03.02.2024, 03:11 ✶
— Może lubię robić Matce na złość? — sarknął, kręcąc powoli głową. — Gdyby nagle zabrakło tego jednego promyczka w formie ''mnie'', świat mógłby stać się nieco uboższy. A na to nie mógłbym pozwolić. To stąd ta siła woli.
Wzruszył lekko ramionami na pytanie chłopaka. Jedno? Drugie? Oba? Wszystkie te elementy składały się na szaleństwo, jakiego doświadczyli w trzewiach tej nawiedzonej łajby. Same historie pasażerów sprawiały, że włos się jeżył na głowie. Gdyby to była zwykła katastrofa statku, Erik i tak by ją przeżył. Tutaj jednak dochodziły do głosu także inne aspekty tego koszmaru. Czy jedna perła to wszystko rekompensowała? Nie, a znając życie, szanse na to, że miała być pamiątką po tej przygodzie, były równie wysokie, jak to, że sprowadzi na nich kolejne kłopoty. I tak to się żyje w tej Anglii.
— Cóż, jak to mówią, swój swojego zawsze pozna — przyznał ugodowo z zawadiackim uśmieszkiem na ustach, który zaraz ukrył za grzecznym skinieniem głowy. Zamyślił się na chwilę; słowa Laurenta sprawiły, że jego szare komórki wzięły się do roboty. — Sporo zależy od moralności człowieka. W tak intensywnych chwilach to instynkt przejmuje kontrolę, nasze najbardziej pierwotne refleksy. — Gdyby był samolubnym człowiekiem, który troszczył się tylko o własny tyłek, być może nie miałby najmniejszego problemu, aby zostawić Erika w tyle. Łatwo byłoby zrzucić tę odpowiedzialność na innych uczestników wyprawy. — Cieszę się, że stoisz po właściwej stronie.
Ten dzień był pełen niespodzianek, jednak te zdawały się tylko mnożyć, zamiast tracić na liczebności. Z początku myślał, że siostra chce zaciągnąć jego towarzysza na parkiet, jednak szybko został wyprowadzony z błędu, gdy pociągnęła go za rękaw, aby zaraz przedstawić mu całą sytuację. Jednym zdaniem i ograniczając się do najprostszych ogólników. W głowie momentalnie zapaliła mu się ostrzegawcza lampka, ale jedyne, na co było go stać do wymruczenie cichego ''mhmm''. Zerknął kontrolnie w stronę Aveline, która czekała pod drzwiami.
Coś musiało nie grać. Będzie musiał zagaić o to Brennę, gdy już wróci do posiadłości. Albo nad ranem, dodał w myślach. Sytuacja musiała być poważna, skoro młodsza Longbottom postanowiła zostawić go tutaj samego. No dobra, nie do końca ''samego''. W gruncie rzeczy był wśród swoich, ale nie był pod opieką młodszej siostry. To zazwyczaj nie wróżyło niczego dobrego. Zwłaszcza na hucznych imprezach, kiedy alkohol lał się strumieniami, a Erik dawał się porwać przyjemnej atmosferze.
— Ona zawsze gdzieś lata — wymamrotał pod nosem, wracając wzrokiem do swego rozmówcy. Rozchylił usta w pogodnym uśmiechu, stukając swoim szkłem o napitek Laurenta. — No to zdrowie!
Upił sporą część drinka, czując, jak przyjemne ciepło rozchodzi się po jego ciele. Najpierw zatańczyło na języku, po czym przelało się przez gardło, aby powędrować w głąb jego organizmu. Erik dotknął rozgrzanego policzka wierzchem dłoni. Zaczynało mu szumieć w głowie, jednak przyniosło to swego rodzaju ulgę. Ciężar i presja kończącego się dnia stawała się coraz bardziej nieuchwytna, nie pozwalając mu tym samym drążyć tematu ''Perły Morza'', odniesionych obrażeń czy przedziwnych wizji, jakich doznał na pokładzie statku.
Wzruszył lekko ramionami na pytanie chłopaka. Jedno? Drugie? Oba? Wszystkie te elementy składały się na szaleństwo, jakiego doświadczyli w trzewiach tej nawiedzonej łajby. Same historie pasażerów sprawiały, że włos się jeżył na głowie. Gdyby to była zwykła katastrofa statku, Erik i tak by ją przeżył. Tutaj jednak dochodziły do głosu także inne aspekty tego koszmaru. Czy jedna perła to wszystko rekompensowała? Nie, a znając życie, szanse na to, że miała być pamiątką po tej przygodzie, były równie wysokie, jak to, że sprowadzi na nich kolejne kłopoty. I tak to się żyje w tej Anglii.
— Cóż, jak to mówią, swój swojego zawsze pozna — przyznał ugodowo z zawadiackim uśmieszkiem na ustach, który zaraz ukrył za grzecznym skinieniem głowy. Zamyślił się na chwilę; słowa Laurenta sprawiły, że jego szare komórki wzięły się do roboty. — Sporo zależy od moralności człowieka. W tak intensywnych chwilach to instynkt przejmuje kontrolę, nasze najbardziej pierwotne refleksy. — Gdyby był samolubnym człowiekiem, który troszczył się tylko o własny tyłek, być może nie miałby najmniejszego problemu, aby zostawić Erika w tyle. Łatwo byłoby zrzucić tę odpowiedzialność na innych uczestników wyprawy. — Cieszę się, że stoisz po właściwej stronie.
Ten dzień był pełen niespodzianek, jednak te zdawały się tylko mnożyć, zamiast tracić na liczebności. Z początku myślał, że siostra chce zaciągnąć jego towarzysza na parkiet, jednak szybko został wyprowadzony z błędu, gdy pociągnęła go za rękaw, aby zaraz przedstawić mu całą sytuację. Jednym zdaniem i ograniczając się do najprostszych ogólników. W głowie momentalnie zapaliła mu się ostrzegawcza lampka, ale jedyne, na co było go stać do wymruczenie cichego ''mhmm''. Zerknął kontrolnie w stronę Aveline, która czekała pod drzwiami.
Coś musiało nie grać. Będzie musiał zagaić o to Brennę, gdy już wróci do posiadłości. Albo nad ranem, dodał w myślach. Sytuacja musiała być poważna, skoro młodsza Longbottom postanowiła zostawić go tutaj samego. No dobra, nie do końca ''samego''. W gruncie rzeczy był wśród swoich, ale nie był pod opieką młodszej siostry. To zazwyczaj nie wróżyło niczego dobrego. Zwłaszcza na hucznych imprezach, kiedy alkohol lał się strumieniami, a Erik dawał się porwać przyjemnej atmosferze.
— Ona zawsze gdzieś lata — wymamrotał pod nosem, wracając wzrokiem do swego rozmówcy. Rozchylił usta w pogodnym uśmiechu, stukając swoim szkłem o napitek Laurenta. — No to zdrowie!
Upił sporą część drinka, czując, jak przyjemne ciepło rozchodzi się po jego ciele. Najpierw zatańczyło na języku, po czym przelało się przez gardło, aby powędrować w głąb jego organizmu. Erik dotknął rozgrzanego policzka wierzchem dłoni. Zaczynało mu szumieć w głowie, jednak przyniosło to swego rodzaju ulgę. Ciężar i presja kończącego się dnia stawała się coraz bardziej nieuchwytna, nie pozwalając mu tym samym drążyć tematu ''Perły Morza'', odniesionych obrażeń czy przedziwnych wizji, jakich doznał na pokładzie statku.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞