01.12.2022, 03:05 ✶
W dalszym ciągu obrzucał Logana twardym, zarazem nie mniej chłodnym spojrzeniem osoby zdecydowanie niewzruszonej postawą tego czarodzieja. Przez te trzy lata jeszcze bardziej utwierdził się w przekonaniu, że nie warto przejmować się opiniami osób trzecich na swój temat, zwłaszcza jeśli nie są szczere. A tak się często zdarzało, zwłaszcza jeśli ktoś chciał. Jest znany z tego, że nie przepada za dwulicowymi ludźmi wszelkiej maści i przychodząc do niego pochlebstwami łatwo było mu podpaść. Wolał typowo konkretne podejście, brutalnie szczere rozmowy i niewygodną prawdę od pięknych kłamstw, pozorów gościnności i wymuszonej uprzejmości. Bardzo odpowiadało mu bycie człowiekiem czynu.
Stajnie są na tyle, skrzat wskaże mu drogę. On sam znał drogę na tył posiadłości i do mieszczących się tam stajni. Wiedział też, gdzie były pokoje dla służby, chociaż w tym przypadku pomoc skrzata domowego się jednak przyda. Bo po tej części posiadłości jego krewniaków nie dotąd się nie poruszał, a już na pewno tam nie zostawał zakwaterowany, ilekroć dawniej ich odwiedzał. To ostatnie nawet teraz nie przeszkadzałoby mu. Nawet taki pokój oznaczał możliwość przespania kilku godzin w łóżku, pod czystą pościelą.
Doskonałe wyczucie czasu to jedna z wielu jego zalet, choć w tym przypadku mogła napytać biedy. O jego obecności zdawało się wiedzieć zaledwie kilka osób. Wszyscy goście nie powinni go zobaczyć, dlatego też popędził konia i zniknął na tyle posiadłości. Rozsiodłany koń trafił do boksów, dostając świeże siano oraz wodę. Wypuścił z klatki Gwydiona, aby to ogromne ptaszysko rozprostowało skrzydła po długiej podróży i samemu mogło zapolować. Harpia wielka zjadała więcej mięsa, niż przeciętna sowa i nawet była w stanie polować na te ptaki.
Prawdę mówiąc, Trevor nie spodziewał się ujrzeć Borgina po raz kolejny i dlatego na jego widok uniósł prawą brew. Czego on tym razem chce od niego? Zauważył od razu, że ten mężczyzna wkroczył do stajni uzbrojony w kuszę. Zamierzał wziąć udział w polowaniu, to oczywiste. Już otwierał usta po to, aby zapytać go, czego tym razem od niego chce. Porzucił ten zamiar, gdy towarzysz zadał mu to pytanie.
— Tak, upoluję sobie prowiant na dalszą drogę. Niech zgadnę, jesteś moim partnerem na czas tego polowania? — Odrzekł bez ogródek. Dla niego to nie była taka zabawa, jak dla nich. Musiał to wiedzieć, czy będzie skazany na tego mężczyznę. Raczej nie wpadł po to, aby dotrzymać mu towarzystwa.
— Polowałeś kiedykolwiek czy to twoje pierwsze polowanie? Potrafisz się tym posługiwać? Wolałbym, byś ustrzelił zwierzynę zamiast trafił kogoś w tyłek — Zadał temu czarodziejowi ważne pytania, wskazując na trzymaną przez tego czarodzieja kuszę. Chciał wiedzieć, czy ma do czynienia z doświadczonym myśliwym czy może z nowicjuszem, na którego sam będzie musiał mieć oko. Tropienie zwierzyny nie jest tak łatwe, jak się wydaje. Zrzucił z ramion pelerynę, wprost na drzwi od boksu Abelarda i niezwłocznie pochylił się po to, aby podnieść dotąd opartą o drewnianą ścianę stajni swoją kuszę. Noże myśliwskie także miał.
Stajnie są na tyle, skrzat wskaże mu drogę. On sam znał drogę na tył posiadłości i do mieszczących się tam stajni. Wiedział też, gdzie były pokoje dla służby, chociaż w tym przypadku pomoc skrzata domowego się jednak przyda. Bo po tej części posiadłości jego krewniaków nie dotąd się nie poruszał, a już na pewno tam nie zostawał zakwaterowany, ilekroć dawniej ich odwiedzał. To ostatnie nawet teraz nie przeszkadzałoby mu. Nawet taki pokój oznaczał możliwość przespania kilku godzin w łóżku, pod czystą pościelą.
Doskonałe wyczucie czasu to jedna z wielu jego zalet, choć w tym przypadku mogła napytać biedy. O jego obecności zdawało się wiedzieć zaledwie kilka osób. Wszyscy goście nie powinni go zobaczyć, dlatego też popędził konia i zniknął na tyle posiadłości. Rozsiodłany koń trafił do boksów, dostając świeże siano oraz wodę. Wypuścił z klatki Gwydiona, aby to ogromne ptaszysko rozprostowało skrzydła po długiej podróży i samemu mogło zapolować. Harpia wielka zjadała więcej mięsa, niż przeciętna sowa i nawet była w stanie polować na te ptaki.
Prawdę mówiąc, Trevor nie spodziewał się ujrzeć Borgina po raz kolejny i dlatego na jego widok uniósł prawą brew. Czego on tym razem chce od niego? Zauważył od razu, że ten mężczyzna wkroczył do stajni uzbrojony w kuszę. Zamierzał wziąć udział w polowaniu, to oczywiste. Już otwierał usta po to, aby zapytać go, czego tym razem od niego chce. Porzucił ten zamiar, gdy towarzysz zadał mu to pytanie.
— Tak, upoluję sobie prowiant na dalszą drogę. Niech zgadnę, jesteś moim partnerem na czas tego polowania? — Odrzekł bez ogródek. Dla niego to nie była taka zabawa, jak dla nich. Musiał to wiedzieć, czy będzie skazany na tego mężczyznę. Raczej nie wpadł po to, aby dotrzymać mu towarzystwa.
— Polowałeś kiedykolwiek czy to twoje pierwsze polowanie? Potrafisz się tym posługiwać? Wolałbym, byś ustrzelił zwierzynę zamiast trafił kogoś w tyłek — Zadał temu czarodziejowi ważne pytania, wskazując na trzymaną przez tego czarodzieja kuszę. Chciał wiedzieć, czy ma do czynienia z doświadczonym myśliwym czy może z nowicjuszem, na którego sam będzie musiał mieć oko. Tropienie zwierzyny nie jest tak łatwe, jak się wydaje. Zrzucił z ramion pelerynę, wprost na drzwi od boksu Abelarda i niezwłocznie pochylił się po to, aby podnieść dotąd opartą o drewnianą ścianę stajni swoją kuszę. Noże myśliwskie także miał.