Życie potrafi przejść z romantyzmu w prozę jednym muśnięciem pióra. Atrament z czasem blaknie, świeca gaśnie, a słońce zachodzi, pogrążając wielobarwny gradient nieba bezdenną czernią. Sprawy niezwykłe stają się zwykłe. Relacje zanikają jak mgła o poranku. Ktoś z kim jeszcze niedawno obserwowałeś gwiazdy, nagle zmienia się w jedną z nich. Odległą, migotliwą i niedostępną. Z czasem zapominasz o niej lub zmuszasz się do zapomnienia. Cisza z drugiej strony staje się głucha, nieprzyjemna, uciążliwa, aż pragniesz wziąć nożyce i przeciąć jedwabną taśmę.
Nie przywykł do tego. Odrzucenie nigdy nie spędzało mu snu z powiek, a jednak słowa zamarły, jakby taśma z tej drugiej strony została przecięta. Trochę to było nie na miejscu, trochę bezczelne i gorzkie w smaku. Najbardziej kąsała go ta świadomość, że ostatni list wysłał, będąc lekko nietaktownym... desperacja dosięgnięcia czegoś, co prawdopodobnie już uleciało jak duch w nieznaną mu stronę. Gdzie zrobił błąd? Chciałby wiedzieć, bo niewiedza nie pozwoliła na domknięcie rozdziału i odłożenie książki. Bez tego urywała się gdzieś w środku... W środku? Na samym początku! Kilka cudownie zapisanych, wciągających stronic pachnących morzem, słońcem i letnim wiatrem. I nagle... pusto. Ktoś zapomniał dopisać reszty? Autor znudził się pisaniem? Nie ma już nic do przekazania? Czy ktoś mu zabrał wszystkie pióra i pochował je na strychu? Jaka była historia tej ciszy? Gdzieś w tych myślach pojawiał się spokój i głębokie westchnięcie. Bo może to i lepiej. Lepiej? Nie, wcale nie było lepiej. Chciał kropki na końcu zdania i wyrwania pozostałych pustych stron. Skoro szło to bez celu, skoro nie było już o czym pisać, chciał to mieć czarno na białym. Koniec. I tyle. I już. Stanowcza decyzja, bo to było w jego stylu. Nigdy przecież się nie rozckliwiał i choć duszę miał artysty, to umysł logiczny.
Nie znaczyło to wcale, że nie żałował.
Wrócił ze swojej małej wycieczki do Tuluzy, od rodziny we Francji, której tak dawno nie widział i jedne z wielu pytań, które mu huczało w głowie to zwykłe "dlaczego?" Głupstwo popełnił, że pozwolił sobie na słuchanie syreniego głosu i wielbienie miękkich ust, zamiast po prostu zanurzyć się na chwilę w cichych, nocnych szeptach i ocknąć się ze wspomnieniami bez znaczenia. Takie to było słodkie, a takie ciężkie do odstawienia. W cichej nadziei, że to tylko pomyłka, niedługo po swoim powrocie zjawił się pod drzwiami New Forest, ale i tam nie zastał tych morskich oczu, w których widział swoją połowę kolorowego świata. Pozostał tylko zawód, który z czasem stał się niesmaczny, aż miał ochotę go wypluć. Nie wrócił do Winchester, nie miał ochoty na delikatną ciszę, w której unosił się zapach ogrodów różanych, a słońce grzało już zdecydowanie za długo. Wrócił do swojego mieszkania, do tłocznego i hałaśliwego Londynu i... poczuł się zmęczony. Nie wiedział tylko, czy to przez długą nieobecność, czy przez te natrętne motyle, które tyle czasu nie dawały mu spokoju. Powinien chyba od razu wrócić do pracy, żeby odciągnąć od siebie myśli. Wyrzucić je jakoś i przekonać siebie samego, że nie było to warte zachodu. Nawet tego pięknego, w którym odnalazł swoje barwy.
Jednak gdy srebro natknęło się na błękit, nie było w głowie ani jednej myśli. Zaskoczył go. Nie było to ani przyjemne, ani nieprzyjemne zaskoczenie. Głuche, jakby uderzył głową w taflę jeziora. Co robiła tu gwiazda, która nagle wydawała się ignorować wysyłane przez niego listy? Kayden znieruchomiał w drzwiach, po czym powoli oparł się o framugę jedną ręką, drugą wciąż trzymając mosiężną, zdobioną klamkę. Mięśnie jego szczęki lekko się napięły i rozluźniły, a powieki przymrużyły delikatnie, gubiąc gdzieś zaskoczenie. - Witaj Laurencie. - Głos miał spokojny, ale żołądek zawiązany w supeł. Nie była to dobra chwila, nie teraz. Nie wiedział, czego ma się spodziewać. Jednak nie wahał się wcale przed patrzeniem mu uparcie w oczy, jakby mu rzucał wyzwanie. No, dalej... powiedz, że ci się znudziło. - Wróciłem niedawno... Nie zastałem cię w New Forest. - Odsunął się nieco, odchylając szerzej drzwi. Czarne włosy opadły mu na szare oczy, które wciąż obserwowały blondyna z nieodgadnionym wyrazem na twarzy. - Wejdziesz? - Zapytał, bo nie miał ochoty na rozmawianie u progu mieszkania. Etykieta, Kay, zawsze pierwsza jest kurtuazja.
![[Obrazek: qEyGuHF.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=qEyGuHF.gif)