W normalnych warunkach podziwiałby te obrazy, dobór mebli, zakochałby się w tych roślinach pojedynczych, które się tutaj znajdowały i widokiem za oknem, który nie przedstawiał tylko i wyłącznie kolejnych domów i ulic, i sznurów ludzi, którzy zawsze się gdzieś śpieszyli. Chociaż nie, nie zawsze. Czasem spoglądałeś na ludzi i widziałeś, jak mężczyźni czekają, aż młody chłopak wypastuje im buty, albo przeglądają najnowsze wydanie Proroka Codziennego paląc fajkę z chmurnym czołem z boku uliczki. Pokątna nigdy nie spała, a to mieszkanie wydawało się pogrążone we śnie. Przeciwieństwo tego, co działo się w domu Laurenta, ale nie całkowite, o nie. Przekonał się o tym w domu swojego kochanka, w którym panowała pustka i szarość. Nie było obrazów, ozdób, nie było żadnej rośliny. W normalnych warunkach doceniłby dobór kolorów, chociaż nie byłby to jego wybór - ciemność nie powinna królować w miejscu, które... albo właśnie powinna? Noc powinna była kojarzyć się z wypoczynkiem, a właśnie na nią naprowadzały myśli, kiedy wkraczało się do tej wilczej jamy. Jemu jednak noc nie kojarzyła się z czymś nadmiernie dobrym. Tak i to spotkanie nie kojarzyło się z tym, z czym chciał kojarzyć Kaydena - z pięknym snem, którego jedyną granicą było to, na ile sobie pozwolisz go przesunąć. Nikt go nigdy tak nie potraktował, jak on. Tak dobrze. I nie chodzi o to, że nie było ludzi traktujących go z szacunkiem, którzy go kochali, chcieli pomóc z dobrego serca, bo tacy ludzie byli, a było ich nawet zadziwiająco dużo. Ale to, jak traktował go Kayden, było dokładnie tym, co potrzebował. Kiedy spoglądał w jego oczy widział to, czego zupełnie mu brakowało. Szacunek. I czystą miłość, która zakochała się nie w jego ciele. On się zakochał w jego umyśle.
- Wody, dziękuję. - Normalnie, swoim zwyczajem, powiedziałby: kawy. Dostał jednak nauczkę, że przy jego aktualnym stanie zdrowia, szczególnie w takich sytuacjach, kawa była najgorszym możliwym wyborem. I przede wszystkim nie chciał na nią czekać. Nie potrzebował również wody, ale to była opcja awaryjna i przede wszystkim nie wypadało tak siedzieć o suchym pysku. Pewnie standardowo pytanie brzmiałoby inaczej: czy napijesz się whiskey? Burbonu? Ale Laurent bardzo rzadko pijał alkohol i w dużej mierze tylko udawał, że go pije. Tymczasem jego opcja awaryjna miała dać mu zapasową opcję, żeby w razie czego zająć czymś dłonie. Odbiegł wzrokiem od pokoju, od tych pojedynczych bibelotów na ekspozycji, od tych roślin i subtelnie dobranych kotar do okien, by zakotwiczyć się w gospodarzu, jaki przesunął się, dumny i pozbawiony wahań (a przynajmniej na takiego wyglądał) w swojej sztywności prosto do sofy. Już po tym prostym pytaniu upewnił się, że wolałby to zakończyć przez próg dwieście razy bardziej. Dostając sygnał sam zresztą zajął fotel, by wygodnie się w nim ułożyć, wydając się w tym całkowicie spokojnym i rozluźnionym. Ale to był tylko pozór tworzony odpowiednim ułożeniem ciała. Uważne oko bez problemu wychwytało napięcie.
- Z wzajemnością. - Również nie lubił nieklarownych sytuacji, dlatego niemal zawsze zawierał umowy ze swoimi... kochankami. Miłość cielesna tak, miłość wyższa - nie. Mógł kochać przez jedną noc najbardziej na świecie, ale rano wszystko się kończyło. Obiecywał sobie, że nie będzie już tak się zachowywał, zawierał umów, że nie będzie już wpadał z ramion w ramiona, bo pojawił się on. Tymczasem co zrobił parę dni temu? A teraz był tutaj, z wiedzą, że Kayden wrócił z Francji i do niego zawitał. Z jednej strony - dobrze, zamknijmy to. Z drugiej strony - mógł sobie już darować. Laurent pogodził się z tym, że jego serce zostało odrzucone i że dostał za swoje, wypuszczając swoje serce z klatki. Przecież wiedział, że tak to się musiało skończyć, bo niby kto mógłby go pokochać takim, jakim jest naprawdę? - Ach tak... - Uśmiechnął się jakoś smętnie, krzywo, na te słowa, że wolał to załatwić osobiście. Skoro nie odpisywał, to ciężko było to załatwić jakkolwiek inaczej niż "osobiście". Nie zdziwiła go ta oschłość i sarkazm, jaki rozbrzmiał w tym miejscu, a mimo to ciął dokładnie tak, jak się spodziewał. Mimo przygotowania. Był zawsze za słaby, żeby zakładać na ludzi zbroje i nie pozwolić się dosięgnąć. Nie w przypadku tych, którym podarował coś więcej niż jedną noc westchnień. Odbił wzrokiem w bok, bo nie potrafił wytrzymać ciężaru jego spojrzenia. To niesprawiedliwe. To było zupełnie niesprawiedliwe, że nieszczęście przyczepiło się do jego nogi jak kula więzienna i ciągle jeszcze obijała o jego łydki. Tym bardziej niesprawiedliwy ton był tym, którego używał wobec niego Kayden. - Zawsze był problematyczny, jak to określiłeś. Jestem zapracowanym człowiekiem. - To prawda i nieprawda zarazem, bo biorąc pod uwagę, że teraz mniej bywał w New Forest to trudniej było na niego trafić, kiedy przychodziło się bez zapowiedzi. - Ta zajadliwość jest zupełnie niepotrzebna. - Wrócił spojrzeniem na jego sylwetkę, do oczu, dopóki miał siłę na cokolwiek. - Nie życzę sobie, żebyś się na mnie wyżywał.