Rozbawił ją. To był dobry znak, że Camille przy nim dobrze się czuła i sama atmosfera była luźna, pomimo zmęczenia dzisiejszą pracą. Z uśmiechem udzielił jej odpowiedzi.
- Tak. Poprosiłbym. Szanuję cudzą własność. Taki już jestem. Zapewne dostałbym sto pytań od nich, po co mi to. Albo same zechciałyby mnie upudrować.Jako najstarszy miał też dawać przykład młodszemu rodzeństwu. Z charakteru także był tym spokojniejszym i opanowanym starszym bratem, do którego rodzeństwo zawsze mogło zwrócić się o pomoc czy wsparcie. Laurence nie robił różnicy. Mógł nie zgadzać się z ich wyborami, ale nie ingerował w ich decyzje i działania. To był ich wybór.
W przeciwieństwie do panny Delacour miał znacznie większe rodzeństwo i tylko pomyśleć, jak różne charaktery przebywały pod jednym dachem. Jak pełno ich wszystkich było wakacje, kiedy wracał do domu po każdym roku szkolnym. Choć musieli przestrzegać pewnych zasad w rodzinie, to jednak nie było miesiąca, aby coś się nie wydarzyło. Skaleczenia, bójki, szarpania, podbieranie miotły aby sobie polatać, próbowanie rzucania zaklęć. Dużo by wymieniać.
- Zdawało mi się, że już ktoś taki jest.Odparł na jej słowa, kiedy wzrokiem szukała kelnera, chcąc przywołać go do ich stolika, aby mogli złożyć zamówienie. Mówiąc o kimś, Laurence miał namyśli właśnie Delacour. Ostatnio jakoś zauważała brane nadgodziny, podejrzliwie spoglądała na jego tłumaczenia się. Jak dzisiaj. Mówił to nawet szczerze. Bowiem równie dobrze ojciec czy babka mogli reagować. Ale że nie dawał sygnałów takich, co ich kolega dzisiaj w pracy, nie reagowali.
Kelner, ten sam co ich przyjmował, podszedł i zapytał o zamówienie. Camille złożyła jako pierwsza, Laurence zrobił po niej. Wybrał danie wegetariańskie z prośbą o nie dodawania czegoś, na co miał uczulenie. Nawet jeżeli w spisie nie było na karcie menu, wolał osobiście zakomunikować. Bo raczej nikt nie chciałby go tutaj na miejscu ratować. Wino wziął to samo dla siebie. Podziękował i kelner mógł odejść. Choć jeszcze przez moment Laurence mu się przyglądał, po czym spojrzał na Camille, powracającą do tematu. Oczywiście pracy.
- Powiedzmy, że to sprawa czysto zawodowa. Jak w czymś mamy wątpliwości, to się wzajemnie doradzamy. W tym przypadku, mamy ukończoną tę samą specjalizację.Właściwie to powinna Camille kojarzyć jego siostrę Annaleigh, o dwa lata młodszą. Była też na stażu w szpitalu, ale ostatecznie założyła swoją klinikę uzdrowicielską.
Laurence nie widział powodu, aby oddalać się od swojego rodzeństwa. Jako rodzina powinni sobie pomagać i wspierać. Jeszcze nie wiadomo czy młodsi będą szli w ślady starszych czy rodziców. Pozostawali jeszcze uczniami, edukującymi się w Hogwarcie czy podejmującymi staż w pracy.