraz zdziczałej świnki morskiej zmierzał już Alastor Moody oraz Brenna. Młody detektyw cofnął się o parę kroków, co by nabrać lepszej perspektywy i ruszył na około, aby dostać się do tego całego zbiegowiska. Gdyby próbował przepchnąć się tą samą drogą co siostra, to raczej nie byłby to najlepszy pomysł, gdyż w ślad za nią ruszył niemały tłumek.
Tak, róbcie jeszcze więcej zdjęć, pomyślał z przekąsem, truchtem pokonując metry, gdy uderzył w niego kolejny flesz aparatu Daisy. Eh, ta to miała dopiero wyczucie czasu. Koniec końców Erikowi udało się dostać na miejsce stosunkowo szybko, akurat, gdy ujrzeć na własne oczy atak transmutowanej Nory na drewnianą laskę Perseusa Blacka. Wprawdzie nie musiał tego robić, aby lepiej widzieć, ale stanął na palcach, aby lepiej ocenić sytuację, a wtedy ktoś na niego wpadł.
— Ugh — Skrzywił się, chociaż w gruncie rzeczy nawet go to nie zabolało. Opuścił wzrok i zamrugał zaskoczony, gdy skrzyżował spojrzenie z parą niebieskich tęczówek. Cofnął się pół kroku, zdając sobie sprawę, że wpadł prosto na Elliotta. Przywołał na twarz nieco zestresowany uśmiech. — Nic się nie stało, dużo tu się dzisiaj dzieje. Poza tym mówiłem, że Cię później znajdę i...
Urwał, gdyż w tej chwili poczyniono próbę odczarowania Nory. Odetchnął z ulgą, wypuszczając powoli powietrze z płuc i kręcąc głową z niedowierzaniem, Takich atrakcji, to się nie spodziewał tej nocy. A to miało być takie spokojne przyjęcie. Aukcja, mała potańcówka, może jakiś papieros na tarasie, parę przemów i tyle. Bogowie mieli najwyraźniej inne plany wobec nich, gdyż zsyłali jedną niespodziankę za drugą.
Parsknął niekontrolowanym śmiechem na dźwięk żartu Elliotta o drewnianym interesie, jednak próbował go zamaskować atakiem kaszlu. Cóż, na pewno nie była to sytuacja standardowa, toteż nie dziwił się, że reakcje na to widowisko również nie należały do najzwyklejszych. Zaraz, czy ktoś tam leży?, zaczął się zastanawiać Erik, gdy zobaczył, że partner Nory leży nieprzytomny na ziemi. Co tutaj się w ogóle działo?
Otworzył zaskoczony usta, gdy do Theseusa dopadła nie jedna, nie dwie, a aż trzy osoby. Geraldine, William oraz Giovanni. To dopiero było szybkie. W sumie nie powinien się dziwić. Na przyjęciu bawili się nie tylko przedstawiciele Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów, ale też całkiem spora liczba medyków ze szpitala św. Munga. Brakowało im tylko okolicznej drużyny strażackiej do tego zestawu. Na Merlina, oby tylko teraz nic nie stanęło w płomieniach. Nie powinien w ogóle tak myśleć.
— Wygląda, jakby była w lekkim szoku, ale chyba będzie żyć — stwierdził, taksując Norę uważnym wzrokiem. Huh, zupełnie, jakby był prawdziwym ekspertem. Z niemałym zaskoczeniem zauważył, że Elliott również ruszył do pomocy. Licytacja chyba naprawdę wyciągnęła na wierzch jego najlepsze instynkty. Najpierw obdarowanie schroniska i sierocińca tak hojną kwotą, teraz pomoc na własną rękę... Nie sposób było tego nie docenić.
Erik przeszedł te kilka kroków dzielących go od siostry.
— Zaraz zlecą się sępy, zasłoń ją jakoś, bo wyląduje na pierwszej stronie porannego wydania gazety — rzucił cicho, po czym wrócił na poprzednie miejsce, odwracając się jednak tyłem do zgromadzonych wokół Nory i Theseusa ludzi.
Że też ja mam takie dobre serce, pomyślał, przygotowując się na to, że będzie musiał się ponownie zmierzyć z gronem reporterów. Cóż, jeśli będzie musiał, to zasłoni Norę własnym ciałem i zajmie jej miejsce na okładce. Zmierzy się z tymi złaknionymi świeżej krwi dziennikarzami. Niech będzie, czego się nie robi dla swoich najbliższych. Ach, gdyby ktoś jeszcze zechciał mu teraz pomóc w tej bitwie...
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞